Wojowniczka Slytherinu

Kocham na zabój. Żyję chwilą. Szanuje przyjaźnię. Ufam tylko sobie. Szczycę się niesamowitym sprytem. Żyję tak by inni mi zazdrościli. Korzystam z życia. Jestem niewinna, a zarazem niegrzeczna. Namiętna ale czuła. Jestem dzika a jednocześnie spokojna. Delikatna i krucha niczym róży kwiat. Tajemnicza jak mgła. Wolna jak wiatr. Niespokojna i niepokonana jak ocean bez dna. Jestem w stanie oddać życie w imię przyjaźni lub miłości. Niebezpieczeństwo. Adrenalina. Ryzyko. To zaczyna mnie przyciągać. Zaczynam odnajdywać w tym przyjemność. Oto nowa ja. Wojowniczka ze Slytherinu. Hermiona Zabini.

niedziela, 23 listopada 2014

VIII

Czy ty coś do mnie czujesz Draco?
To pytanie odbijało się echem w mojej głowie. Byłem zszokowany. Wiedziałem że tak, ale bałem się jej to powiedzieć. Cisza panowała między nami już dobre 5 minut jak nie dłużej. Hermiona cały czas patrzyła mi w oczy, a ja w jej. Zacząłem zauważać że jej oczy się zaszkliły. W końcu odwróciła się z zamiarem odejścia. Złapałem ją za łokieć i odwróciłem z powrotem tym samym przyciągając ją bliżej siebie. Po woli zbliżyłem swoją twarz do jej i wpiłem w jej usta, od razu odwzajemniła pocałunek. Czułem że się uśmiecha. Ale nie mogłem tego zobaczyć bo nasze usta były złączone. Gdy się od siebie odsunęliśmy by zaczerpnąć powietrza spojrzałem jej w oczy i powiedziałem.
-Tak Hermiona. Czuję coś do ciebie. To chyba jest miłość. - Po chwili ciszy dodałem. - Tak. Zakochałem się w tobie. - Powiedziałem. A tym razem to Hermiona wpiła się w moje usta. Nasz pocałunek był delikatny a zarazem namiętny. - A ty Hermiono? Powiedz co ty czujesz.
-Ja, też się w tobie zakochałam Draco. - Powiedziała cicho. Objąłem ją ręką w talii a ona mnie. Razem tak spacerowaliśmy po błoniach do 17, później udaliśmy się do Wielkiej Sali. Usiedliśmy na ławie. I rozmawialiśmy. W tym czasie widzieliśmy jak dużo uczniów z naszej szkoły wrzuca pergamin ze swoim nazwiskiem do Czary Ognia, oraz kilkoro uczennic Beauxbatons i paru uczniów Durmstrangu. W tym starsze rodzeństwo Hermiony, Elizabath, Ian, Cedrik Diggory i Kain.
-To już jutro. - Powiedziałem.
-Tak. Ciekawe kto będzie uczestniczył w Turnieju.
-Tak ciekawe.
-Boję się wiesz?
-Czego?
-Czytałam że Czara nieraz rzuca wyzwania.
-To znaczy?
-Sama wybiera uczniów którzy są obecni na sali i narzuca im udział w Turnieju. Niema wyjścia. Czy ta osoba chce czy nie, musi brać udział. I wtedy nie bierze udział 6 osób w Turnieju, tylko więcej, w zależności od tego ile osób Czara postanowi dołożyć. Boję się że padnie na mnie.
-Nie martw się. Nie padnie. A nawet jeśli. Staw czoła wyzwaniu. Nie daj się. Będziesz miała we mnie wsparcie. Pamiętaj.
-A ty we mnie. - Powiedziała i mnie pocałowała. - Wracajmy. - Powiedziała wstając, łapiąc mnie za dłoń i pociągnęła do góry. W tym momencie do Sali wszedł Viktor Krum. Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli tylko na niego. Podszedł do Czary, wrzucił pergamin i wyszedł.
-Chodźmy - powiedziałem obejmując ją ramieniem i wychodząc razem z Sali.

************

Dziś rano obudziła mnie Hermiona krzycząc że zaspaliśmy na śniadanie. Szybko się ubrałem i zeszliśmy razem do Wielkiej Sali. Nie byliśmy ostatni na szczęście. Na naszych talerzach leżały plany lekcji. Spojrzałem na plan

Poniedziałek
9:00 - 11:00 - Eliksiry
11:30 - 13:30 - Transmutacja
14:30 - 15:30 - Obrona przed Czarną Magią

Wtorek
9:00 - 10:00 - Zaklęcia
10:05 - 11:05 - Numerologia
11:30 - 12:30 - Transmutacja
12:35 - 13:35 - Starożytne Runy
14:30 - 16:30 - Zielarstwo

Środa
9:00 - 11:00 - Opieka nad Magicznymi Stworzeniami
11:30 -12:30 - Transmutacja
12:35 - 14:35 - Zaklęcia
00:00 - 1:00 - Astronomia

Czwartek
9:00 - 11:00 - Obrona przed Czarną Magią
11:30 - 13:30 Eliksiry
14:30 - 16:30 Zaklęcia

Piątek
9:00 - 11:00 - Eliksiry
11:30 -13:30 - Obrona przed Czarną Magią
14:30 - 15:30 Zaklęcia
15:35 -16:35 Historia Magii

Sobota
9:00 - 11:00 - Zielarstwo
11:30 - 12:30 Obrona przed Czarną Magią
12:35 - 14:35 - Eliksiry

-Plan jest w porządku. - Powiedziała Miona.
-No może być. - Przyznał Blaise
-Wiecie zawsze mogło być gorzej - Odezwałem się.
-Mój nie jest taki fajny. - Powiedziała Ginny.
-Ktoś zawsze musi mieć gorzej. - Odezwał się Markus.
-Ale czemu ja? - Powiedziała załamana Ginny.
-Nie martw się przetrwasz to.
-Mam nadzieje Miona.

************

Siedzieliśmy w sali do obrony przed czarną magią i czekaliśmy aż Profesor Moody przyjdzie. Ja siedziałem z Hermioną, Blaise z Pensy, Trudy z Markusem. Rozejżałem się po sali Potter jak zwykle z Weasley'em w środku drugiego rzędu, Seamus z Deanem na końcu sali, Neville z kimś w pierwszej ławce środkowego rzędu. Moje rozglądanie się przerwało nadejście Profesora stanął na środku klasy przy tablicy.
-Alastor Moody. Były Auror, utrapienie Ministerstwa i wasz nowy nauczyciel Obrony przed Czarną Magią. Jestem tu na prośbę Dumbeldore'a koniec sprawy, do widzenia, kropka. Jakieś pytania? - Rozejrzał się po sali. - Jeśli chodzi o Czarną Magię preferuję podejście praktyczne. Kto powie, ile jest zaklęć niewybaczalnych?
-Istnieją trzy. - Odezwała się Miona
-I czemu się tak nazywają? - Kolejne pytanie profesora i odpowiedź Miony.
-Ponieważ są niewybaczalne. Kto je rzuci ... -przerwał jej Moody.
-Ten wygrywa jednostronny bilet do Azkabanu. Ministerstwo uważa że jesteście za młodzi by je poznać. Ja uważam inaczej! Musicie wiedzieć co na was czycha! I musicie być przygotowani! Znajdź sobie inne miejsce na te gumę Finnegan! - Powiedział nie odwracając się. A wszyscy w klasie spojrzeli na Seamusa.
-Niemożliwe. On widzi co się dzieję z tyłu. - Powiedział Seamus. Moody rzucił kredą którą pisał na tablicy w niego mówiąc
-I słyszy jeśli o to chodzi! No to od czego zaczniemy? - Powiedział podchodząc do ławki Bliznowatego i Wieprzleja.. - Weasley! - Krzyknął.
-Tak? - Zapytał wystraszony, co mnie rozśmieszyło.
-Wstań. - Powiedział, gdy ten wstał mówiła dalej. - Jakie znasz klątwy?
-Cóż tata powiedział mi o jednej. Zaklęcie Imperius.
-O tak twój ojciec dobrze je zna. Ministerstwo miało z tym kupę roboty parę lat temu. Zaraz zobaczycie dlaczego. - Powiedział i podszedł do swojego biurka. Otworzył jakiś słoik i wyciągnął z niego chyba pająka. - Engorgio. - Powiedział kierując różdżkę w niego, a pająk się powiększył. - Imperio. - Pająk zaczął kierować się po klasie, najpierw wylądował na ławce Neville'a, Później na twarzy Craba i wybuchł śmiech - Nie bój się nic ci nie zrobi! - Następnie wylądował na ręce Padmy kierując się w górę a wszyscy się ciągle śmialiśmy, później zawisł nad głowę Weasley'a - A jak ugryzie? - Zrobił pauzę -  Niema co zbierać. - Powiedział i pająk wylądował na jego czole.  I wszyscy znów wybuchli śmiechem - Czego się śmiejesz? - Pająk wylądował na moim nosie. A cała klasa dalej się śmiała.Zacząłem panikować.
-Zabierz to! - Krzyknąłem.
-Sprytny co? - Powiedział Moody. - Co mam jeszcze z nim zrobić? Wyrzucić przez okno? - Spytał a pająk uderzył o szybę. - Ma się utopić? - Zawisł nad wiaderkiem wody. Po chwili przywołał go na swoje ręce. - Wiele czarownic i czarodziejów twierdziło, że wykonywali tylko polecenia Sami-Wiecie-Kogo pod wpływem Zaklęcia Imperius. I w tym szkopuł. Skąd wiadomo kto kłamał? Następne. - Kilkoro uczniów podniosło rękę w tym Neville. - Longbotton, tak? Wstawaj.Profesor Sprout mówi że masz smykałkę do zielarstwa.
-Istnieje jeszcze zaklęcie Crutiatus.
-Dobrze! Dobrze! Chodź! Nic się nie bój. Zaklęcie tortur. Crucio. - Powiedział a ten robak zaczął się zwijać z bólu, a salę wypełniły jego piski. Mina Neville'a odzwierciedlała to co czuł ten pająk. W końcu Profesor przestał. Wziął na rękę to stworzenie i spytał. - Kto zna ostatnie zaklęcie niewybaczalne? - Ja, Blaise, Markus, Miona i jeszcze dwoje uczniów podnieśliśmy ręce. - Malfoy. Podaj ostatnie zaklęcie. - Powiedział do mnie kładąc pająka na moją ławkę.
-Avada Kedavra
-Doskonale. - Powiedział. Następnie wycelował  różdżkę w pająka i wypowiedział zaklęcie. - Avada Kedavra. Zaklęcie uśmiercające. Przeżył je tylko jeden człowiek. I siedzi tu w tej sali. - Powiedział i stanął przed Potterem. Dalej lekcja przebiegła spokojnie. Kolejne lekcje również.

************

Wybiła właśnie godzina 20:00 wszyscy zebrali się w Wielkiej Sali a Czara stoi na środku.
-Usiądźcie proszę. - Powiedział Dumbeldore. A na Sali zapadła cisza i wszyscy usiedli. - Oto moment na który wszyscy czekaliśmy. Wybór zawodników! - Krzyknął i przyciemnił Salę.Zbliżył się do Czary, dotknął obiema rękoma i odsunął o dwa kroki. Po chwili Czara zmieniła swój niebieski ogień na czerwony i wypadł pergamin. - Reprezentant Durmstarngu Viktor Krum! - Viktor wstał podszedł do Albusa, uścisnęli sobie dłonie, odebrał od niego pergamin i poszedł do drzwi znajdujących się na końcu Sali. Z Czary wystrzelił kolejny kawałek pergaminu - Reprezentantka Beauxbatons Elizabeth Fig! - El wstała, również uścisnęła dłoń naszego Dyrektora i odeszła. Trzecia kartka. - Reprezentantka Beauxbatons Fleur Delacour! - Powtórzyła się ta sama sytuacja. Czwarta osoba. - Reprezentant Hogwartu Cedrik Diggory! - I znów uścisk dłoni. Piąta. - Reprezentant Durmstrangu Kain Ivanow! - Szósta osoba. - Reprezentant Hogwartu Ian Smith! - Gdy Ian odchodził Dumbeldore krzyknął. - Wybornie! Mamy zatem naszych zawodników! Lecz tylko jedno nazwisko przejdzie do historii. Tylko jedna osoba zdobędzie Puchar Mistrzów. - W tym momencie Minister Crouch wniósł coś na Salę i postawił na podjum na samym początku sali. - Tę czarę zwycięstwa. Najwyższe wyróżnienie Puchar Turnieju Trójmagicznego! - Krzyknął a szmata zakrywająca Puchar zleciała z niego odkrywając go. Na Sali rozległy się brawa a Czara zaczęła się buntować. W tym samym czasie z niej wyleciały dwa pergaminy robiąc przy tym duże zamieszanie, aż Dumbeldore musiał się cofnąć.- Czara rzuca nam wyzwanie. - Powiedział łapiąc pergaminy. - Harry Potter! - Krzyknął. A ten się tylko skulił - Harry Potter! - W końcu został popchnięty chyba przez Seamusa. Podszedł do Dumbeldore'a i odszedł. Na Sali panowała cisza. - I. - Powiedział i zrobił pauzę. - Draco Malfoy!
-Draco. - Powiedziała Hermiona.
-Spokojnie. - Powiedziałem i ucałowałem ją. Podszedłem do Dumbeldore'a wziąłem od niego pergamin ze swoim nazwiskiem i odszedłem. Kierowałem się w stronę nauczycieli, przeszedłem przez drzwi i zszedłem schodami na dół. Tam byli już wszyscy. Po chwili wbiegli do tego pomieszczenia. Dumbeldore, Snape, Macgonagall, Maxime, Karkarov, Moody i Minister.
-Czy to wy wrzuciliście nazwiska do Czary Ognia?! - Spytał Dumbeldore.
-Nie. - Powiedzieliśmy równo z Potterem.
-Czy kazaliście komuś wrzucić je za was?
-Nie.
-Oczywiście że nie. - Odpowiedziałem.
-Kłamią - Madame była zła.
-Nie prawda. Czara Ognia to potężny obiekt magiczny tylko najsilniejszy Czarownik potrafił by ją oszukać! Uczniowie czwartego roku nie dali by sobie rady! - Krzyczał Moody.
-Barty co o tym myślisz? - Dumbeldore spytał Ministra.
-Reguł nie można naginać, Czara Ognia dokonuje nieodwracalnego wyboru. Rzuca nam wyzwanie. Pan Malfoy i Pan Potter nie mają wyjścia, chcą czy nie chcą są teraz od tej pory uczestnikami w Turnieju. - Powiedział spokojnie. A wszyscy spojrzeli na naszą dwójkę - Proszę poznajcie się. Od teraz jesteś współuczestnikami Turnieju. - Powiedział i wyszedł a zaraz za nim cała reszta. Udaliśmy się wszyscy do siebie. Gdy wszedłem do Salonu Wspólnego mojego domu Hermiona rzuciła mi się na szyję.

----------------------------------------------------------------------------------------------
I jest 8 rozdział. Podoba się? komentujcie.

1 komentarz:

  1. nie ma co dzieje się bardzo dużo o i widzę że niektóre kawałki są z książki.

    OdpowiedzUsuń

Daj komentarz

Daj komentarz
Przeczytałeś rozdział? Super cieszę się. Zostaw komentarz a Draco i Hermiona też się ucieszą :)