Wracałam właśnie z biblioteki gdy usłyszałam rozmowę nauczycieli która mnie zainteresowała.
-Już jutro drugie zadanie.
-Wiem. Wszystko gotowe?
-Jeszcze nie.
-Jak to jeszcze nie?
-Zostało tylko jedno. Zabrać najdroższe skarby naszym zawodnikom.
-Wiesz już jakie osoby zabierzesz?
-Tak.
Drugie zadanie. Najdroższe skarby. Osoby. Wszystko zaczęło układać się w całość. Szybko pobiegłam do lochów. Wpadłam do dormitorium Dracona jak tornado.
-Draco już wiem!
-Co?
-Zadanie!
-Rozwiązała dalszą część zagadki. - Ucieszył się Markus - Ale ja już nie pamiętam jak brzmiała w całość.
-Oj Markus. Masz szczęście że ją spisaliśmy. Czytaj Miona i tłumacz. - Powiedziała Trudy podając pergamin.
Szukaj nas tam tylko, gdzie słyszysz nasz głos.
Nad wodą nie śpiewamy, taki już nasz los.
A kiedy będziesz szukał, zaśpiewamy tak:
To my mamy to, czego tobie tak brak.
Aby to odzyskać masz tylko godzinę
Której nie przedłużymy choćby i o krztynę.
Po godzinie nadzieję przyjdzie ci porzucić.
A to, czego tak szukasz, nigdy już nie wróci.
A teraz tłumacząc to: Jak usłyszysz ich głos to idziesz w stronę z której dobiegają.
Zadanie jest pod wodą.
Trzeba coś odnaleźć
A odnajdziesz to blisko nich
Godzina czasu na zadanie
Choćby chciały więcej czasu dać nie mogą
Gdy czas dobiegnie końca skończy się zadanie
i już nigdy nie odzyskasz najdroższej, najcenniejszej ci osoby.
-Ty.
-Tak Draco ja.
-Ale jak?
-Nie mam pojęcia. Słyszałam rozmowę nauczycieli. Mówili o drugim zadaniu. Czy wszystko już gotowe? Odpowiedź mnie zamurowała. Trzeba zabrać tylko jeszcze najdroższe osoby zawodników. Ich skarby. - Zapadła cisza.
-Myślisz że inni wiedzą?
-Myślę że nie. Masz tę przewagę że wiesz jaka jest stawka.
-Nie mogę cię stracić. - Podszedł do mnie i pocałował mnie.
-I nie stracisz. Znajdź mnie. Po prostu odzyskaj.
-Panna Hermiona Zabini, panna Aleksis Odel i pan Markus Higgins! Udacie się ze mną. - Pocałowałam jeszcze raz Dracona i wyszliśmy.
-O co chodzi Profesorze?
-Dyrektor was wzywa. - Nikt już się słowem nie odezwał. Weszliśmy do gabinetu Dyrektora. W środku byli już inni. Był Ron Weasley, Ryan Mins. Była Cho Chang, Katerina Sophie, Gabriel Delacour. Więc my byliśmy ostatni.
-Panie Dryrektorze po co nas pan tu sprowadził o tak późnej porze?
-Jesteście potrzebni do drugiego zadanie.
-Słucham?! -Katherina wrzasnęła.
-Tak panno Sophie. A teraz słuchajcie. - Powiedział Dumbeldore i głos zabrał Minister.
-Słuchaj dzieciaki. W drugim zadaniu zawodnicy Turnieju Trójmagicznego mają za zadanie odnaleźć swój największy skarb, którym jesteście wy. Na to zadanie mają godzinę czasu. Jeśli im się uda wrócicie. A jeśli się nie uda Trytony przemienią was w sobie podobnych. - Głos znowu zabrał Dyrektor.
-Skarbem panicza Malfoy'a jest panna Zabini. Pana Smith'a jest panna Odel. Pana Krum'a jest panna Sophie. Pana Ivanowa jest pan Mins. Panny Fig jest pan Higgins. Panny Delacour jest młodsza panna Delacour. Pana Diggory jest Pani Chang. A Pana Pottera jest Pan Weasley. Która jest godzina panie Filch?
-22:30 Dyrektorze.
-Doskonale. Wypijcie to. - Każdemu z nas podał fiolkę z eliksirem a my od razu wypiliśmy ich zawartość. - To wywar snu pod wodą. Jest niegroźny. Obudzicie się dopiero gdy zostaniecie wyciągnięci z wody. Eliksir działa 12 godzin. Jeśli czas minie obudzicie się pod wodą. Macie małe szanse by przeżyć.
-Pocieszające, - Powiedział Ron.
-A teraz nad jezioro szybko, póki eliksir jeszcze nie zaczął działać i pod wodę. - Ruszyliśmy wszyscy szybko w stronę jeziora. Gdy tylko tam dotarliśmy do każdej osoby została przywiązana lina, której drugi koniec przywiązany był do dużego kamienia. Czułam że eliksir zaczyna działać. Oczy mi się kleiły. Nim jednak zasnęłam zostałam podniesiona do góry, a po chwili czułam że coś ciągnie mnie na dno jeziora. Po chwili już byłam nieprzytomna.
************
Dzisiaj na śniadaniu panował harmider. Każdy był podekscytowany że już dzisiaj odbywa się drugie zadanie. Po śniadaniu wszyscy udali się do łodzi i popłynęli na trybuny. Zawodnicy stanęli na wyznaczonych miejscach. O 9:25 Dyrektor zabrał głos.
-Witam na drugim etapie Turnieju. Poprzedniej nocy każdemu z zawodników coś ukradziono. Coś bardzo cennego. Te drogie ich sercu rzeczy spoczywają teraz na dnie jeziora. Każdy z zawodników musi odzyskać swój skarb i bezpiecznie powrócić na powierzchnię. Pamiętajcie o jednym. Zawodnicy mają na to zadanie godzinę. Nie więcej. Po upływie tego czasu skarb przepadnie. Po usłyszeniu wystrzału możecie zaczynać. - Filch odpalił armatę a zawodnicy wskoczyli do jeziora.
************
Gdy usłyszałem wystrzał wskoczyłem do wody rzucając zaklęcie Bąblogłowy, by móc oddychać pod wodą. Ruszyłem od razu do przodu, a później w dół skarpy na dno jeziora. W pewnym momencie usłyszałem śpiew taki sam który wydobył się z jaja. Szybko popłynąłem w stronę z której ten śpiew dochodził. Wpłynąłem między glony gdzie widziałem Druzgodki. Przegoniłem je ratując siebie i Fleur która była gdzieś obok mnie. Skinęła mi głową w podziękowaniu. Ja się tylko uśmiechnąłem. Płynąłem dalej aż wypłynąłem z tamtego miejsca w pewnym momencie usłyszałem wielkie poruszenie w tych glonach, znaczyło to że Fleur jednak dopadły Druzgotki. Po chwili wielkim echem, ale przytłumionym głosem dało się słyszeć Dyrektora. Że Fleur musiała przerwać zadanie a kontynuacja go nie wchodzi w grę. W oddali zauważyłem 8 postaci, 6 w czarnych szatach, 1 w niebieskim mundurku i 1 w brązowej szacie swojej szkoły. Widziałem również że w okolicy pływa pełno Trytonów. Podpłynąłem szybko do mojej ukochanej. Przerwałem linę zaklęciem już chciałem płynąc, ale rozejrzałem się dookoła. W tej chwili żadnych Trytonów nie widziałem. Nie zważając na nic szybko rozwiązałem siostrę Fleur i z obiema dziewczynami wypłynąłem na powierzchnie. Na szczęście nie zostałem złapany ani przez Trytony ani przez Druzgotki. Gdy tylko je wynurzyłem z pod wody obie złapały oddech i zaczęliśmy w trójkę płynąć w stronę podestu. Fleur podbiegła szybko do nas gdy tylko zauważyła swoją młodszą siostrę. Gdy ja już stanąłem na podeście Fleur podeszła do mnie.
-Dziękuję Draco. Pierw uratowałeś mnie, a później moją młodszą siostrzyczkę mimo że wcale nie musiałeś. Dziękuję.
-Niema sprawy Fleur. Zrobiłabyś pewnie to samo. - Powiedziałem uśmiechając się. Ona również się uśmiechnęła.
-Jeszcze raz dziękuję. - Powiedziała i ucałowała mnie w policzek. W tym momencie podbiegli do nas nasi przyjaciele.
-Brat nic ci nie jest?! - Trudy rzuciła mi się na szyję
-Nie, ale za chwile mnie udusisz.
-Przepraszam. Martwiłam się.
-Uratowałeś dwie osoby. Jakie poświęceni.
-Nie nabijaj się Blaise. - Upomniała go Ginny.
-Prawda. Było wielkie ryzyko że złapią mnie Trytony. Jaki czas?
-35 minut. Wykonałeś to zadanie w 35 minut. - W 45 minucie wynurzył się Ian. W 48 Elizabeth. w 52 Kain. W 54 Cedrik. W 57 Potter. W 59 Krum.
-Więc tak przedstawia się tabela wyników. Pan Malfoy pierwsze miejsce. Pan Smith drugie miejsce. Panna Fig trzecie miejsce. Pan Ivanow czwarte miejsce. Piąte miejsce pan Diggory. Szóste miejsce pan Potter. Siódme miejsce pan Krum. I ósme miejsce panna Delacour. A teraz wszyscy wracamy do zamku.
************
Gdy tylko znaleźliśmy się w Salonie Wspólnym wszyscy Ślizgoni zaczęli wiwatować na moją cześć i Iana. Znowu jako pierwsi.
-Przyszły Mistrz Turnieju Trójmagicznego jest wśród nas. Albo wygra Draco albo Ian.
-Masz rację Kris. Jeden z nas będzie zwycięzcom.
-Niech wygra lepszy. - Powiedziałem.
-Niech wygra lepszy.
-Wasze zdrowie chłopaki! - Cody mówiąc to podał nam szklanki z Ognistą. I tak rozpoczęła się kolejna impreza w domu węża.
************
Następnego dnia przy śniadaniu Dyrektor Hogwartu ogłosił że zeszłej nocy Bartemiusza Croucha umarł, a jego miejsce zajmie Korneliusz Knot. Uczniowie nie zastanawiali się nad okolicznościami śmierci. Wszyscy uznali że zmarł ze starości lub za bardzo przeżywał Turniej i jego serce nie wytrzymało. Uważali tak wszyscy, prócz dwóch wścibskich Gryfonów. Harry i Ron twierdzili że został zamordowany. Lecz nikt nie chciał w to wierzyć. Czemu ktoś miałby zabijać Ministra na terenie Hogwartu. Nikt z tu obecnych nie miał przeciwko niemu nic do zarzucenia. Był sprawiedliwym sędzią i dobrym nadzorcom by Turniej przebiegał zgodnie z zasadami.
************
Dni mijały spokojnie. Uczniowie uczyli się. Spędzali dużo czasu z uczniami z innych szkół. Było miło i przyjemnie. Pogoda zaczęła się zmieniać. Zima się kończyła. Znikał mróz. Zaczynała się wiosna. Uczniowie więcej czasu spędzali na błoniach Hogwartu, oraz na dziedzińcu. Słonce znowu grzało i można było pożegnać się z szalikami, czapkami i ciepłymi zimowymi ciuchami. Dni były coraz dłuższe. Noce stawały się krótsze. Aż w końcu nadszedł czerwiec. I czas na ostatnie zadanie zbliżał się szybko. Kolejny Rok Szkolny w Hogwarcie dobiegł końca uroczyste zakończenie odbyło się 23 czerwca, ale uczniowie jeszcze nie wybierali się do domu. Dzisiaj 24 czerwca nie byli na peronie w Hogsmeade. Ani nie siedzieli w pociągu. Siedzieli na trybunach przed ogromnym i niebezpiecznym Labiryntem w którym to odbyć ma się ostatnie zadanie. Właśnie zaczęła grać orkiestra a uczestnicy wyszli przed trybuny.
-Cisza! - Dumbeldore zabrał głos. Wszyscy ucichli i zajęli swoje miejsca.
************
-Dzisiaj Profesor Moody ukrył Puchar w samym środku labiryntu. I tylko on wie gdzie go znaleźć. Jako że Pan Malfoy, Pan Smith, Panna Fig i Pan Ivanow drugie zadanie wykonali najszybciej, oni jako pierwsi wejdą do labiryntu. Następnie Pan Diggory, Pan Potter, Pan Krum i Panna Delacour. Kto pierwszy dotknie Pucharu będzie zwycięzcą! Personel szkoły będzie patrolował obrzeża labiryntu. Więc jeżeli któryś z zawodników będzie chciał się wycofać w trakcie, wystarczy że zasygnalizują to za pomocą różdżki. Zawodnicy do mnie! Szybko! - Wszyscy podeszliśmy do Dyrektora, a ten zaczął mówić przyciszonym głosem tak by tylko nasza ósemka mogła go usłyszeć. - W labiryncie nie będzie smoków, ani morskich stworzeń. Ale jest tam coś jeszcze bardziej groźniejszego. Labirynt odmienia ludzką duszę. Postarajcie się odnaleźć Puchar, lecz zważcie przy tym by nie zatracić tam samych siebie. Zawodnicy przygotować się! - Odszedł od nas, a my zajęliśmy swoje miejsca. Uczniowie na trybunach wstali i zaczęli bić brawo, a orkiestra znowu zaczęła grać w chwili gdy woźny odpalił armatę. Powoli wchodziłem w głąb labiryntu. Ten zamknął się za mną, a wokół mnie zapanowała ciemność.
-Lumos. -Powiedziałem a z mojej różdżki zaczęło wydobywać się światło. Krążyłem po labiryncie. Słyszałem krzyki i rzucane zaklęcia. Ktoś chciał za wszelką cenę wygrać, na siłę uśmiercając inną osobę. Puchar widziałem już kilka razy, ale na drodze pokazywały się przeszkody. To labirynt przede mną zaczął się zamykać zmuszając mnie do ucieczki. Innym razem na drodze pokazała mi się mgła, zatrzymująca, więc musiałem wybrać inną ścieżkę. W pewnym momencie mignęły mi dwie postacie próbujące przegonić się wzajemnie. Jedną z nich był Potter. Drugą chyba Cedrik. Ruszyłem ostrożnie za nimi. Zauważyłem w oddali Puchar, a blisko siebie Cedrika oplątanego diabelnymi sidłami i Pottera ratującego go z nich. Gdy Cedrik wyplątał się już z sideł oboje ruszyli w stronę Pucharu, a ja zaraz za nimi. Nie zauważyli mnie lepiej dla mnie. Zatrzymali się właśnie przed nim.
-Bierz go uratowałeś mnie! No już!
-Razem! Raz! Dwa! Trzy! - Obaj złapali Puchar i zniknęli, lecz Puchar został. Przypomniałem sobie słowa ojca. Szybko podbiegłem do Pucharu łapiąc go w ostatniej chwili za nim ściany labiryntu zamknęły by mnie w pułapce. A w następnej słyszałem już wiwatowanie i orkiestrę grającą wesoło na moją cześć. Na ławie zawodników siedzieli Fleur, Kain i Viktor, którzy odpadli podczas gonitwy za Pucharem.
-Gratulację Panie Malfoy. Jest Pan Zwycięzcą Turnieju Trójmagicznego. - Korneliusz Knot złapał moją rękę i uniósł do góry. Zawodnicy podeszli do mnie i zaczęli gratulować. Po chwili publiczność zeszła z Trybun ciesząc się że Zwyciężyłem. Podnieśli mnie do góry i wynieśli z miejsca trzeciego zadania. Usłyszałem jeszcze jak Dumbeldore powiedział.
-W labiryncie zostało jeszcze dwoje uczestników trzeba ich odnaleźć.
************
W TYM SAMYM CZASIE NA CMENTARZU W LITTLE HANGLETON
Harry Potter i Cedrik Diggory po złapaniu Pucharu znaleźli się na cmentarzu. Harry dobrze znał ten cmentarz ze snów.
-Gdzie jest Puchar? - Spytał Cedrik. - Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-Daleko od domu. - Odpowiedział ktoś za ich plecami. Z pewnej krypty zaczął wychodzić Peter Pettigrew niosąc coś na rękach.
-Kim jesteś? - Spytał Cedrik.
-To Peter Pettigrew. - Powiedział ze złością Harry.
-Jak? Przecież on nie żyje zamordował go 13 lat temu Syriusz Black.
-Syriusz nikogo nie zabił! Prawda jest zupełnie inna. Syriusz był przyjacielem moich rodziców. A on! - Wskazał palcem na Glizdogona. - On wydał moich rodziców Voldemortowi! To przez niego nie żyją! Jest zwykłym tchórzem! Odciął sobie palec by wszyscy myśleli że nie żyje. A następnie zmienił się w szczura. Przez wiele lat mieszkał u rodziny Weasley'ów jako szczur domowy. Ale w zeszłym roku dowiedziałem się prawdy. Że Syriusz był niewinny. Przesiedział 12 lat w Azkabanie za nic! A prawdziwym winowajcą jest on!
-Masz rację Harry. To nie Syriusz mi wydał twoich rodziców a Peter. - Odezwał się głos dochodzący z zawiniętego koca trzymającego przez Glizdogona.
-Cedrik, uciekaj.
-Co?
-No już!
-Nie zostawię cię samego!
-Musisz uciekaj!
-Nie, Harry!
-Pozbądź się nie potrzebnego! - Odezwał się znowu ten głos.
-Avada Kedavra - rzucił Peter
-Nie Cedrik! - Harry podbiegł szybko odpychając go na bok. Na szczęście oboje uniknęli zaklęcia uśmiercającego.
-Tak bardzo chcesz Harry, by twój przyjaciel to oglądał niema sprawy. Glizdogon!
-Petrificus totalus! - Cedrik znieruchomiał. Następnie Pettigrew za pomocą Imperio przesunął Pottera na pomnik Toma Riddla. Anioł Śmierci zdobiący również ten pomnik ożył i przytrzymał Pottera.
-Prędko! Teraz! - zawołał znów ten głos. Glizdogon rozwinął koc nad kotłem a do środka wpadło coś okropnie wyglądającego. Potter podejrzewał kto to jest.
-Kości twego Ojca, dane nieświadomie. - Powiedział Glizdogon przywołując kość z grobu Thomasa Riddla. Następnie przesunął ją nad kocioł. Ta się podpaliła i wpadła do niego. - Ręka sługi z chęcią poświęcona. - Powiedział i odciął sobie prawą dłoń. - I krew twego wroga brutalnie odebrana. - Powiedział rozcinając rękaw Pottera i rozcinając nadgarstek. Następnie kilka kropel krwi z noża przelał do kotła. - Czarny Pan odrodzi się na nowo. - Powiedziawszy to oddalił się. a kocioł wraz z zawartością zaczął przeobrażać się, by przyjąć kształt Lorda Voldemorta. Podszedł on do Petera i powiedział.
-Moja różdżka Glizdogonie. - Ten podał mu jego różdżkę. - Wyciągnij rękę.
-Panine. Dziękuję ci... - zaczął podnosić rękę której pozbawił się dłoni.
-Drugą rękę Glizdogonie. - Podniósł on drugą rękę a Czarny Pan, przyłożył różdżkę do jego znaku Śmierciożercy znajdującego się nad nadgarstkiem lewej ręki. Po chwili na cmentarzu pojawili się inni Śmierciożercy.
-Witajcie przyjaciele. Minęło 13 lat. A mimo to stoicie tu przede mną, jakby to było zaledwie wczoraj. Przyznaję jednak że jestem rozczarowany. Żaden z was nie próbował mnie odnaleźć. Crabbe! Macnair! Goyle! Nott! A nawet ty Lucjuszu.
-Panie czekałem na twoje skinienie, szept lub znak. Ale jednak pomogłem. Doprowadziłem ci bezpiecznie chłopaka. - Szepnął tak by tylko Czarny Pan mógł go usłyszeć.
-Ah tak. Ale to nie zmienia faktu że, mnie nie szukałeś, a były znaki i nawet więcej niż szepty.
-Panie nigdy nie zszedłem z dawne drogi. To oblicze musiałem prezentować każdego dnia podczas twojej nieobecności. Lecz to tylko maska. - Lucjusz Malfoy zakończył swoją wypowiedź.
-Ja wróciłem. - Powiedział Glizdogon. A Voldemort podszedł do niego.
-Ze strachu, nie z lojalności. A jednak okazałeś się przydatny w ostatnich miesiącach Glizdogonie. - Powiedział i wyczarował mu sztuczną prawą dłoń.
-Dziękuję Panie. Dziękuję.
-Co by tu z tobą zrobić chłopcze? - Stanął nad Cedrikiem.
-Nie dotykaj go!
-Ah Harry prawie zapomniałem że tu z nami jesteś. Stoisz na prochach mego ojca. Przedstawiłbym cię, ale podobno jesteś tak sławny jak ja kiedyś. Chłopiec który przeżył. Kłamstwa owiały twoją legendę. Chcesz wiedzieć co tak naprawdę miało miejsce 13 lat temu? Mam wyjawić w jaki sposób straciłem moc? Przez miłość. Kiedy miła, słodka Lily Potter oddała życie by ratować swojego jedynego syna, zapewniła mu tarczę ochronną, której nie mogłem przebić. To była prastara magia. Powinienem był to przewidzieć. Ale nieważne, nieważne. Wiele się pozmieniało. Dzisiaj mogę cię dotknąć. - Powiedział przykładając palec do blizny Pottera a ten zaczął zwijać się z bólu. - Zawdzięczam to paru kroplom twojej krwi. Weź różdżkę Potter! - Krzyknął a posąg wypuścił Pottera z uwięzi, a ten upadł na ziemie. Nagle Cedrik zaczął odzyskiwać przytomność. Voldemort nie zwracając uwagi na Pottera rzucił zaklęcie w jego przyjaciela. - Avada Kedavra! - Cedrik padł martwy na ziemie - Powiedziałem weź ją! No już! - Harry sięgnął po swoją różdżkę. - Uczyli cię pojedynków prawda? Najpierw trzeba się ukłonić. - Powiedział samemu się kłaniając. - Gdzie twoje maniery. Dumbeldore by ci tego nigdy nie wybaczył. Powiedziałem ukłoń się! - Powiedział rzucając w niego Imperio. - Tak lepiej Harry. A teraz Crucio! -Potter zaczął zwijać się z bólu. - Crucio! - Odwołał zaklęcie. - Dobry chłopczyk Harry. Rodzice byliby z ciebie dumni. Zwłaszcza twoja szlamowata matka.
-Expeliar... - Potter nie zdążył rzucić zaklęcia gdyż został poczęstowany kolejnymi torturami przez Czarnego Pana.
-Zabiję cię Harry Potterze. Zniszczę cię. Po tym nikt nie podda w wątpliwość mojej mocy. Po tobie zaś zostanie tylko wspomnienie o tym, jak błagałeś mnie o śmierć. A ja jako miłościwy Pan zlitowałem się nad tobą i zabiłem cię. Wstawaj! - Powiedział i za pomocą magii podciągnął go do góry. Harry schował się za jakimś większym nagrobkiem. - Nie odwracaj się do mnie plecami Harry! Chcę żebyś patrzył na mnie kiedy będę cię zabijać. Chcę widzieć jak gasną twoje oczy!
-Jak sobie życzysz. Expelliarmus!
-Avada Kedavra! - Dwa promienie zaklęć połączyły się i walczyły o dominację by pokonać tego drugiego. - Nie ruszać się! Sam go wykończę! Jest mój! - Nagle z różdżki Czarnego Pana zaczęły wydobywać się jego ostatnie ofiary. Cedrik, mugolski dozorca i jego rodzice. Tak zwane Priori Incantatem zjawisko występujące, gdy dwie różdżki o bliźniaczych rdzeniach zmuszone do zabicia właściciela "siostry" odmawiają posłuszeństwa.
-Harry kiedy połączenie zostanie zerwane schowaj się i deportuj. - Powiedział jego ojciec. - Damy ci trochę czasu, ale tylko chwile. Rozumiesz?
-Harry zabierz proszę moje ciało. Oddaj je mojemu ojcu. - Powiedział Cedrik.
-Puść. Kochanie jesteś gotowy. Puść! - Harry zerwał połączenie, podbiegł do martwego ciała przyjaciela i deportował się. Nie wiedział jednak że z tego cmentarza nie można się deportować z taką łatwością, gdyż jest on przeklęty. Harry teleportując się deportował się w sam środek labiryntu zapominając całkowicie i nieodwracalnie o zdarzeniach z tamtego cmentarza. Będzie pamiętał tylko jak razem z Cedrikiem biegli i nagle pustka, ciemność. Zemdlał. A gdy się ocknął Cedrik był martwy a on rzucił zaklęcie Periculum, by nauczyciele ich stamtąd zabrali.
************
Siedzieliśmy wszyscy na Wielkiej Sali i bawiliśmy w najlepsze. Po 10 minutach dołączył do nas Ian, a po kolejnych 5 minutach Elizabeth. Wszyscy świętowaliśmy. Piliśmy i tańczyliśmy. Na zamku w tej chwili nie było żadnego belfra. Wszyscy byli koło labiryntu i czekali aż Potter i Diggory wyjdą z labiryntu. Nie wiem co im się stało. Nie wiem o co chodziło ojcu. O północy wszyscy opuszczaliśmy Salę. Razem z przyjaciółmi przeszliśmy się korytarzem z wystawą. Tam na półce już znajdowała się miniaturka mojego Pucharu Turnieju Trójmagicznego z wyrytym moim nazwiskiem i rokiem zwycięstwa. Obok widniało moje zdjęcie z Pucharem oraz drugie przedstawiające mnie z przyjaciółmi. Na tej samej półce również widniały 3 zdjęcia z pierwszego zadania i 3 zdjęcia z drugiego zadania. Stało również zdjęcie moje z Hermioną z Balu Maskowego. Stały też 4 zdjęcia moje i Miony z Balu Bożonarodzeniowego. Miniaturka Pucharu Króla Balu i zdjęcie mnie jako Króla i Miony jako Królowej. Oraz 2 zdjęcia mnie z moją dziewczyną z Balu Noworocznego. Były to wspaniałe pamiątki dla tej szkoły. Następnie wszyscy udaliśmy się do lochów.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
*Peter Pettigrew i Glizdogon to ta sama osoba. Czarny Pan i wszyscy inni wołają na niego Glizdogon. Mało kto wie jakie jest jego prawdziwe imię i nazwisko.
I jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba taki rozwój wydarzeń?