Gdy się obudziłam i zerknęłam na zegar wiszący na ścianie zdałam sobie sprawę że jest 13:00. Ah wczorajszy dzień a raczej wieczór był naprawdę długi. Wstałam i udałam się do łazienki. Wzięłam długą odprężającą kąpiel. Wysuszyłam i uczesałam włosy. Zrobiłam lekki makijaż. Poszłam do garderoby i ubrałam krótkie spodenki, bokserkę i trampki. Zerknęłam jeszcze raz na zegar była godzina 14:47. Zeszłam na dół do kuchni.
-Płomyk do Panienki dyspozycji. Co Panienka chce?
-Obiad.
-Dobrze Płomyk już się tym zajmuje. Panienka siada. - Po niecałych 10 minutach dostałam swój posiłek. Zjadłam i podziękowałam skrzatowi. Udałam się z powrotem do swojego pokoju. I zaczęłam przeglądać co się znajduje w komodzie oraz w szufladach w stoliczkach nocnych i w biurku. Znalazłam telefon do którego była przyklejona kartka. Hermiono to jest Twój nowy telefon. Na biurku leżał laptop więc od razu go włączyłam. Rozpakowałam telefon włączyłam go. Na laptopie weszłam w internet i pościągałam piosenki które przesłałam na telefon. Moja playlista była bardzo duża. Telefon podłączyłam do wieży która stała w moim pokoju i włączyłam play. Naszła mnie ochota napić się czegoś mocniejszego więc podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę Ognistej oraz szklankę. Piłam tańczyłam i śpiewałam sobie przez dobrą godzinę w tym czasie wypiłam pół butelki. Schowałam ją wyłączyłam muzykę, wzięłam różdżkę i telefon które schowałam w kieszeń i wyszłam z domu. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam rozmyślać jak teraz będzie wyglądało moje życie. Moje rozmyślania przerwał Blaise który dosiadł się do mnie i szturchnął w ramię.
-Co jest siostra? Siedzisz tu już ponad 2 godziny.
-Serio?- Spojrzałam na godzinę w telefonie. Wskazywał 19:40. - Ja ... - Moją wypowiedź przerwała sowa która nadleciała. Rozpoznałam ją od razu. Ginny. Podleciała rzuciła list mi pod nogi i usiadła na kamieniu. Otworzyłam list.
Hej Hermiona. Kiedy masz zamiar się stawić w chatce wakacyjnej. Wszyscy już są. Nawet Harry. A Ciebie tylko niema. Coś się stało? W Hogwarcie mówiłaś że na sto procent będziesz dziś przed 18.
-Płomyk do Panienki dyspozycji. Co Panienka chce?
-Obiad.
-Dobrze Płomyk już się tym zajmuje. Panienka siada. - Po niecałych 10 minutach dostałam swój posiłek. Zjadłam i podziękowałam skrzatowi. Udałam się z powrotem do swojego pokoju. I zaczęłam przeglądać co się znajduje w komodzie oraz w szufladach w stoliczkach nocnych i w biurku. Znalazłam telefon do którego była przyklejona kartka. Hermiono to jest Twój nowy telefon. Na biurku leżał laptop więc od razu go włączyłam. Rozpakowałam telefon włączyłam go. Na laptopie weszłam w internet i pościągałam piosenki które przesłałam na telefon. Moja playlista była bardzo duża. Telefon podłączyłam do wieży która stała w moim pokoju i włączyłam play. Naszła mnie ochota napić się czegoś mocniejszego więc podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę Ognistej oraz szklankę. Piłam tańczyłam i śpiewałam sobie przez dobrą godzinę w tym czasie wypiłam pół butelki. Schowałam ją wyłączyłam muzykę, wzięłam różdżkę i telefon które schowałam w kieszeń i wyszłam z domu. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam rozmyślać jak teraz będzie wyglądało moje życie. Moje rozmyślania przerwał Blaise który dosiadł się do mnie i szturchnął w ramię.
-Co jest siostra? Siedzisz tu już ponad 2 godziny.
-Serio?- Spojrzałam na godzinę w telefonie. Wskazywał 19:40. - Ja ... - Moją wypowiedź przerwała sowa która nadleciała. Rozpoznałam ją od razu. Ginny. Podleciała rzuciła list mi pod nogi i usiadła na kamieniu. Otworzyłam list.
Hej Hermiona. Kiedy masz zamiar się stawić w chatce wakacyjnej. Wszyscy już są. Nawet Harry. A Ciebie tylko niema. Coś się stało? W Hogwarcie mówiłaś że na sto procent będziesz dziś przed 18.
Ginny.
-O boże całkiem zapomniałam. Wracaj. - Powiedziałam do sowy która od razu odleciała.
-Co jest?
-Wybacz Blaise, ale muszę zniknąć na trochę.
-Co to znaczy.
-Że przez najbliższy czas mnie nie będzie. Wrócę za 2 dni. - Powiedziawszy to pobiegłam do pokoju. Przebrałam się w czarną sukienkę na grubych ramiączkach sięgającą do kolan, buty czarne z wysokim kołnierzem zakrywające 3/4 ud na lekkim obcasie i czarną skórzaną kurtkę. Do jej wewnętrznych kieszeni schowałam różdżkę i telefon. I deportowałam się do chatki. I już po chwili stałam nie daleko niej. Mała, skromna ale urocza. Gdy weszłam do środka usłyszałam krzyk Gin.
-Już jest!
-Kto?
-No Hermiona oczywiście a kto? - Odpowiedziała swojemu bratu. - Nareszcie! - Krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Gdy się ode mnie odsunęła przywitałam się po kolei ze wszystkimi. - Emm Miona co ty masz na sobie?
-Jak to co? - Spytałam nie rozumiejąc pytania i spojrzałam na siebie. -Sukienkę? - Zapytałam.
-Chodzi o to jak wyglądasz.
-Moim zdaniem wygląda świetnie. Naprawdę.
-Dzięki Luna.- Odpowiedziałam jej.
-Dobra nie ważne. Chodź właśnie zrobiłam herbaty. - Poszłam do saloniku i usiadłam na fotelu. Również reszta zajęła miejsca na kanapach i fotelach. Siedzieliśmy i gadaliśmy popijając herbatę. Choć atmosfera była wesoła, mnie nie było zbytnio do śmiechu co zauważył Seamus.
-Hermiona co się dzieje? - W tym momencie wszystkie spojrzenia były wbite we mnie.
-Ja ...Bo ja ... - Nie umiałam nic sensownego powiedzieć. Wiedziałam że muszę im to powiedzieć ale bałam się. - Bo moje życie się strasznie zmieniło. - Zrobiłam pauzę. - Wczoraj jak wróciłam do domu to ... - zaczęłam im opowiadać co się wydarzyło. Oczywiście pominęłam długą rozmowę z rodziną i Lenę sama nie wiem czemu. - No i gdy już weszłam do tego salonu zapanowała cisza którą przerwał Blaise, bałam się że coś mi znowu zrobi. Ale on podszedł do mnie powiedział witaj w domu siostra i przytulił. - Zapadła cisza. Która przeciągała się nie wiadomo jak długo. Ginny siedziała na fotelu rękoma zasłaniając usta w szoku, Harry z Ronem tępo patrzyli się w moją stronę jakby nieobecnym, a zarazem chłodnym i oschłym wzrokiem. Seamus najwyraźniej chciał coś powiedzieć ale po chwili rezygnował, nie wiedział gdzie ma patrzeć, patrzył wszędzie tylko nie na mnie. Luna siedziała na kanapie i patrzyła gdzieś za mnie, Neville usilnie próbował wyczytać coś z mojej twarzy, a następnie szukał jakby ratunku u Luny i tak w kółko. Bliźniaki pierwszy raz w życiu milczeli przez tak długi czas a głowy mięli spuszczone w dół. Wszyscy byli pogrążeni w myślach. Zaczęło mnie to irytować. - No powiedzcie coś! - Powiedziałam podniesionym głosem
-Jak mogłaś! - Wydarł się Ron.
-Słucham?!
-Jak mogłaś! Uważałem cię za przyjaciółkę a tym czasem cały czas byłaś z nimi!
-Co ty gadasz Ron! Wcześniej o tym nie wiedziałam! Dowiedziałam się wczoraj!
-Ta jasne! I tak od razu ten zasrany Blaise przyjął by cię do rodziny z otwartymi rękoma! Nie chce mi się w to wierzyć!
-Ja też nie mogę w to uwierzyć Ron! Wiesz jakim to było dla mnie szokiem?! Co ty byś zrobił na moim miejscu?! Przez 3 pieprzone lata żyłam w świadomości że jestem mugolakiem, czarownicą z niemagicznej rodziny! A tu nagle wchodzą rodzice Blaise'a dają list w którym są zawarte wszystkie informacje na mój temat ich badania na pokrewieństwo które są pozytywne! Po chwili wchodzą do domu osoby które od zawsze uważałam za swoich rodziców, lecz niestety nimi nie są! Ja nie mogłam już na nich patrzeć! I pomimo tego jak cholernie bałam się Blaise'a, Meredith i Caluma zgodziłam się! Też byś się zgodził na moim miejscu! Miałam dość tego ciągłego wyzywania mnie i poniżania, bo pochodzę z niemagicznej rodziny! A tak naprawdę pochodzę z prawdziwej czarodziejskiej rodziny! Nie jestem szlamą! Jestem Czarownicą czystej krwi! Jestem Arystokratką! Ron na moim miejscu postąpiłbyś tak samo!
-A właśnie że nie! Nie zostawiłbym Ginny, Freda, Georga, Percy'ego, Charli ...
-Ron to nie to samo! Ja nie mam rodzeństwa! Postaw się w mojej sytuacji! Jestem sama! Jestem tylko ja i rodzice mugole! Jak ty byś postąpił tylko ty twój tata i mama to mugole! Co byś zrobił?!
-Napewno nie poszedł do rodziny Śmierciożerców!
-Więc mnie też uważasz za Śmierciożerce ?!
-Wystarczy! - Krzyknęła Gin. Oboje z Ronem zamilkliśmy. - Dosyć. - Powiedziała już normalnym tonem - Nie widzicie że to do niczego nie prowadzi?
-To nigdy do niczego nie prowadziło. - Odezwał się Ron. Ginny już się uśmiechnęła. - Bo nigdy nie powinno dojść do sytuacji żebyśmy się z tobą zakumplowali.
-Ron!! - Wydarła się Ginny.
-Taka jest prawda!
-Wcale nie!
-On ma rację Gin. - Odezwał się Harry.
-Mówisz tak tylko dla tego że to ja powiedziałam to a nie kto inny, bo masz mnie dość. A tak naprawdę jesteś tego samego zdania co ja.
-Nie Ginny. To nie prawda. Uważam tak samo jak Ron. - Chłopak wstał i wyszedł z pokoju a zaraz zanim Ron. Łzy zaczęły wzbierać mi się w oczach. Zaczęłam uświadamiać sobie że straciłam przyjaciół.
-A wy jak uważacie? Fredy? Gerorg? - Gin spytała lekko przyciszonym głosem.
-Musimy to przemyśleć. Wybacz Miona. - Powiedzieli równocześnie Po czym wstali i wyszli.
-Luna? Neville? A wy?
-To jest trudne naprawdę. Wielki szok dla mnie. Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale Hermiona, słuchaj. Ja na twoim miejscu postąpił bym tak samo. Lepiej być w rodzinie czystej krwi arystokratów, a nawet Śmierciożerców. Niż być Mugolakiem.
-Dzięki Neville. - Powiedziałam cicho. - Luna?
-U mnie masz wsparcie. Gdy będziesz miała problemy zawsze możesz do mnie przyjść. - Powiedziała z uśmiechem. Ja się również uśmiechnęłam na jej odpowiedź.
-Dzięki Luna.
-A ty Seamus co myślisz? - Ginny wyprzedziła moje pytanie w jego stronę.
-Ja? Nie wiem. Nie wiem co mam myśleć. Po części uważam tak jak Ron, a po części jak ty. To jest trudne.
-Trudniejsze jest coś innego. - Wtrąciłam się w jego wypowiedź.
-Niby co? - Spytał o dziwo miłym i ciepłym głosem.
-To że na początku roku zostanę ponownie przydzielona przez Tiarę. I bardzo prawdopodobne jest to że trafię do Slytherinu. - Powiedziałam cicho, ale tak by mogli mnie usłyszeć.
-Wynoś się stąd!
-Co?
-Słyszałaś! Wynoś się stąd! Niema tu miejsca dla Ślizgonów!
-Ron! - Siostra próbowała go uspokoić. - Ron! - Ale to było na nic. Był wkurwiony.
-On ma rację Ginny. To nie moje miejsce, nie moje towarzystwo.
-Co?
-Sami mnie z niego wykluczacie. Odejdę. Żegnajcie.
-Wynoś się i nigdy więcej się do nas nie zbliżaj! - Ron najwyraźniej nie panował nad sobą
-Ja jej nie zostawię samej w tym piekle! - Krzyknęła Gin.
-Nie Ginny! Nigdy! Nie pozwolę ci na to!
-Nie masz prawa dyktować mi z kim mam prawo się zadawać a z kim nie! Ja decyduję o swoim życiu!
-Mylisz się Ginervo! - Złapał ją za rękę i próbował przeciągnąć, ale Seamus zainterweniował złapał Ginny i powiedział.
-Puść ją Ron! - Puścił od razu.
-Ona ma rację. Ani ty, ani ja, ani Hermiona, ani nikt inny niema prawa mówić jej jak ma żyć. My z Gin jesteśmy po stronie Hermiony.
-Co ty im zrobiłaś ty wredna ... - Gdy zaczął to mówić zaczął wyciągać różdżkę, ale Fred był szybszy i rzucił w stronę brata Expeliarmus.
-To nie znaczy że jesteśmy z tobą, tylko nie chce żeby ktoś tu ucierpiał - Powiedział i odszedł
-Dziękuję Fred! - Krzyknęłam za nim
-Spoko!
-Chyba nie mam co tu szukać. Będę się zbierać. Cześć. - Nie czekając na ich odpowiedź odwróciłam się w stronę drzwi frontowych i deportowałam do ogrodu dworu. Chyba mogę mówić mojego dworu, mojego domu. Wbiegłam do domu i pobiegłam do swojego pokoju.
************
Co to było?! - Draco odezwał się w momencie w którym usłyszeliśmy wielki huk, a za chwilę kolejny. - Mówiłeś że jesteście we dwójkę. Merry pojechała na tydzień do chłopaka i Cal wyszedł z kumplami i ma wrócić jutro. Rodzice też gdzieś wyjechali.
-Wiesz chyba siostra wróciła.
-Marry?
-Nie. Moja bliźniaczka. Poczekajcie chwile.
-Odnaleźli ją?
-Tak. - Powiedziałem - Pójdę sprawdzić co się stało. - Powiedziałem do przyjaciół i kuzynki. Poszedłem do pokoju Miony. Nie pukając wszedłem. Leżała na łóżku plecami do góry i chyba płakała. Gdy usłyszałem jej szloch byłem już tego pewny. - Hermiona?
-Odejdź.
-Hermiona co się stało? Ciiiii już dobrze - podszedłem do jej łóżka i usiadłem obok niej i zacząłem pocieszająco głaskać po plecach - No mów. - Zapadła chwila cisza. Ona się we mnie wtuliła i próbowała uspokoić, gdy już jej się to udało usiadła na przeciwko mnie i zaczęła mówić.
-Byłam u przyjaciół. I oni mnie nienawidzą. Prócz Gin i Seamusa. Luna też chyba została sobą ale nie wiem. Neville potrzebuje czasu ale raczej jest tego samego zdania co ta trójka chociaż nie wiem. Fred i George potrzebują czasu, ale było widać po nich że nie chcą się ze mną zadawać. A Rona i Harry'ego to już całkiem poniosło. Ta dwójka mnie nienawidzi. - Zaczęła znowu płakać.
-Ciiiiii cichutko. Już dobrze. Pamiętaj masz mnie, Marry, Cal'a, Lenę i moich przyjaciół. Oni napewno cie zaakceptują.
-Malfoy? Wątpię.
-Nie martw się już z nimi rozmawiałem.
-Jak to?
-Są tu.
-Co?
-W moim pokoju.
-Żartujesz?
-Nie. Mówię całkiem serio. To co?
-Skoro ten dzień jest już moim najgorszym, to może być jeszcze gorszym.
-Nie przesadzaj aż tak źle nie będzie. Czyli idziemy?
-A mam inne wyjście?
-Nie. Jeśli byś się nie zgodziła to bym cię namawiał, lub zaniósł tam siłą.
-To byłoby dziwne. I śmieszne.
-Co?
-Wyobrażasz sobie minę Malfoy'a jakbyś wszedł do swojego pokoju ze mną na rękach?
-Może sprawdzimy? - Już ją łapałem.
-Nie! - Krzyknęła lekko. A ja się roześmiałem - Idiota.
-Skoro ja jestem idiotą to ty idiotką. Wiesz w końcu bliźniaki. - Oboje się roześmialiśmy. - Więc idziemy?
- Idziemy.
-Ale zaczekasz chwilkę przed wejściem okej? - I już wychodziliśmy z jej pokoju.
************
Blaise wrócił do pokoju po jakiś 20 minutach z dziwnym wyrazem twarzy.
-Chłopaki, dziewczyny. Chciałbym wam kogoś przedstawić. - Zaczął. - To jest moja siostra bliźniaczka i macie ją dobrze traktować bo inaczej sobie pogadamy. - Tu spojrzał na mnie gniewnie. Czym ja zawiniłem? Wziąłem szklankę do góry i napiłem się Ognistej, która po chwili znalazła się na podłodze przede mną. W drzwiach pokoju Blaise'a stanęła Granger. - Malfoy!! Masz to posprzątać!
-Już. - Powiedziałem i machnąłem różdżką.
-To jest Hermiona Zabini moja siostra bliźniaczka. Hermiono. To jest Trudy, Perrie, Draco, Marcus i Nikolas kuzyn Draco.
-Cześć piękna. - Mój kuzyn jak zwykle to samo. Wstał, podszedł do niej ujął jej dłoń i ucałował jej zewnętrzną stronę. - Miło cię poznać. Mów mi Nik. Nie wiem co mój głupi kuzyn ci zrobił ale nie martw się masz drugiego obrońce we mnie. - Hermiona na te słowa się lekko zarumieniła i uśmiechnęła.
-Siadaj - powiedział do swojej siostry i podszedł do barku. Wyjął dodatkową szklankę i nalał Hermionie Whisky. Tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy i piliśmy do rana. Wszyscy pozasypialiśmy na podłodze w pokoju Blaise'a o 6 rano. A obudziły nas trzy skrzaty które zostały wysłane po nas przez rodziców Blaise'a. I Hermiony.
--------------------------------------------------------------------------------------
I oto jest kolejny rozdział. Podoba się? Skomentuj.
-Jak mogłaś! - Wydarł się Ron.
-Słucham?!
-Jak mogłaś! Uważałem cię za przyjaciółkę a tym czasem cały czas byłaś z nimi!
-Co ty gadasz Ron! Wcześniej o tym nie wiedziałam! Dowiedziałam się wczoraj!
-Ta jasne! I tak od razu ten zasrany Blaise przyjął by cię do rodziny z otwartymi rękoma! Nie chce mi się w to wierzyć!
-Ja też nie mogę w to uwierzyć Ron! Wiesz jakim to było dla mnie szokiem?! Co ty byś zrobił na moim miejscu?! Przez 3 pieprzone lata żyłam w świadomości że jestem mugolakiem, czarownicą z niemagicznej rodziny! A tu nagle wchodzą rodzice Blaise'a dają list w którym są zawarte wszystkie informacje na mój temat ich badania na pokrewieństwo które są pozytywne! Po chwili wchodzą do domu osoby które od zawsze uważałam za swoich rodziców, lecz niestety nimi nie są! Ja nie mogłam już na nich patrzeć! I pomimo tego jak cholernie bałam się Blaise'a, Meredith i Caluma zgodziłam się! Też byś się zgodził na moim miejscu! Miałam dość tego ciągłego wyzywania mnie i poniżania, bo pochodzę z niemagicznej rodziny! A tak naprawdę pochodzę z prawdziwej czarodziejskiej rodziny! Nie jestem szlamą! Jestem Czarownicą czystej krwi! Jestem Arystokratką! Ron na moim miejscu postąpiłbyś tak samo!
-A właśnie że nie! Nie zostawiłbym Ginny, Freda, Georga, Percy'ego, Charli ...
-Ron to nie to samo! Ja nie mam rodzeństwa! Postaw się w mojej sytuacji! Jestem sama! Jestem tylko ja i rodzice mugole! Jak ty byś postąpił tylko ty twój tata i mama to mugole! Co byś zrobił?!
-Napewno nie poszedł do rodziny Śmierciożerców!
-Więc mnie też uważasz za Śmierciożerce ?!
-Wystarczy! - Krzyknęła Gin. Oboje z Ronem zamilkliśmy. - Dosyć. - Powiedziała już normalnym tonem - Nie widzicie że to do niczego nie prowadzi?
-To nigdy do niczego nie prowadziło. - Odezwał się Ron. Ginny już się uśmiechnęła. - Bo nigdy nie powinno dojść do sytuacji żebyśmy się z tobą zakumplowali.
-Ron!! - Wydarła się Ginny.
-Taka jest prawda!
-Wcale nie!
-On ma rację Gin. - Odezwał się Harry.
-Mówisz tak tylko dla tego że to ja powiedziałam to a nie kto inny, bo masz mnie dość. A tak naprawdę jesteś tego samego zdania co ja.
-Nie Ginny. To nie prawda. Uważam tak samo jak Ron. - Chłopak wstał i wyszedł z pokoju a zaraz zanim Ron. Łzy zaczęły wzbierać mi się w oczach. Zaczęłam uświadamiać sobie że straciłam przyjaciół.
-A wy jak uważacie? Fredy? Gerorg? - Gin spytała lekko przyciszonym głosem.
-Musimy to przemyśleć. Wybacz Miona. - Powiedzieli równocześnie Po czym wstali i wyszli.
-Luna? Neville? A wy?
-To jest trudne naprawdę. Wielki szok dla mnie. Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale Hermiona, słuchaj. Ja na twoim miejscu postąpił bym tak samo. Lepiej być w rodzinie czystej krwi arystokratów, a nawet Śmierciożerców. Niż być Mugolakiem.
-Dzięki Neville. - Powiedziałam cicho. - Luna?
-U mnie masz wsparcie. Gdy będziesz miała problemy zawsze możesz do mnie przyjść. - Powiedziała z uśmiechem. Ja się również uśmiechnęłam na jej odpowiedź.
-Dzięki Luna.
-A ty Seamus co myślisz? - Ginny wyprzedziła moje pytanie w jego stronę.
-Ja? Nie wiem. Nie wiem co mam myśleć. Po części uważam tak jak Ron, a po części jak ty. To jest trudne.
-Trudniejsze jest coś innego. - Wtrąciłam się w jego wypowiedź.
-Niby co? - Spytał o dziwo miłym i ciepłym głosem.
-To że na początku roku zostanę ponownie przydzielona przez Tiarę. I bardzo prawdopodobne jest to że trafię do Slytherinu. - Powiedziałam cicho, ale tak by mogli mnie usłyszeć.
-Wynoś się stąd!
-Co?
-Słyszałaś! Wynoś się stąd! Niema tu miejsca dla Ślizgonów!
-Ron! - Siostra próbowała go uspokoić. - Ron! - Ale to było na nic. Był wkurwiony.
-On ma rację Ginny. To nie moje miejsce, nie moje towarzystwo.
-Co?
-Sami mnie z niego wykluczacie. Odejdę. Żegnajcie.
-Wynoś się i nigdy więcej się do nas nie zbliżaj! - Ron najwyraźniej nie panował nad sobą
-Ja jej nie zostawię samej w tym piekle! - Krzyknęła Gin.
-Nie Ginny! Nigdy! Nie pozwolę ci na to!
-Nie masz prawa dyktować mi z kim mam prawo się zadawać a z kim nie! Ja decyduję o swoim życiu!
-Mylisz się Ginervo! - Złapał ją za rękę i próbował przeciągnąć, ale Seamus zainterweniował złapał Ginny i powiedział.
-Puść ją Ron! - Puścił od razu.
-Ona ma rację. Ani ty, ani ja, ani Hermiona, ani nikt inny niema prawa mówić jej jak ma żyć. My z Gin jesteśmy po stronie Hermiony.
-Co ty im zrobiłaś ty wredna ... - Gdy zaczął to mówić zaczął wyciągać różdżkę, ale Fred był szybszy i rzucił w stronę brata Expeliarmus.
-To nie znaczy że jesteśmy z tobą, tylko nie chce żeby ktoś tu ucierpiał - Powiedział i odszedł
-Dziękuję Fred! - Krzyknęłam za nim
-Spoko!
-Chyba nie mam co tu szukać. Będę się zbierać. Cześć. - Nie czekając na ich odpowiedź odwróciłam się w stronę drzwi frontowych i deportowałam do ogrodu dworu. Chyba mogę mówić mojego dworu, mojego domu. Wbiegłam do domu i pobiegłam do swojego pokoju.
************
Co to było?! - Draco odezwał się w momencie w którym usłyszeliśmy wielki huk, a za chwilę kolejny. - Mówiłeś że jesteście we dwójkę. Merry pojechała na tydzień do chłopaka i Cal wyszedł z kumplami i ma wrócić jutro. Rodzice też gdzieś wyjechali.
-Wiesz chyba siostra wróciła.
-Marry?
-Nie. Moja bliźniaczka. Poczekajcie chwile.
-Odnaleźli ją?
-Tak. - Powiedziałem - Pójdę sprawdzić co się stało. - Powiedziałem do przyjaciół i kuzynki. Poszedłem do pokoju Miony. Nie pukając wszedłem. Leżała na łóżku plecami do góry i chyba płakała. Gdy usłyszałem jej szloch byłem już tego pewny. - Hermiona?
-Odejdź.
-Hermiona co się stało? Ciiiii już dobrze - podszedłem do jej łóżka i usiadłem obok niej i zacząłem pocieszająco głaskać po plecach - No mów. - Zapadła chwila cisza. Ona się we mnie wtuliła i próbowała uspokoić, gdy już jej się to udało usiadła na przeciwko mnie i zaczęła mówić.
-Byłam u przyjaciół. I oni mnie nienawidzą. Prócz Gin i Seamusa. Luna też chyba została sobą ale nie wiem. Neville potrzebuje czasu ale raczej jest tego samego zdania co ta trójka chociaż nie wiem. Fred i George potrzebują czasu, ale było widać po nich że nie chcą się ze mną zadawać. A Rona i Harry'ego to już całkiem poniosło. Ta dwójka mnie nienawidzi. - Zaczęła znowu płakać.
-Ciiiiii cichutko. Już dobrze. Pamiętaj masz mnie, Marry, Cal'a, Lenę i moich przyjaciół. Oni napewno cie zaakceptują.
-Malfoy? Wątpię.
-Nie martw się już z nimi rozmawiałem.
-Jak to?
-Są tu.
-Co?
-W moim pokoju.
-Żartujesz?
-Nie. Mówię całkiem serio. To co?
-Skoro ten dzień jest już moim najgorszym, to może być jeszcze gorszym.
-Nie przesadzaj aż tak źle nie będzie. Czyli idziemy?
-A mam inne wyjście?
-Nie. Jeśli byś się nie zgodziła to bym cię namawiał, lub zaniósł tam siłą.
-To byłoby dziwne. I śmieszne.
-Co?
-Wyobrażasz sobie minę Malfoy'a jakbyś wszedł do swojego pokoju ze mną na rękach?
-Może sprawdzimy? - Już ją łapałem.
-Nie! - Krzyknęła lekko. A ja się roześmiałem - Idiota.
-Skoro ja jestem idiotą to ty idiotką. Wiesz w końcu bliźniaki. - Oboje się roześmialiśmy. - Więc idziemy?
- Idziemy.
-Ale zaczekasz chwilkę przed wejściem okej? - I już wychodziliśmy z jej pokoju.
************
Blaise wrócił do pokoju po jakiś 20 minutach z dziwnym wyrazem twarzy.
-Chłopaki, dziewczyny. Chciałbym wam kogoś przedstawić. - Zaczął. - To jest moja siostra bliźniaczka i macie ją dobrze traktować bo inaczej sobie pogadamy. - Tu spojrzał na mnie gniewnie. Czym ja zawiniłem? Wziąłem szklankę do góry i napiłem się Ognistej, która po chwili znalazła się na podłodze przede mną. W drzwiach pokoju Blaise'a stanęła Granger. - Malfoy!! Masz to posprzątać!
-Już. - Powiedziałem i machnąłem różdżką.
-To jest Hermiona Zabini moja siostra bliźniaczka. Hermiono. To jest Trudy, Perrie, Draco, Marcus i Nikolas kuzyn Draco.
-Cześć piękna. - Mój kuzyn jak zwykle to samo. Wstał, podszedł do niej ujął jej dłoń i ucałował jej zewnętrzną stronę. - Miło cię poznać. Mów mi Nik. Nie wiem co mój głupi kuzyn ci zrobił ale nie martw się masz drugiego obrońce we mnie. - Hermiona na te słowa się lekko zarumieniła i uśmiechnęła.
-Siadaj - powiedział do swojej siostry i podszedł do barku. Wyjął dodatkową szklankę i nalał Hermionie Whisky. Tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy i piliśmy do rana. Wszyscy pozasypialiśmy na podłodze w pokoju Blaise'a o 6 rano. A obudziły nas trzy skrzaty które zostały wysłane po nas przez rodziców Blaise'a. I Hermiony.
--------------------------------------------------------------------------------------
I oto jest kolejny rozdział. Podoba się? Skomentuj.
Nie cierpię Rona i Harrego jak oni mogli tak postąpi. Chociaż niektórzy są p stronie Hermiony. Biedna Hermi. Blaise mi się podoba z tym jego humorem miałam wtedy ciągle uśmiech na twarzy. Wyłącz weryfikacje obrazkową ;)
OdpowiedzUsuń