Wojowniczka Slytherinu

Kocham na zabój. Żyję chwilą. Szanuje przyjaźnię. Ufam tylko sobie. Szczycę się niesamowitym sprytem. Żyję tak by inni mi zazdrościli. Korzystam z życia. Jestem niewinna, a zarazem niegrzeczna. Namiętna ale czuła. Jestem dzika a jednocześnie spokojna. Delikatna i krucha niczym róży kwiat. Tajemnicza jak mgła. Wolna jak wiatr. Niespokojna i niepokonana jak ocean bez dna. Jestem w stanie oddać życie w imię przyjaźni lub miłości. Niebezpieczeństwo. Adrenalina. Ryzyko. To zaczyna mnie przyciągać. Zaczynam odnajdywać w tym przyjemność. Oto nowa ja. Wojowniczka ze Slytherinu. Hermiona Zabini.

sobota, 22 listopada 2014

V

Siedziałam właśnie w fotelu przy oknie kiedy usłyszał charakterystyczny dźwięk towarzyszący teleportacji. Co znaczyło że Miona już jest. Po chwili ktoś wszedł do chatki.
-Jesteś. - Powiedziałam gdy tylko ją zobaczyłam. Podeszłam i przytuliłam na powitanie. -Luna! Dean! Neville! Seamus! Na dół! Już! - Krzyknęłam. Po chwili zbiegali po schodach rzucając się na Mionę by ją przywitać. - No to co? Idziemy nie? - Powiedziałam.
-Ty nigdzie nie idziesz Ginny! - Powiedział wściekły Ron.
-Nie będziesz mi mówił z kim, gdzie i kiedy mam wychodzić! - Odwarknęłam mu.
-Jeśli teraz wyjdziesz, to nie masz już co tu szukać!
-Nie zależy mi.
-Ginny nie mów tak!
-Bo co mi zrobisz?! - Usłyszałam ciszę. - No właśnie! Nic! Hermiona to moja przyjaciółka! Nie zamierzam jej zostawić!
-A jestem twoim bratem!
-No i co?!
-Jeśli wyjdziesz to już nigdy więcej się do mnie nie odzywaj. - Powiedział spokojnym głosem. - Od zawsze nienawidzę Zabinich, Malfoy'ów i Hegginsów. Od kiedy Hermiona przeszła na ich stronę, znienawidziłem też ją.
-I znienawidzisz też mnie. - Powiedziałam spokojnym głosem. Zauważyłam szok na twarzy Rona i Harry'ego, ale nie widziałam go na twarzach bliźniaków. Jakby się tego spodziewali. Nie widziałam twarzy pozostałej piątki. I nawet nie wiem czy chciałabym w tej chwili widzieć ich twarze. Podeszłam do bliźniaków i przytuliłam do nich obu naraz. - Przepraszam. - Powiedziałam tak że tylko oni mogli mnie usłyszeć.
-Rozumiem siostra. Postąpisz jak zechcesz. Ale wiesz że jeśli to zrobisz i rodzice się dowiedzą to cię wyrzucą z rodziny. Zostaniesz zdrajcą rodzinnym.
-Wiem o tym George. Ale to moja przyjaciółka. Nie mogę po prostu.
-Ciiiii. Chciałbym powiedzieć że będziemy z tobą, ale nie mogę wiesz jakie zdanie mam o nich. Nie możemy nic zrobić jeśli odejdziesz teraz z nimi to cię stracimy. Na zawsze. W domu będziesz nie chcianym gościem. Będziesz tylko w wakacje i będziesz źle traktowana, pomijana. Nie będzie już tak jak dawniej. Chcesz tego?
-Nie chcę. Przecież wiesz o tym Fredy. Ale przyjaźń jest warta każdej ceny.
-Z tym się zgodzę. - Powiedzieli równo.
-Jak coś to pomożecie?
-Ale tylko na początku.
-Dziękuję. Będę tęsknić. Przepraszam. Żegnajcie. - Odsunęłam się od nich i wyszłam z domu a zaraz za mną Seamus, Dean, Luna, Neville a na końcu Miona.
-Zadowolona! Siostrę straciłem przez ciebie!
-Nie Ron! Straciłeś mnie tylko i wyłącznie przez swoje zachowanie! Deportuj nas. - Powiedziałam spokojniej do Miony. - No już! - Po chwili byliśmy w wielkim ogrodzie przed wielkim dworem.
-Chodźcie. - Powiedziała Miona i zaprowadziła do domu. Jak tylko przekroczyła próg zjawił się skrzat. Nie zdążył nic powiedzieć bo Miona się odezwała. - Nic nie potrzebuję Lulu możesz odejść.
-Dobrze Panienko. Jakby Panienka i Panienki przyjaciele coś potrzebowali, to Lulu służy. Wystarczy zawołać Lulu. A Lulu przyjdzie. - Powiedział i zniknął. Hermiona weszła po schodach na górę a my za nią na piętrze weszła do jakiegoś pokoju a my za nią.

************

Nagle otworzyły się drzwi mojego pokoju. A w nich stanęła Hermiona która od razu weszła do pokoju a po chwili jej przyjaciele.
-Ginny, Luna, Dean, Seamus, Neville. - Wskazała na swoich przyjaciół. Następnie zwróciła się w naszą stronę. - Lena, Trudy, Perrie, Blaise, Draco, Nikolas, Markus. - Powiedziawszy to usiadła w fotelu wzięła szklankę nalała Ognistej i napiła się.
-Siadajcie. - Powiedziałem do piątki stojącej w drzwiach. Podszedłem do Ginny i powiedziałem z uśmiechem - Cześć Wiewióra.
-Cześć. - Powiedziała. Była zdziwiona. Ona jak i pozostała czwórka. W końcu po raz pierwszy nie wyzywaliśmy ich będąc obok nich. Ginny usiadła na oparciu fotela na którym siedziała Hermiona.
-To może zacznijmy od nowa. - Powiedziałem.
-Co? - Ruda była zdziwiona. Nie wiedziała o czym mówię.
-Przyjaciele mojej siostry to nasi przyjaciele - wskazałem na siebie i moich sześciu przyjaciół. - A moi przyjaciele to przyjaciele Miony i jej przyjaciół. - Byli zdziwieni. Cała piątka. Ale już po chwili było wszystko dobrze i razem bawiliśmy się przy muzyce i Ognistej. Hermiona postawiła sobie za cel upić Rudą. Trudy i Perrie Lunę. A ja, Draco i Markus postanowiliśmy zaprzyjaźnić się z Seamus'em, Dean'em i Neville'm. Nikolas z Leną siedzieli tylko i wszystkiemu się przyglądali i pili w spokoju. Razem siedzieliśmy rozmawialiśmy, piliśmy i tańczyliśmy do 3 nad ranem. Obudziliśmy się było przed 14. Zeszliśmy na obiad i udaliśmy się do ogrodu. Tam spędziliśmy resztę popołudnia i wieczór. Siedząc i rozmawiając. Ruda powiedziała że zostanie wyklęta z rodziny, bo się z nami zadaje. Jak się rodzice dowiedzą. A dowiedzą na pewno. To tylko kwestia czasu.

************

Od przybycia przyjaciół Miony do naszej posiadłości minęło już 12 dni. 3 dni po ich przybyciu Merry i Cal wrócili. Byli zdziwieni ale również zaakceptowali przyjaciół swojej siostry. Wszyscy się zaprzyjaźniliśmy. I dobrze dogadujemy. Właśnie siedzimy u Miony w pokoju. Są wszyscy. Ja, Hermiona, Maredith, Calum, Lena, Dracon, Trudy, Nikolas, Markus, Perrie, Ginerva, Luna, Neville, Seamus i Dean. Nagle do pokoju przez otwarte okno wleciała sowa rzuciła list na kolana Rudej i odleciała. Ona wzięła tą kopertę i z przerażeniem spojrzała najpierw na kopertę a później na nas.
-Dostałam wyjca. Od mamy. - Powiedziała cicho. Patrzyła tępo przed siebie. Na dłuższy czas zapadła cisz. Którą przerwała moja siostra.
-Ginny. - Powiedziała cicho Miona podchodząc do niej. - Musisz otworzyć. - Ruda spojrzała na nią.
-Boję się. - Powiedziała.
-Nie ważne co ci mama powie. Pamiętaj. Masz w nas wsparcie. - Powiedziała z lekkim uśmiechem. Ruda pokiwała głową i spojrzała na kopertę. Otworzyła ją, a po chwili dało się słyszeć donośny głos jej matki.

Ginervo Weasley! Jak mogłaś zbratać się z naszym wrogiem! Nawet jeśli osoba którą uważałaś za przyjaciółkę naglę do nich wstąpiła, twoim obowiązkiem było odwrócić się oo niej, a nie spoufalać jeszcze bardziej i zadawać z osobami nie właściwymi! Zrobiłaś coś strasznego! Złamałaś ścisłe reguły naszej rodziny, które zostały nadane wiele set lat temu przez naszych przodków! Musisz ponieść konsekwencję! Razem z ojcem wyklinamy cię z naszej rodziny! Od dnia dzisiejszego jesteś zdrajcą własnej rodziny! Nie masz czego szukać w naszym domu! Znajdź sobie inne miejsce! Inny dom! Wśród swoich nowych przyjaciół! Którzy kiedyś mianowali się twoimi wrogami! Żegnaj!

Koperta się podarła i zapadła cisza. Ruda zaczęła płakać.
-Gin. Ciiii. Kochanie. Jestem przy tobie. - Powiedział Seamus.
-Ruda. Skarbie. Masz nas. - Powiedziała Miona podchodząc do niej.
-No właśnie. - Poparłem siostrę. - Masz nas Wiewióra. My się od ciebie nie odwrócimy.
-Ale gdzie ja mam mieszkać? - Spytała załamana. Już chciałem się odezwać kiedy do  pokoju wleciała druga sowa z listem.
-Od Freda. - Powiedziała Miona. I zaczęła czytać na głos

Ginny przyszli rodzice z wizytą. Zobaczyli że Cię niema. Pytali o Ciebie powiedziałem że wyszłaś z Mioną i resztą. Ale wtedy wszedł Ron. Powiedział całą prawdę. Rodzice się wkurzyli. Powiedzieli że poniesiesz konsekwencję. Że będziesz żałować że to zrobiłaś, ale powrotu już nie będzie. Gin trzymaj się. Musisz być silna. Masz przy sobie Mionę, Lunę, Dean'a, Neville'a i Seamusa. A także rodzinę Miony i przyjaciół jej brata. Trzymaj się. Wytrzymaj. Musisz wytrzymać. Pokaż że źle zrobili. Spraw by to oni żałowali. Pokaż że nie przejmujesz się tym. Okaż siłę.
Fred i George.
Ps. Wpadnij jutro do chatki to przekażemy Ci wszystkie Twoje rzeczy.

Znów zapadła cisza. Przerwała ją moja siostra.
-Widzisz oni cię rozumieją.
-Oni mnie nienawidzą.
-Ale pomogą. Fred nie zostawiłby swojej małej jedynej siostrzyczki bez niczego. George z resztą też. Zrób tak jak powiedzieli. A będzie dobrze. - Powiedziała Miona i ją przytuliła.
-Masz nas. - Powiedziałem i podszedłem do nich. Miona się od niej odsunęła i uśmiechnęła do nas.
-Mam was. - Powiedziała cicho Ruda wstając z fotela. - Mam was. - Powiedziała i zaczęła znowu płakać. Podszedłem do niej i przytuliłem. Ona odwzajemniła uścisk. W pokoju panowała cisza. W końcu postanowiłem ją przerwać.
-Dobra dosyć smutków.- Powiedziałem i włączyłem radio w którym leciały wesołe piosenki. - Czas się napić i potańczyć. - Jak powiedziałem tak zrobiliśmy. 

************

Imprezę skończyliśmy o północy. Jest 4 rano a ja nie mogę zasnąć z powrotem. Znowu myślę o tym co wysłała mi mama i co napisał Fredy i co mi powiedzieli przyjaciele. To straszne. To naprawdę ciężkie. O ósmej rano pod moje drzwi została wsunięta kartka.

Rodzice się zgodzili możesz zostać u nas. 
                                                         Blaise

Poszłam do łazienki wzięłam długi, gorący prysznic, ubrałam się i deportowałam do chatki. Bałam się. Weszłam do domu i zaczęłam nerwowo rozglądać.
-Fred? - zawołałam cicho. - George?
-Gin. - Fred rzucił się w moim kierunku złapał podniósł do góry i zaczął okręcać w okół własnej osi. - Tak mi przykro.
-Staraliśmy się. - Powiedział ze smutkiem George i podszedł do nas a ja się do niego przytuliłam.
-Wiem. Dziękuję. Macie ...
-Tak. - Fred machnął różdżką i moje kufry znalazły się w holu.
-Dziękuję. Żegnajcie. - Powiedziałam ze smutkiem. Złapałam moje rzeczy i deportowałam do pokoju w domu Miony i Blaise'a. Zaczęłam płakać.

************

Minęły 3 dni odkąd oficjalnie jest powiedziane że Ruda jest zdrajcą rodziny i mieszka u nas. Dzisiaj Seamus, Neville, Dean i Luna wrócili do siebie do domu. Markus i Perrie wracali wczoraj.
-Wiewióra u siebie? -Spytałem wchodząc do pokoju Miony od razu zauważyłem że są wszyscy prócz niej .
-Tak. - Odpowiedziała Miona.
-Może...
-Nie. Ona potrzebuje czasu. Dajmy jej go trochę. - Przerwała mi.Tak sobie siedzieliśmy i rozmawialiśmy a w tle leciała spokojna muzyka. W którymś momencie nawet nie wiem kiedy zamyśliłem się i dopiero kiedy Hermiona przysiadła na moim oparci fotela się ocknąłem. - Idź do niej jutro. Pogadaj z nią. Teraz gdy Seamus wyjechał, myśli że została sama. Boi się tego co może nadejść. Ona nas potrzebuje. Tym bardziej teraz.
-Co masz na myśli?
-To że już od jakiegoś czasu zaczęło się psuć między nimi. A od paru dni się kłócą. Przeczuwam że w najbliższym czasie zerwą. A widzę jak na nią patrzysz. Ona ci się podoba.
-Nie. - Zaprzeczyłem szybko. Chyba zbyt szybko.
-Mnie nie okłamiesz Blaise. Ona jest teraz w rozterce. Kłóci się z Seamusem, Flirtuje z Nikiem a Nik z nią i widzi że on flirtuje również ze mną oraz widzi że podoba się Tobie. I jeszcze ta sprawa z jej rodziną. Wyrzekli się jej Wyklęli ją. Ona potrzebuje teraz wsparcia. Od nas wszystkich. - Powiedziała i wskazała na wszystkich siedzących w pokoju i zajmujących się zaciekłą dyskusją. Spuściłem wzrok.
-Masz rację. - Nie dane mi było dalej mówić bo kontynuowała.
-Gdy przyjdzie dzień w którym zerwą ze sobą. A nadejdzie na pewno. Prędzej czy później. Bądź dla niej oparciem. Bądź przy niej w tych trudnych dla niej chwilach. A wszystko się ułoży. Zobaczysz. - Uśmiechnęła się.
-Słuchajcie pod koniec lata są Mistrzostwa Świata w Quidditchu. - Zawołał Draco. -Ojciec powiedział że mogę wziąć przyjaciół. Markusa i Perrie zapytam w liście. A wy? - Skierował się w naszą stronę. Zauważyłem że jeszcze nigdy nie zwrócił się do Hermiony po imieniu ona do niego również. Jakby tego unikali. Tylko czemu?
-Ja idę z Colinem. Zaprosił mnie wcześniej. - Powiedziała Meredith.
-Ja nie. Nie interesuje mnie to. - Powiedział Calum.
-No oczywiście że tak. - Powiedziałem.
-Ja nie mogę. Mam inne plany. - Powiedziała Lena.
-Z miła chęcią z wami pójdę. - Powiedziała Miona. - Podziękuj ojcu. A Ginny też może?
-Jak będzie chciała to tak - Powiedział.
-Okej zapytam. - Powiedziała i wyszła. Po chwili do pokoju wpadła uradowana Gin.
-Serio? Draco dziękuję! - Krzyknęła i rzuciła się mu na szyję. Był zdziwiony. Po chwili go puściła i powiedziała. - Z chęcią pójdę. - Po raz pierwszy od kilku dni widziałem jej szczery uśmiech.


************

Do rozpoczęcia szkoły został tydzień. 10 dni temu Draco, Trudy i Nik wrócili do siebie. A wczoraj Lena wróciła również do swojego domu. Właśnie siedzieli w kuchni i jedli śniadanie gdy przyleciała sowa rzucając 5 listów i od razu wyleciała. Błyskawica szybko je wzięła i wręczyła adresatom. Były to listy z Hogwartu. Po śniadaniu ubrali się i razem udali się na pokątną wraz z rodzicami. Urlich i Synthia traktowali Ginervę jak swoją córkę. Z tego powodu Rudowłosa się cieszyła. Że pomimo tego że straciła swoją prawdziwą rodzinę, Państwo Zabini postanowili jej ją zastąpić. Zakupili wszystkie potrzebne książki. Następnie nowe szaty, w tym również Gin w końcu dostała nową szatę i nie musiała nosić po starszych dziewczynach, dzieciach przyjaciół jej rodziców. Cieszył się z tego. Podczas przymiarek w sklepie pan Zabini zadał pytanie Rudzielcowi.
-Ginervo. Powiedz mi proszę. Czy chciałabyś jeszcze raz założyć Tiarę Przydziału i być po raz kolejny przydzielona i możliwe że Tiara zmieni ci dom czy może chcesz zostać w Gryffindorze? Decyzja należy do ciebie. Wiem po prostu jaka jest sytuacja między tobą a twoim biologicznym rodzeństwem. Dlatego masz wybór. Z tego względu że mieszkasz z nami, to my się tobą opiekujemy i mamy prawo poprosić Dumbeldore'a żebyś przystąpiła jeszcze raz do Tiary Przydziału. Nie wiemy co postanowi Tiara, ale możliwe że przydzieli ci inny dom, być może Slytherin z tego względu że mieszkasz z nami, a od wieków wszyscy z naszej rodziny trafiają do Slytherinu.
-Ale ja nie należę do waszej rodziny.
-Ale my cię uważamy za członkinię naszej rodziny.
-Ja... Nie wiem. Ale... Wie pan. Ja... - W tej chwili zauważyła Harry'ego i Rona którzy rzucali w nią zabójcze spojrzenia. A Ron niemo powiedział "Dorwę cię". - Ja się zgadzam. Założę Tiarę jeszcze raz. - Powiedziała pewna siebie
-Dobrze wyślę list do Dyrektora Hogwartu.
-Idziemy dalej. - Powiedziała Synthia. Poszli kupić nowe kociołki oraz inne potrzebne rzeczy do szkoły.- Dobrze macie wolny czas spotkamy się za 4 godziny tutaj w kawiarni - wskazała ręką Synthia.
-Dobrze - Powiedzieli wszyscy. Blaise, Miona i Gin poszli razem w kierunku sklepów z łakociami, a Merry i Cal w drugą stronę. Po ponad 3 godzinach chodzenia od sklepu do sklepu postanowili udać się już do kawiarni. Hermiona powiedziała że musi iść coś sprawdzić i zaraz do nich wróci i spotkają się w kawiarni. Poszła do sklepu z różdżkami i kupiła sobie drugą tak na wszelki wypadek. Po wyjściu ze sklepu szybko udała się do kawiarni

************

Nareszcie nadszedł ten dzień. Jest godzina 7 rano a my wszyscy siedzimy w kuchni Maloy'ów. Za chwilę Lucjusz, ojciec Draco zabierze nas na Mistrzostwa. Każdy miał spakowany plecak. Każdy był przygotowany.
-Dobrze więc jak idziemy? - Odezwał się Lucjusz.
-Oczywiście. - Powiedzieliśmy wszyscy razem uradowani.
-Więc chodźmy. Zabierajcie swoje plecaki i w drogę. - Powiedział pan Malfoy. Szliśmy coś ponad godzinę przez las aż w końcu dotarliśmy na polanę na wzgórzu dotarliśmy do wielkiej karuzeli. - Dzieciaki to jest świstoklik. Zabierze nas na Mistrzostwa. Siadajcie i trzymajcie się mocno. Nie ważcie się puścić. - Powiedział i sam usiadł na jednym z krzeseł. My również usiedliśmy. Po chwili karuzela zaczęła się kręcić i unosić w powietrzu. Wirowała bardzo szybko. W końcu się zatrzymała i uderzyła o ziemię. - Wstajemy i idziemy. - Powiedział.
-Wow. Tu jest przepięknie - Powiedziałam.
-Tak to prawda Hermiono. A teraz idziemy na dół. - Zaczęliśmy schodzić z góry. Droga zajęła nam jakieś półtorej godziny, ale było warto. Dla takich widoków. Gdy znaleźliśmy się na dole weszliśmy do osady, było tu pełno namiotów. Pan Malfoy zaprowadził nas w sam środek. Nasz namiot znajdował się zaraz obok namiotów zawodników Bułgarskich jak i Irlandzkich. Normalnie vipowskie miejsca. W namiocie siedzieliśmy i odpoczywaliśmy po podróży o 14 zjedliśmy obiad. Po 15 wychodziliśmy z namiotu by udać się na stadion który był ogromny. Wejście znajdowało się prawie na samej górze. Gdy weszliśmy usłyszałam znajomy głos.
-Raju tato nasze miejsca są na samej górze.
-Ujmę to tak: Kiedy zacznie padać deszcz wy pierwsi się o tym dowiecie. - Odezwał się pan Malfoy. A mnie to rozśmieszyło, tak samo Ginny.
-Ojciec, ja i moi przyjaciele siedzimy w Loży Ministra, osobiście zaproszeni przez Korneliusza Knota. - Powiedział Draco wskazując na swojego ojca, na siebie,Blaise'a, Marcusa, Nikolasa, mnie, Trudy, Perrie i Ginny. My stanęliśmy wszyscy z uśmiechami obok Dracona i jego ojca. Pan Weasley, Ron i Harry byli wściekli. A Fred i George uśmiechnęli się lekko. Niemo mówiąc "Nieźle siostra. Cieszę się"
-Nie przechwalaj się Draco. Nie warto przed takimi ludźmi. - Powiedział Lucjusz na słowa syna. - Ciesz się póki możesz Potter. Bo to nie musi być twój szczęśliwy dzień. - Dodał przytrzymując rękę Harry'ego swoją laską. Po czym odszedł a my ruszyliśmy za nim. Wreszcie się zaczęło wybiła 16 i Irlandczycy wlecieli na boisko a z ich mioteł wychodził dym biały lub zielony. Później wystrzelili fajerwerkami i utworzyli Irlandczyka który tańczył w rytm granej mu muzyki. Po chwili nadlecieli Bułgarzy przebili się przez utworzonego Irlandzkiego Ludzika w chwili zderzenia ich z tym ludkiem wystrzeliły czarne i czerwone fajerwerki następnie zaczęli swój lot na miotle i swój pokaz dał Viktor Krum, najlepszy szukający na świecie. A po chwili odezwał się Minister.
-Dobry wieczór. Jako Minister Magii mam zaszczyt i przyjemność powitać państwa na finale 422 Mistrzostwach Świata w Quidditchu! Niech zacznie się Mecz! - Krzyknął i Mistrzostwa się rozpoczęły. Mecz był wspaniały i szybki. Czego nikt się nie spodziewał. Już po 45 minutach się zakończył dzięki złapaniu znicza przez szukającego Irlandii. Świętowaliśmy zwycięstwo Irlandczyków już dobre 4 godziny. Właśnie wybiła 21 a my wraz z drużyną zwycięską cały czas siedzieliśmy i rozmawialiśmy i piliśmy i tańczyliśmy było wspaniale. O 2 w nocy pan Malfoy powiedział że musimy się zbierać bo zbliża się niebezpieczeństwo. Szybko pobiegliśmy spakować swoje rzeczy kazał nam się deportować do domu. Tak też zrobiliśmy. W domu Dracona przez jeszcze 4 godziny świętowaliśmy. Później Marcus i Perrie deportowali się do swojego domu. Następnie ja, Gin i Blaise deportowaliśmy się do siebie i poszliśmy spać. Wstałam o 15 i poszłam na obiad. okazało się że Gin i Blaise już nie śpią. To był ostatni dzień wakacji spędziliśmy go miło. Poszliśmy spać o 23 by już jutro powrócić do Hogwartu.

---------------------------------------------------------------------------------------
Jest kolejny rozdział. Czytsz komentuj
A ja będę się cieszyć. :D

1 komentarz:

  1. Za dużo picia, nic innego praktycznie nie robią xd

    OdpowiedzUsuń

Daj komentarz

Daj komentarz
Przeczytałeś rozdział? Super cieszę się. Zostaw komentarz a Draco i Hermiona też się ucieszą :)