Wojowniczka Slytherinu

Kocham na zabój. Żyję chwilą. Szanuje przyjaźnię. Ufam tylko sobie. Szczycę się niesamowitym sprytem. Żyję tak by inni mi zazdrościli. Korzystam z życia. Jestem niewinna, a zarazem niegrzeczna. Namiętna ale czuła. Jestem dzika a jednocześnie spokojna. Delikatna i krucha niczym róży kwiat. Tajemnicza jak mgła. Wolna jak wiatr. Niespokojna i niepokonana jak ocean bez dna. Jestem w stanie oddać życie w imię przyjaźni lub miłości. Niebezpieczeństwo. Adrenalina. Ryzyko. To zaczyna mnie przyciągać. Zaczynam odnajdywać w tym przyjemność. Oto nowa ja. Wojowniczka ze Slytherinu. Hermiona Zabini.

niedziela, 28 grudnia 2014

I TOM 2

-To już jutro. - Powiedziała podekscytowana Miona.
-Tak kochanie. Już jutro. - Powiedziałem z uśmiechem. - Chodź tu bliżej. - Podeszła bez żadnego słowa. - Kocham cię Miona.
-Ja ciebie też Kocham Draco. - Powiedziała i pocałowała mnie. Nasz pocałunek powoli zaczął przeradzać się w bardziej namiętny. Aż w końcu oboje poddaliśmy się pożądaniu. Zdjąłem jej bluzkę przez głowę i rzuciłem ją gdzieś w kąt, by po chwili ona zrobiła to samo z moją. Zaczęła rozpinać mi spodnie a ja nie byłem jej dłużny i już po chwili oboje staliśmy tylko w bieliźnie. Zacząłem iść z nią przede mną w stronę łóżka. Położyłem ją na nim. Odpiąłem jej stanik patrząc w jej oczy. Biła w nich taka pewność siebie i szczęście. Zdjąłem jej majtki i złączyłem nasze usta w czułym pocałunku, ona wykorzystała ten moment by pozbyć się moich bokserek. Chwile później stanowiliśmy jedność. Poddaliśmy się chwili i było wspaniale. Zasnęliśmy nadzy wtuleni w siebie.

Błyskawica obudziła nas o ósmej. Każde z nas wzięło prysznic, ubrało się i zeszło na śniadanie. O dziewiątej wychodziliśmy z domu. Urlich zabrał nas wszystkich dużym wanem. O 10:30 byliśmy na King Cross.
-Dzięki tato. To do zobaczenia w wakacje. - Powiedziała Miona z uśmiechem.
-Do widzenia ojcze.
-Pa dzieci. Uważajcie na siebie. - Powiedział z uśmiechem pan Zabini.
-Do widzenia panu. - Powiedzieliśmy wszyscy razem.
-Pa dzieciaki. Wy też się trzymajcie. - Powiedział z uśmiechem i odszedł. My weszliśmy na dworzec i przeszliśmy na Peron 9 i 3/4 załadowaliśmy nasze kufry do pociągu i weszliśmy do przedziału. Równo o 11 pociąg ruszył do Hogwartu. Podróż minęła nam przyjemnie i zadziwiająco szybko. Udaliśmy się do zamku razem z resztą uczniów którzy również wybierają się na podróż do Bułgarii. Weszliśmy do Wielkiej Sali, stał tam tylko jeden stół na środku. Usiedliśmy wszyscy przy nim a do Sali wszedł Dyrektor i zaczął mówić.
-Witajcie. Za trzy dni wyruszamy. Przez ten czas pobytu tu opracujcie wasze wejście. Na czas trwania Turnieju i naszego pobytu w Bułgarii mam tylko jedną prośbę. Zapomnijcie o sporach panujących między waszymi domami. Udajemy się tam jako jedność. Jako jedna szkoła, nie jako cztery. Jak widzicie wielu was nie jest. Jesteście małą grupą. I proszę tylko o to byście nie byli wobec siebie wrodzy przez ten czas. Pokażmy się z dobrej strony. W zeszłym roku pokazaliśmy że jesteśmy wspaniałymi gospodarzami. W tym roku pokarzmy że jesteśmy równie wspaniałymi gośćmi i potrafimy się zachowywać. Musicie się zgrać w jedność. Do Bułgarii jako wasz opiekun uda się z wami Profesor Snape. - Wskazał na drzwi w których pokazał się nasz profesor. - A teraz życzę miłej kolacji.

************

3 DNI PÓŹNIEJ

O siódmej wszyscy wstali. Każdy się wykąpał i ubrał w szaty swojego domu. Ich bagaże zostały magicznie wysłane przez Dyrektora przed śniadaniem do Szkoły w Bułgarii. Śniadanie na stołach w Wielkiej Sali pojawiło się punktualnie o ósmej. Gdy wszyscy zjedli udali się za profesorem Snapem na błonia.
-Lecimy na miotłach. Niech każdy rzuci zaklęcie maskujące dla mugoli gdy tylko wzniesie się w powietrze.
-Do mnie! - Rozległ się krzyk z każdej strony i wszyscy już mieli w swojej dłoni miotłę. Gdy wznieśli się do góry wszyscy rzucili zaklęcie "Sendo"* i ruszyli za Profesorem. Lot choć długi i męczący był wspaniały i cudowny. W Bułgarii wylądowali o 18:30. Stali przed czteropiętrowym zamkiem z wielką wieżą na jego środku. Weszli do środka i zostali pokierowani przez woźnego przed Wielką Salę Instytutu Magii Durmstrangu stały przed nią już uczennice z Baeuxbatons. Zostały one wywołane i weszły na salę.

************

Gdy drzwi się zamknęły ustawiliśmy się przed nimi byśmy za chwilę weszli.
-Gotowi? - Spytał Snape. Nikt mu nie odpowiedział. Po chwili dało się słyszeć krzyk Dyrektora Durmstrangu że czas powitać uczniów Hogwartu i wielkie drzwi do Wielkiej Sali się otworzyły. Pierwsi do Sali weszli czterej uczniowie na trzecim roku którzy wytworzyli zasłony dymne, byli to dwaj Puchoni i dwaj Gryfoni. Za nimi szły cztery czwartoklasistki a wśród nich Perrie i Ginny i jeszcze dwie Krukonki które stanęły w równych odległościach od siebie i rzuciły Lumos dzięki czemu będzie można dostrzec coś w dymie. Następnie wbiegło trzech czwartoklasistów Gryfon i dwóch Krukonów i dwie trzecioklasistki Puchonki którzy zrobili gwiazdy i zatrzymali się na drugim końcu Sali tuż przed stołem nauczycielskim. Następnie do sali weszli szóstoklasiści i siódmoklasiści wywołujący małe błyskawice razem było ich piętnastu. trzy uczennice dwie Gryfonki i Puchonka i czterech uczniów dwaj Krukoni i dwaj Puchoni szóstego roku i trzy uczennice Krukonka i dwie Puchonki i pięciu uczniów wśród nich dwóch Puchonów, Krukon, Kris i Cody siódmego roku. Następnie weszli Blaise i Markus którzy na swoich rękach mieli Trudy która rzuciła zaklęcie które wytworzyło wielkiego smoka z wody który za jej kontrolą przeleciał nad wszystkimi w Sali usuwając tym samym dym po czym zrobił jeszcze jedno okrążenie i rozprysnął się. Następnie do Sali wbiegły Pansy, Jade i Nina stanęły pomiędzy stołami i zaczęły się kręcić wywołując małe fontanny. Następnie do Sali weszli Ian i Aleksis a tuż za nimi Draco i ja,a na samym końcu szedł Profesor Snape. Zostaliśmy powitani przez Igora Karkarowa a następnie zajęliśmy wolny stół, przygotowany specjalnie dla nas a Snape poszedł usiąść przy stole wraz z innymi nauczycielami.
-Witam wszystkich uczniów i z wielką przyjemnością ogłaszam rozpoczęcie wspólnej kolacji. I jeszcze raz witam was w naszej szkole. - Powiedział z uśmiechem Karkarow.


*Sendo - Zaklęcie wymyślone na potrzebę opowiadania. Mugole nie widzą cię przez 10h lotu na miotle. (jeśli podróż trwa dłużej trzeba drugi raz rzucić  zaklęcie)

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

I mamy pierwszy rozdział z drugiego tomu.
Jeśli czytasz, proszę komentuj. To motywuje do dalszego pisania.
:D

EPILOG

Następnego dnia obudziliśmy się wszyscy w jaskini do której przedzierały się promienie słońca. Z pomocą magii przywróciłam to miejsce do pierwotnego stanu i deportowaliśmy się do naszego hotelu. Ten dzień wszyscy spędziliśmy w pokoju Blaise'a i Ginny. Na kolacji rodzice ogłosili nam że mają dla nas niespodziankę na jutro. I że będziemy musieli wcześnie rano wstać. Więc po kolacji spędziliśmy trochę czasu przed telewizorem udając nudnych mugoli. Jednak oboje się zdziwiliśmy gdy zainteresował nas film. Jego tytuł to "Avatar" był naprawdę wspaniały. Gdy się skończył po 23, poszliśmy się wykąpać i poszliśmy spać.

Mama obudziła nas o szóstej. Ubrałam czarne szorty i białą bokserkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Ubrałam moje czarne conversy i razem z Draco zeszłam na dół gdzie czekali już rodzice i Calum z Fleur. Chwilę po nas na dole zjawiła się Gin z Blaise'm. I w końcu Meredith z Colinem.

Rodzice postawili dzisiaj na dzień bez magii. Co było naprawdę dziwne. Oni zawsze używają magię ale wszyscy przemilczeliśmy to. Taksówką pojechaliśmy do Wesołego miasteczka gdzie spędziliśmy cały dzień. Było naprawdę wspaniale. Z Draconem dużo się wygłupialiśmy. I robiliśmy kawały mugolom za pomocą naszych różdżek i zaklęć. Była kupa śmiechu. Do hotelu wróciliśmy trochę przed północą.

Reszta pobytu była równie wspaniała. Ciągłe wyjścia z Draco. Lub całą naszą czwórką. Rzadko kiedy dołączali do nas Calum, Fleur, Meredith i Colin. Ale i tak te wakacje były najlepszymi w całym moim życiu.
Do domu wróciliśmy w połowie sierpnia.
I na dwa tygodnie przyjechali do nas Markus, Perrie i Trudy. Dumbeldore przysłał nam listy że jeśli chcemy to możemy pojechać na Turniej Trójmagiczny do Bułgarii. Pisał też że to wyjątkowa sytuacja że dwa lata pod rząd jest turniej. Ale zgodziliśmy się. Napisałam do Dumbeldore'a że cała nasza grupa się zgadza. Później dostaliśmy jeszcze jedną sowę od niego że za 4 dni mamy stawić się w Hogwarcie i przysłał nam również listę zakupów. Więc od razu po śniadaniu wybraliśmy się wszyscy na zakupy. Na Pokątnej spędziliśmy cały dzień. Gdy weszliśmy wieczorem do dworu pojawił się przy nas Płomyk i wręczył mi list. Był od Leny pisała że jest organizowany kolejny Turniej i pytała czy udajemy się na niego. Odpisałam że tak i żeby ona również się udała.

Kolejne dwa dni minęły nam szybko. Byliśmy już spakowani i przygotowani do podróży. Mam nadzieję że tym razem obejdzie się bez tragedii. To będzie wspaniała przygoda.

-------------------------------------------------------------

Mamy Epilog, ale to nie koniec. Będzie kolejna seria. Bez obaw
;)
Czytasz komentujesz.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

XXIII

-Nie!! - Usłyszałem krzyk Hermiony.
-Miona. Miona obudź się. Skarbie! -Potrząsnąłem nią. Otworzyła  oczy z przerażeniem na twarzy.
-Draco. - Powiedziała cicho dotykając dłonią mój policzek, a drugą klatkę piersiową. - Ty żyjesz. To był tylko sen. - Odetchnęła z ulgą przytulając do mnie.
-Ciii Kochanie już dobrze. Jestem tu. - Mówiłem spokojnie. - Jestem tu. Ciiii
-Jesteś. - Powiedziała cicho. - Kocham cię Draco.
-Też cię kocham Miona. - Powiedziałem a ona mnie pocałowała. - Spokojnie. Śpij. - Pocałowałem ją w czubek głowy. Zasnęła po jakiejś godzinie, po chwili i ja usnąłem. Gdy się obudziłem była godzina 12:15. - Kochanie wstawaj. - Powiedziałem a ona wymruczała coś nie zrozumiałego. - No już.
-Jeszcze pięć minut tato. - Mruknęła niezrozumiale w poduszkę.
-Ej nie jestem twoim ojcem.
-Spoko. Jeszcze pięć minut. - Znów wymruczała ledwie słyszalnie w poduszkę. Nie minęła minuta a spała jak zabita. Ten sen naprawdę ją wycieńczył.
-Chyba lepiej będzie jeśli sobie dziś pośpisz. - Wstałem z łóżka, ubrałem się i zszedłem do restauracji coś zjeść.

Siedziałem w fotelu i czytałem książkę gdy usłyszałem jak Miona wierci się na łóżku. Spojrzałem na nią.
-Witaj śpiochu. - Podszedłem do niej dając całusa w usta.
-Hej. - Powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Głodna?
-Jak wilk.
-To chodź na późny obiad.
-Która godzina?
-Dwadzieścia po szesnastej.
-Tak długo spalam?
-Byłaś wyczerpana. Chodź. - Miona ubrała się szybko i już po chwili schodziliśmy na dół. Po zjedzonym posiłku udaliśmy się na spacer do parku. - Powiesz mi co ci się śniło? - Spytałem. Wahała się przez chwilę. Ale w końcu zaczęła opowiadać. Gdy skończyła byłem oszołomiony. Co też potrafi stworzyć fantazja podczas snu. Moja biedulka.
-To był naprawdę, straszny i dziwny sen.
-Myślałam że cię straciłam Draco. Myślałam że straciłam cię na zawsze.
-Ej, co to łezka się w kąciku oka kręci? Nie płacz. Jestem tu. To był tylko sen. Jestem tu i nigdzie się nie wybieram w najbliższym czasie. - Powiedziałem z uśmiechem, by po chwili złączyć nasze usta w czułym pocałunku.
-I naprawdę aż tyle mi się przyśniło w jakieś dwie może trzy godziny? To niewiarygodne. Boże. - Nagle zatrzymała się.
-Co jest skarbie?
-Jak myślisz? Sprzedaliby nam? - Spytała wskazując na bar.
-Sprawdźmy. - I już kierowaliśmy się do pabu. Usiedliśmy przy barze, a barman podszedł do nas po chwili.
-Co państwu podać?
-Coś mocnego. Dwa razy. - Powiedziałem a barman zaczął przyrządzać drinki.

Z baru wyszliśmy grubo po północy. Ledwo trafiliśmy do hotelu, ale przynajmniej Miona przestała myśleć o swoim śnie. Następny dzień zapowiadał się lepiej. Miona już od rana była uśmiechnięta od ucha do ucha. Promieniała.
-Taka szczęśliwa z rana?
-Mam powody. - Powiedziała z tajemniczym błyskiem w oku.
-Co ty kombinujesz?
-Ja? Nic. - Udawała niewiniątko.
-No przecież widzę.
-Niby co?
-Nie udawaj że nie wiesz o czym mówię.
-Nie wiem o czym mówisz Draco. - Co ją dziś ugryzło?
-Cokolwiek. Rób to co masz robić. Ja idę wziąć prysznic. - Zanim zdążyłem wejść do łazienki usłyszałem jak Miona wybiega z pokoju.

************

-Ginny. Ginny wstawaj. - Ktoś szeptał mi do ucha. - Ginny.
-Hermiona? Co ty?
-Cii. - Uciszyła mnie przykładając palec do moich ust.
-O co chodzi? - Spytałam szeptem.
-Co ty na to by urządzić małą niespodziankę naszym chłopakom?
-Brzmi kusząco. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Szybko ubieraj się. Widzimy się za chwilę na dole. Musze sprawdzić jak się miewa mój Książe. Czy przypadkiem w śpiączkę nie zapadł. - Powiedziała z uśmiechem.
-Zmieniłaś się.
-Co?
-Nie przypominasz tej dziewczyny o której mój brat opowiadał całe lato, a potem wraz z Potterem przedstawili mi ciebie. Pasujesz do Blaise. Mam na myśli jako siostra do brata. Pasujesz do tej rodziny. Pasujesz do Dracona. Jesteście dla siebie stworzeni. To widać z daleka.
-Dzięki. A teraz robisz szybki wypad z wyrka. - Powiedziała i wyszła. Po piętnastu minutach byłam już na dole, gdzie czekała na mnie Hermiona.
-Tylko nie bij. Blaise się obudził.
-Już się nie tłumacz. Nie musisz.
-Więc mów co wymyśliłaś?
-Trzeba odwdzięczyć się chłopakom że są przy nas.
-Przecież są chłopakami. Na tym polega ich życie. By trwać przy swoich dziewczynach. Dobra już się nie odzywam. - Powiedziałam widząc jej spojrzenie.

-Powiedz mi jedno. Tłukłyśmy się pół dnia zatłoczonym busem i kolejne parę godzin przeszłyśmy by dotrzeć tu?
-Tak. - powiedziała zachwycona. - No spójrz tylko. To miejsce jest cudowne. Wystarczy je tylko trochę upiększyć. - Powiedziała machając różdżką i to miejsce już nie przypominało starej opuszczonej jaskini nad brzegiem, tylko ósmy cud świata.
-Jesteś niesamowita. To ci trzeba przyznać.
-Więc jak, gotowa?
-Na podwójną randkę? Nigdy. - Powiedziałam.
-Ja też. Ale wiesz. My jesteśmy przyjaciółkami. Oni są przyjaciółmi. Ja i Blaise jesteśmy rodzeństwem. To nie będzie taka podwójna randka o jakich mówią mugole. Bo ta, ta jest magiczna. W każdym calu przepełniona magią.
-Która z nas po nich skoczy.
-Ja. Wystarczy że cały dzień marudziłaś odpocznij sobie.

----------------------------------------------------------------------------------

Mamy kolejny rozdział. Szczęśliwy rozdział.

:D

środa, 10 grudnia 2014

XXII

Wjechaliśmy do lasu po drugiej stronie, jadąc dalej w nieznanym nam kierunku. Jechaliśmy w ciszy co jakiś czas nawiązywaliśmy krótkie dialogi.
-Patrzcie. Tam jest miasto. - Powiedziałam
-Gdzie?
-Tam. - Wskazałam ręką. - Widzisz? Widzicie?
-Coś tam widzę. - Odpowiedział Brian.
-Jedziemy tam. - Powiedziałam. I  ruszyliśmy w tamtym kierunku.
Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy pod bramę jakiegoś miasta. Wjechaliśmy do środka. Przez mieszkańców byliśmy witani jak zwycięzcy czy ktoś naprawdę ważny. Może nasza rola jest poważniejsza niż nam się wydaje? Zostaliśmy zaprowadzeni pod pałac królewski. Nasze konie zostawiliśmy w stajni przy pałacu, następnie wchodząc do niego. Znaleźliśmy się na wielkiej sali. Na jej końcu stał tron a na nim siedział król.
-Kim jesteście? I po co przybywacie? - Spytał.
-Przybyliśmy do tej Krainy bo przysłał nas Eliadżak.
-Nie jesteście stąd?
-Przeszliśmy przez portal. - Król był wyraźnie zaciekawiony.
-Jak się nazywacie? - Przedstawiłam nas wszystkich po kolei. Zaprosił nas na posiłek. Gdy usiedliśmy do stołu, służba zaczęła wnosić talerze, sztućce, kielichy i dania. Podczas uczty wypytywał o wszystko. Co nam mówił Eliadżak? Jak nas sprowadzono? Czy jako drużyna mamy jakąś nazwę? I wiele innych pytań. Po wieczornej uczcie kazał sługą wskazać nam komnaty w których będziemy spać.

************

Wstali rano, wykąpali się i ubrali. Zeszli do jadalni i wraz z Królem zjedli śniadanie. Dostali zapas jedzenia i wody i ruszyli dalej. Nie wiedzieli gdzie mają iść. Wiedzieli tylko że nie tu są potrzebni. Po czterech dniach wędrówki w lesie natknęli się na Elfa. Ten się ich spodziewał. Zabrał do swojego Królestwa. Zaprowadził ich do Pałacu. Krętymi korytarzami doszli w końcu do sali Tronowej. Wraz z głównymi dowódcami wojowników Elfów i Królem spędzili tam kilka godzin. Przygotowali się. W tym mieście spędzili trzy dni. Po trzech dniach ruszyli wraz z Elfami na wojnę z Czarnoksiężnikiem który przybył tu z innej Krainy. Chcieli go przegonić. Elfowie mieli zwrócić całą uwagę nieprzyjaciela na siebie. A dwunastka młodych ludzi miała za zadanie wkraść się do pałacu i ukraść wszechwiedzące oko, zabić Czarnoksiężnika, zabrać jego lśniącą zbroję i wrócić do Królestwa jak najszybciej.

************

Właśnie stanęliśmy pod zamkiem nieprzyjaciela. Łucznicy w tym także i ja, zaczęliśmy strzelać do wroga ustawionego na murach, byli to ludzie zwykli jak i czarodzieje. Wdarliśmy się do zamku taranując wrota. Tu nasza dwunastka musiała się oddzielić od reszty. Niezauważeni weszliśmy w podziemia. Stwierdziłam że właśnie tam można znaleźć to oko które nam opisał Król Elfów. Przeszukaliśmy lochy, spiżarnie, zbrojownie. Nic nie znaleźliśmy. Następnie za cel postawiliśmy sobie komnatę króla. Żeby to zrobić musieliśmy pozwiedzać Zamek, zabijając przy tym wrogów. Przeszukaliśmy wiele komnat w tym także komnatę króla i nic. W końcu stanęliśmy przed wielkimi wrotami.
-Sala Tronowa. - Powiedziałam. - Uważajcie. Nathan i Monica zostaniecie tutaj. Chronicie nam tyły. Łucznicy przygotować się do strzału. Kol, Dominic zróbcie imponujące wejście reszta bądźcie czujni.
Kol i Dominic otworzyli wrota i skulli robiąc przewrót i jednocześnie schodząc nam z linii strzału. Na Sali było pełno wrogów. Na samym końcu Sali na Wielkim Tronie siedział Czarnoksiężnik z Wszechwiedzącym okiem w ręku. Był jakby w transie. Wybiliśmy wszystkich prócz Króla, go zostawiliśmy na koniec. Ale straciliśmy Georgie. Podeszłam do Króla wraz z Draco i Alice. Jednym ruchem ręki odcięłam mu głowę mieczem. Wzięliśmy oko, zdjęliśmy z niego zbroję Kol złapał głowę Czarnoksiężnika i wycofaliśmy się. Nasze zadanie zostało wykonane. Edga jeden z dowódców nas zauważył.
-Wasz Pan nie żyję! - Krzyknął a wśród wojowników zapadła cisza. - A oto dowód! - Wskazał na Kola który uniósł rękę do góry a potem rzucił głowę pod nogi naszych wrogów. Zaczęliśmy ostrożnie wycofywać się z zamku. Nagle jeden z ludzi rzucił toporem w naszą stronę, przeleciał tuż obok mojej twarzy. Usłyszałam krzyki. Odwróciła się powoli i ujrzałam topór wbity w klatkę Dracona.
-Nie!! Draco!! Kochanie!! - Krzyknęłam.

----------------------------------

I mamy następny rozdział.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

XXI

Ja i Draco staliśmy pierwsi i jako pierwsi przeszliśmy przez portal, a za nami reszta. Znaleźliśmy się w lesie, gęstym lesie. Odwróciłam się razem z koniem do pozostałych. Nikt nie wyglądał na szczęśliwego ani odważnego.
-Więc ruszajmy w drogę.
-A wiesz gdzie iść? - Spytał Kol.
-Nie. Ale w jakąkolwiek stronę byśmy nie poszli i tak gdzieś dojdziemy. Gdzie przeznaczone nam jest trafić. Do jakiejś osady. Czy coś.
-Albo prędzej oni nas znajdą niż my ich. - Dopowiedział Draco.
-Mówisz tak samo jak oni. Wydaje się jakbyś się z tym pogodziła. - Powiedziała Georgia
-Bo pogodziłam. I wy też powinniście. Taki los był nam pisany od narodzin. Mówi się trudno i żyje się dalej.
-Łatwo ci mówić! Miałaś piękne życie!
-Nie miałam! Nic o mnie nie wiesz Georgia. Moje życie wcale nie było takie kolorowe jak myślicie. Jako małe dziecko zostałam porwana. Umieszczono mnie w mugolskiej rodzinie. Przez 11 lat żyłam myśląc że jestem zwykłą dziewczynką. A w swoje jedenaste urodziny dostałam list z Hogwartu. Tam trafiłam do Gryffindoru. Przez większość czarodziei byłam wyzywana i poniżana. Przez te 3 pieprzone lata byłam uważana za szlamę, znosiłam obelgi które w ogóle nie powinny być rzucane w moją stronę. Gdy skończyłam trzecią klasę dowiedziałam się prawdy. Jestem czysto krwistą czarownicą. Jestem arystokratką. Moi przyjaciele mnie znienawidzili. Przyjaciele stali się moimi wrogami. A moi wrogowie stali się rodziną i przyjaciółmi. Na początku czwartego roku zostałam przeniesiona do Slytherinu. Tam gdzie od wieków cała moja rodzina trafia. Nie mogłam być wyjątkiem. Czwarta klasa była ciężka. Wiele się działo. Nadeszły wakacje i co? Trafiłam tu. Pogodziłam się z tym tak samo szybko jak z wcześniejszymi sytuacjami. Bo nie warto zamartwiać się tym czego nie możemy zmienić. Nie warto tracić czasu na rozmyślaniu nad tym. - Zapadła cisza. -Więc możemy ruszać?
-Tak.- Odpowiedzieli wszyscy.
Odwróciłam się z koniem i ruszyłam przed siebie. Draco mnie dogonił.
-Masz zdolności przywódcze. Teraz pójdą za tobą wszędzie.
-Nie muszą.
-Ale to zrobią. Po tym co usłyszeli. Wiedzą że jesteś silną osobą i poradzisz sobie ze wszystkim. Czy tego chcesz czy nie uznali cię za Przywódce.
-Ja? Przywódczyni? Nie.
-Tak. Przywódczyni Drużyny Dwunastu. - Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem. -No co? - Pokręciłam tylko głową. - No co mów?
-Nie masz talentu do nazewnictwa.
-A jednak chcesz być tym Przywódcą.
-Jak widać muszę. Sami mnie wybraliście. Czy mam inne wyjście?
-Nie.
-Więc wymyśl inną nazwę.
-Czemu? Co ci się w tej nie podoba.
-Draco proszę nie załamuj mnie. Drużyna Dwunastu? Nie stać cię na nic lepszego?
-Hmm a co powiesz na ... Dwunastka z klasą? - Prychnęłam.
-Hahaha serio?
-A Drużyna z klasą?
-Nie.
-Drużyna Marzeń?
-I co jeszcze?
-Drużyna Gwiazd?
-A co my jacyś sławni jesteśmy?
-Nie ale możemy być.
-Jasne.
-Zasłyniemy z ocalenia tej Krainy, czy po co my tu jesteśmy.
-Aha. Myśl dalej.
-Mroczniaki?
-Tsaaa.
-Drużyna Cienia?
-Nie.
-Cienista Drużyna?
-Nie.
-Drużyna skryta w Cieniu.?
-Nie.
-Cień kryjący Drużynę z Klasą?
-No może wymyśl nazwę na 5 stron. - zakpiłam z niego.
-Ej! W tej chwili mnie uraziłaś. - Złapał się w miejsce gdzie ma serce.
-Ojoj wybacz. - Powiedziałam obojętnie.
-A Cień Drużyny?
-Nie.
-To może ... - Zamyślił się.
I w tym momencie wjechaliśmy na pagórek, wyjeżdżając tym samym z lasu. Na środku polany stał posąg anioła i diabła.
-Grzeszne Anioły. - Powiedziałam.
-Co?
-Pasuje do nas. W każdym z nas jest coś z diabła i z anioła. Grzeszne Anioły? Upadłe Anioły? Co lepsze? Czy jeszcze jakąś inną nazwę wymyślimy co? - Spytałam odwracając się do drużyny.
-Upadłe Anioły. - Dominic, Brian, Irina, Alice, Elena i Draco powiedzieli równo.
-Więc postanowione. Chodźcie.- Powiedziałam i ruszyłam pędem na koniu w stronę posągów.
-Wspaniałe. - Zachwycała się Alice.
-Ale wielkie. - Elenę również urzekł ten widok tak jak i mnie i Irinę. W czwórkę stałyśmy tak i przyglądałyśmy się posągom. Zeszłyśmy z koni by podejść bliżej.
-Co wy robicie? - Spytał Nathan. -Ej! - Krzyknął za nami. A my weszłyśmy pomiędzy obie postacie. Były tam cztery tunele. Dwa prowadziły do wnętrza diabła i dwa do wnętrza anioła.
-Nie rozdzielajmy się. - Powiedziała Alice.
-Z ust mi to wyjęłaś. Którędy? -Spytałam.
-Tędy. - Powiedziała Irina.
-Też tak uważam, że powinnyśmy iść tędy. - Powiedziała Elena.
-Tak w ogóle dlaczego tu idziemy? - Spytała Alice.
-Nie wiem. - Powiedziała Elena.
-Coś nas wzywa, przyciąga. - Powiedziałam.
-Coś chce byśmy tu się znalazły. - Powiedziała Irina.
-Tylko po co? - Zastanawiałam się.
Szłyśmy dalej krętymi korytarzami. Nie wiedząc dokąd zmierzamy. Nie wiedząc czemu tam w ogóle idziemy. Nie mogłyśmy się zatrzymać ani zawrócić. Coś nas prowadziło to w górę to w dół. To schodami, to po drabinie. Skok na linie nad przepaścią by przedostać się na drugą stronę

************

-Gdzie one poszły? - Spytałem.
-Nie wiem. Wołałem je ale zdawały się jakby mnie w ogóle nie słyszały. - Powiedział Nathan.
-Dobra Dominic idziesz ze mną reszta zostańcie tu i nie wchodźcie nigdzie. Trzymajcie się razem. - Powiedziałem i weszliśmy do środka.
Rozglądaliśmy się ostrożnie wszędzie dookoła. To był labirynt. Istny piekielny labirynt. Schodami do góry, później po linie zeszliśmy w dół. Kolejnymi schodami w dół i drabiną w górę. Skok nad przepaścią na linie by przedostać się na drugi brzeg. I drabiną w górę, Znów krążyliśmy korytarzami a następnie wspięliśmy się po drabinie do góry. I szliśmy dalej.
-Słyszałeś to? - Spytał Don.
-Co?
-Nie wiem. Ale dobiegało stamtąd.
-Przygotuj łuk.
-Ale ja nie mam.
-A mówiłem że ci się przyda.
-Wiem ale wolałem topór i tarczę.
-Masz szczęście że wziąłem przypadkowo dwa. A jeszcze nie miałem komu go dać. Bierz. I trzymaj strzały. - Powiedziałem podając mu łuk i drugi kołczan. Założył go w pasie i przygotował łuk. Zrobiłem to samo. Szliśmy powoli w stronę z której Dominic coś usłyszał.

************

-Co to? - Elena spytała
-Złoto. - Alce jej odpowiedziała.
-Biżuteria. - Powiedziała Irina.
-Suknie. - Elena powiedziała z zachwytem
-Skarb. - Powiedziałam. - To skarbiec. - Podeszłam do obrazu. Przedstawiał on Człowieka, Elfa, Krasnoluda i Hobbita. Na obrazie widniał również napis.
Książe Ludzi, Książe Elfów, Książe Krasnoludów i Książe Hobbitów. Czworo silnych młodych mężczyzn. Wzywają oni młode damy by im towarzyszyły. Twój czas nadchodzi.
-Niczego nie dotykajcie. - Powiedziałam to trochę za późno w tym momencie Elena otworzyła skrzynię. W obu wejściach do komnaty zapadły kraty. Więc nie było wyjścia. W tym momencie do jednego wejścia podszedł Draco i Dominic. - Draco!
-Miona! Czemu tu weszłyście?
-Coś nas wzywało.
-Co?
-Oni. - Wskazałam obraz.
-Nie powinnam tego ruszać. Przepraszam to moja wina.
W tym momencie podłoga pod nami się otworzyła a my wpadłyśmy w podziemia.

************

-Nie! Miona! Irina! Alice! Elena! - Krzyczałem w pustkę bo podłoga znów wróciła na swoje miejsce. Po chwili kraty znikły a my wbiegliśmy do środka.
-Miona wskazała ten obraz. O co chodzi? - Spytał Dominic.
-Tu jest jakiś napis.
Książe Ludzi, Książe Elfów, Książe Krasnoludów i Książe Hobbitów. Czworo silnych młodych mężczyzn. Wzywają oni młode damy by im towarzyszyły. Twój czas nadchodzi. Ostatnie chwilę tutaj uczynią cię lepszą Moja Księżniczko. Wy jeszcze nie wiecie, ale jesteście nasze.
-Nie. - Powiedziałem zakrywając ręka buzię.
-Zrobimy to samo co one.
-Co?
-Elena otworzyła skrzynie i spadły kraty. Więc. - Don otworzył skrzynię a kraty spadły. Po chwili i my znaleźliśmy się w podziemiach.
-Były tu patrz. - Powiedziałem wskazując na ślady odciśnięte na piasku.
-Tak były. Dziewczyny! Hej!
-Idziemy. Miona! Irina!
-Elena! Alice!
-Draco! - W oddali dało się słyszeć słaby głos Hermiony.
-Miona. - Wyszeptałem. Spojrzeliśmy na siebie i oboje ruszyliśmy w stronę z której dobiegł nas głos Hermiony. Wpadliśmy do komnaty. Dziewczyny wisiały związane na linach pod sufitem. A na dole 4 zakapturzone postacie w różnym wzroście.
-To pewnie ci goście z obrazu. Najniższy Hobbit, później Krasnolud, Człowiek i Elf najwyższy. Rozpoczęła się bitwa. Nie wiem jakim cudem, ale razem z Donem ich pokonaliśmy. Uwolniliśmy dziewczyny. Miona podbiegła do nich i z każdemu z nich zabrała naszyjnik, bransoletę i pierścień. Z ich torb powyciągała również mapy. Zabraliśmy ich bronie. I zabraliśmy za wydostanie się stąd. Po godzinie krzątaniny w pośpiechu wybiegliśmy z labiryntu. Miona zapakowała wszystko do swojej torby przypasanej do konia i ruszyliśmy.

---------------------------------------------------------------

Jak wam się podoba rozdział?

niedziela, 7 grudnia 2014

BOHATEROWIE II

Alice Konowen
Urodzona: 15. 7 1977r

Elena Tenze
Urodzona: 20. 11 1978r

Georgia Terens
Urodzona: 6. 4 1976r

Irina Bridge
Urodzona: 10. 9 1978r

Monica Asalam
Urodzona: 1. 3 1978r

Kol Fosam
Urodzony: 27. 10 1978r

Brian Rotwen
Urodzony: 18. 8 1977r

Nathan Milens
Urodzony: 2. 9 1975r

Samuel Hokins
Urodzony: 20. 5 1977r

Dominic Hoge
Urodzony: 28. 12 1979r

XX

-Życie to jeden wielki koszmar. Najpierw jestem nic nieumiejącym mugolem. Później nic nie wartą szlamą, nienawidzoną przez większość czarodziei. Następnie jestem arystokratką, czysto krwistą czarownicą. Moi przyjaciele są moimi wrogami, a moi wrogowie zamienili się w moich przyjaciół i rodzinę. A teraz jestem sługusem. Mam walczyć i usługiwać istotą z innej Krainy. No po prostu zajebiście. Cieszę się bardzo. Niema co. Nieźle się bawi ten na górze. Zajebisty scenariusz mojego życia ułożył. No dzięki bardzo. - Powiedziałam i usiadłam załamana na łóżku.
-Masz rację twoje życie nie było kolorowe, ale moje jest podobne. Jako małe dziecko byłem ciągle bity przez ojca. Wyżywał się na mnie. Cały swój gniew wyładowywał na mnie. I na matce. Bo mu coś w pracy nie poszło. Bo coś spieprzył. Nieraz nawet bez powodu. Robił ze mnie arystokratę takiego jakim on jest. Chciał żebym był potworem takim jakim jest on. Tobie było dane poznać go z tej lepszej strony. Bardzo rzadko taki jest. A ja nie chcę w żadnym calu go przypominać. Ty mi w tym pomogłaś. Dzięki tobie się zmieniłem. I przez to tu jesteśmy. Nie obwiniam cię. Nawet tak nie myśl. To i tak by się stało. Jak nie w ten to w inny sposób byśmy się tu znaleźli. Ściągnęli by tu nas za wszelką cenę. Nie chcemy ale musimy. Taki jest nasz los. To nam przeznaczono. Obyśmy szybko wrócili.
-Obyśmy w ogóle stamtąd wrócili. Nie wiemy jaki los nas tam czeka. Co nas tam czeka. Co dokładnie zostało nam przeznaczone. Chciałam tylko być szczęśliwa. A wyszło ...
-I będziesz szczęśliwa. Zobaczysz. Jeszcze wszystko się ułoży.
-Miejmy nadzieje że wrócimy cali i zdrowi. - Powiedziałam ze łzami w oczach.
-Nie płacz. - Powiedział i mnie przytulił.

************

Leżeliśmy milcząc wtuleni w siebie na łóżku. Każde z nas było gdzieś daleko myślami.
-To też miała być część twojej niespodzianki? - Miona wyrwała mnie z rozmyślań. Spojrzałem na nią.
-Oczywiście że nie. - Pocałowałem ją. - Chciałem tylko żebyś zobaczyła te piękne góry, doliny, ostępy. Byś poznała istoty o których czytaliśmy.
-Wspaniała niespodzianka. - Powiedziała z uśmiechem - Szkoda tylko że z takim zakończeniem. - Dodała ze smutkiem.
-Tak szkoda że z takim zakończeniem.
-Co z nami teraz będzie? Co się stanie?
-Ruszymy na wojnę która nas nie dotyczy. Słyszałaś Eliadżaka. Mówił że mamy wielką moc i nie zdajemy sobie z tego sprawy. Że pomogą nam ją kontrolować. Nauczą nas jak widzieć świat ich oczami. Cokolwiek to znaczy. Musimy trenować, a oni będą nas przewodzić. A gdy nadejdzie czas, wejdziemy przez portal do ich Krainy.
-Czemu my? Dlaczego my Draco? Co myśmy światu zawinili że my, że akurat my musimy tacy być.
-To nie nasza wina Kochanie. W dniu naszych narodzin zostało nam to nadane, Jak już to nie my, a nasi przodkowie zawinili czemu my musimy płacić. Chyba że to nie kara a dar.
-Dar?
-Nigdy nic nie wiadomo.
-Ale jak coś takiego może być darem?
-Może być. Zależy jak na to wszystko patrzeć. Ale nie wiem. To chyba mogłoby być darem w innych okolicznościach.
-Wiesz chyba wiem o czym mówisz.
Drzwi gwałtownie się otworzyły a do środka wszedł Kseofil.
-Idziemy.- Powiedział i czekał aż się ruszymy. - No już. - Wstaliśmy z łóżka i zaczęliśmy iść. - Szybciej. W lewo. No szybciej szybciej. Pan Eliadżak nie lubi czekać. - Weszliśmy na salę na której byliśmy wcześniej. Siedziało tam 7 osób. Eliadżak i sześcioro ludzi. Kseofil nas przyprowadził i poszedł dalej. Po chwili wrócił z kolejną dwójką. I znów zniknął by przyprowadzić jeszcze dwoje. I wyszedł. Eliadżak wstał.
-Witam was. Jesteście tą dwunastką osób. Waszym celem teraz jest nauczenie się łucznictwa, walki mieczem, tropienia, kamuflażu, sztuki przetrwania oraz magii. Zaklęć jakich nie znacie. Tak się złożyło że wszyscy jesteście czarodziejami. Ale magia jaką my używamy jest inna od waszej. Tam wasze różdżki na nic się nie zdadzą. Nauczymy was naszej magii. Poznajcie się. Niech każdy po kolei wstanie i się przedstawi.
-Alice Konowen.
-Brian Rotwen.
-Elena Tenze.
-Kol Fosam.
-Monica Asalam.
-Dominic Hoge.
-Hermiona Zabini.
-Draco Malfoy.
-Georgia Terens.
-Samuel Hokins.
-Irina Bridge.
-Nathan Milens.
-Więc jak już wszyscy się znacie czas zacząć trening. Pierwsze łucznictwo. Spedo! Erlok! - Do sali weszły 2 Elfy. - Oni będą was uczyć. Spedo będzie uczył chłopaków. A Erlok dziewczyny.
-Na co czekacie? Idziemy. - Spedo powiedział a chłopaki szybko wstali. Dałem całusa Mionie i również wstałem i poszedłem za Spedo.
-My też idziemy. - Odezwał się Erlok. I słyszałem jego kroki kierujące się w innym kierunku niż szliśmy my. Spedo prowadził nas wielkimi korytarzami. Stanęliśmy przed wielkimi drzwiami by po chwili wejść do środka.
-Tu będziemy trenować. Wybierzcie sobie łuk, weźcie strzały i ustawcie się tu. -  Podszedłem do ściany na której było całe wyposażenie.

************

-Minęły 2 dni treningu. Wszyscy poradziliście sobie świetnie. Łucznictwo macie we krwi. Przez następne 2 dni będziecie trenować walki z ostrą bronią. Dziewczyny trenować będą dalej z Erlokiem oraz z Lorien i Kili. A chłopcy ze Spedo oraz z Mori i Sendo. - Do sali weszły dwie Mroczne Elfki i dwóch Krasnoludów. Ich treningi były ciężkie. Uczyli się walki mieczem jednoręczny oraz dwuręcznym. Walki toporem. Rzut włócznią. To były dwa najgorsze dni w całym ich życiu.

************

-Wspaniale. Kolejne 2 dni treningu za wami. Następne 2 dni spędzicie na nauce tropienia, kamuflażu i przetrwaniu dziewczyny spędzą ten trening z Elrokiem i Peterem, a chłopcy z Spedo i Soffie.. Kolejne 2 dni na nauce walki wręcz dziewczyny spędzą z Arienem, a chłopcy z Kedonem. Następne 3 dni na nauce magii dziewczyny uczyć będzie Dunark, a chłopaków Garen. Ostatniego 12 dnia treningu dziewczyną ostatnich porad udzieli Hugo, a chłopakom Tobias. Później udacie się do naszej Krainy.
Czas im się dłużył. Treningi ich pozbawiały sił ale nie mogli się poddać. Wszyscy świetnie sobie poradzili na treningach. Wszystko opanowali choć było ciężko.

************

-Minęło 12 dni treningu. Czas byście wyruszyli. Spakujcie się. Weźcie co chcecie. Łuk, kusze, miecz, topór, tarcze, noże, koce. Tu macie suchy prowiant i wodę. Kseofil pokaże wam szaty które są do waszej dyspozycji. Wybierzcie co wam się podoba. Wybierzcie także konia. Za dwie godziny widzimy się przed portalem, Kseofil was zaprowadzi.
Cała dwunastka się rozeszła powybierali co chcieli.
Hermiona wybrała łuk, długi miecz, zestaw noży i dwa krótkie miecze.
Draco wybrał łuk, zestaw noży i długi miecz.
Alice wybrała łuk, zestaw noży, długi miecz i tarczę.
Samuel wybrał łuk i długi miecz.
Nathan wybrał kuszę, topór i miecz.
Irina wybrała długi miecz i tarczę.
Brian wybrał miecz dwuręczny.
Kol wybrał miecz dwuręczny i krótki miecz.
Dominic wybrał topór i tarczę.
Monica wybrała topór, tarczę i zestaw noży.
Elena wybrała topór i krótki miecz.
Georgia wybrała długi miecz i tarczę.
Każde z nich w plecak włożyło prowiant przygotowany przez Elfy. Spakowali także koce. Wybrali sobie wygodne stroje. Spodnie, buty, koszula, kolczatka, kamizelka i płaszcz z kapturem. Wybrali sobie konia. I udali się za Kseofilem do Portalu.
-Oto nadeszła ta chwila. Moment na który wszyscy czekaliśmy. Udacie się tam. Teraz.

-----------------------------------------------------------------------------------

Mamy kolejny rozdział.

sobota, 6 grudnia 2014

XIX

-Wstawaj śpiochu. Pora wyruszać dalej.
-Gdzie mnie znowu zabierasz?
-W dalekie ostępy.
-Co?
-Nie pożałujesz. No już wstawaj.
Miona w końcu się ruszyła. Spakowaliśmy się, wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy dalej.
-Masz jeszcze więcej niespodzianek?
-Zobaczysz.
Szliśmy bardzo piękną doliną górską. Zbyt piękna by była prawdziwa. Zbyt czysta by należała do mugoli.
-O czym myślisz?
-O tym miejscu.
-Znasz je prawda?
-Znam.
-Opowiedz.
-Dwa lata temu w wakacje przyjechałem do Włoch z rodziną. Mieszkaliśmy w miasteczku oddalonym o 20km od gospody w której zostawiliśmy bryczkę. Pokłóciłem się wtedy z rodziną i wybiegłem, uciekłem. Po drodze wykupiłem konia i ruszyłem. Znalazłem to miejsce przypadkiem. Ale nie sądzę że przez przypadek się tu znalazłem. Tak musiało być. To musiało się zdarzyć. Zjechałem z tego zbocza i pędziłem tą doliną. Coś mnie przyciągało. Coś mnie wołało. Nie wiedziałem co. Czułem na sobie czyjś wzrok. Rozglądałem się lecz nikogo nie widziałem. Nasłuchiwałem lecz nic nie słyszałem. Teraz wiem że nie byłem zbyt uważny. Dalej doliną kroczyłem wolniej bez pośpiechu, ale przygotowany do galopu w każdej chwili. Koń coś wyczuł. Wystraszył się. Zaczął szaleć. Ale z pomocą różdżki i zaklęć udało mi się go uspokoić. I wtedy mi się ukazali. Istoty nie z tego świata. Skazane na wygnanie zamieszkują te góry i doliny. To wszystko jest ich. Spędziłem z nimi 3 dni. A za nim odjechałem by powrócić przepowiedzieli mi coś.
Ten rok mój drogi chłopcze będzie dla ciebie taki sam jak poprzedni. Ale za równy rok tego dnia dowiesz się czegoś co cię odmieni. Odmieni twoje serce i skruszy twoją złą aurę. Zło będzie powoli w tobie zanikać aż w końcu zniknie całkowicie. A gdy to się stanie zjawisz się z powrotem w dolinie. Lecz nie sam. Będziesz z dziewczyną o błękitnych oczach i brązowych włosach. I was oboje czeka wtedy piękny los. Zdarzy się cud. Wasze Przeznaczenie się spełni.
Nie wiedziałem wtedy o co chodzi, ale gdy ujrzałem cię wtedy w drzwiach w pokoju Blaise'a. Zrozumiałem. Tego dnia minął dokładnie rok od tej przepowiedni. Dowiedziałem się wtedy że jesteś siostrą, bliźniaczką Blaise'a mojego najlepszego przyjaciela. I odmieniło mnie to. Mogłaś to zauważyć już w pierwszej chwili, lub w pierwszych dniach. Odmieniłaś moje serce Hermiono. Zakochałem się w tobie a lód który władał moim sercem roztopił się. Złamałaś mnie. Ale w dobrym sensie. Dzięki tobie zacząłem inaczej patrzeć na świat. Nie chce być zły. Nie chce być jak mój ojciec. Nie chcę być potworem. Dzięki tobie całe zło które we mnie było wyparowało. I oto jestem po raz drugi w dolinie, z brązowowłosą dziewczyną o błękitnych oczach. Boję się tylko co nas czeka. Jaki cud? Jaki los? Jakie przeznaczenie?
-O jakich istotach mówisz?
-Elfy. Mroczne elfy. Krasnoludy. Hobbity.
-Niemożliwe. One nie istnieją.
-Też tak myślałem dopóki mi się nie ukazali.
-Przecież ... Jak? Ale ... - Nie wiedziała co powiedzieć. Gubiła się w swoich myślach.
-Spokojnie. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Lepiej? - Pokiwała głową i zaczęła mówić.
-Przecież wyginęły 6000 lat temu. Jak to możliwe? Czemu nikt ich nie znalazł. Szukano ich obecności ale nie znaleziono. Uznało się ich za wymarłych.
-W tych górach istnieje wiele tajemnych portali. Wszyscy mogą je znaleźć. Ale otwierają się przed nielicznymi. 6000 lat temu przeszli oni przez takowe portale. Dlatego ich nie znaleziono. Byli bezpieczni. Ci którzy łamali prawo lub coś innego i byli skazani na wygnanie wysyła się ich tu. Mogą też sami przychodzić kiedy tylko ze chcą. - Rozejrzałem się dookoła. - Jesteśmy na miejscu. - Powiedziałem zatrzymując się i schodząc z konia i pomagając jej zejść ze swojego. Staliśmy przez chwilę w ciszy. - No powiedz coś.
-Coś. - Spojrzałem na nią wymownie, na co się lekko uśmiechnęła. - I co w związku z tym wszystkim?
-Oni zadecydują.
-Oni?
-Elfowie, Mroczni elfowie, Krasnoludy, Hobbity, Czarodzieje z tamtych krain oraz ludzie zwykli ludzie, a jednak inni od nas.
-Jednak przybyłeś. - Odezwał się dobrze mi znany głos.
-Eliadżak.
-Cześć Draco.
-To moja dziewczyna Hermiona. Miona to Eliadżak, Elf.
-Władca elfów. Zapraszam do środka.
-Chodź to wejście do podziemnego pałacu.
Podano nam wspaniały posiłek i wino. Na Sali byliśmy tylko ja i Miona. Po chwili weszli 4 Elfy, 4 Mroczne Elfy, 4 Krasnoludy, 4 Hobbity, 2 Czarodzieje i 4 Ludzi. Usiedli do stołu.
-Siadajcie - Powiedział jeden z Elfów. - Więc to wy jesteście tą dwójką z przepowiedni.
-Dwoje Ludzi. Dwoje nadzwyczajnych Ludzi. - Powiedział Czarodziej. Głos zabrał ponownie Elf.
-Nazywam się Eliadżak. To moja żona Korrie. Spedo i Elrok synowie Kseofila. Jesteśmy Elfami. To jest Arien i jego córki Lorien i Mori. A to jest Kedon. Mroczni Elfowie. Trebain jego synowie Sendo i Kili oraz jego córka Kim, są Krasnoludami. Klar i Norben ze swymi dziećmi Soffie i Peterem Hobbici. Garen i Dunark Czarodzieje. Tobias, Merlok, Rita i Hugo Ludzie. Spokojnie. Nie bójcie się. My nie jesteśmy wygnańcami. 15 lat temu w naszych Krainach została podana przepowiednia. W małym stopniu została powiedziana Ci Draco 2 lata temu. Nie musieliśmy Ci tego mówić. Ale to zrobiliśmy. Tak czy inaczej byście tu w tym roku, w te wakacje przyjechali. Dalsze słowa przepowiedni mówią że wiele zdziałacie w naszej sprawie. Odmienicie swoje życia i nasze. Tylko wy możecie to zrobić.
-O czym ty mówisz? - Spytała Miona. 
-O tym że wejdziecie do naszych Krain.
-Co?! - Oboje krzyknęliśmy.
-W waszym świecie raz na 100 lat rodzi się dwanaścioro dzieci zdolnych przechodzić przez portale. Ich przeznaczeniem jest pomoc nam. Jest to z góry na nich nałożone. Czy tego chcą czy nie. Jest im to przeznaczone. Wy należycie do tej dwunastki. Wszyscy przejdziecie i zaczniecie działać.
-Nie. Nie. Nie. - Miona zaczęła kręcić głową. - Nie! - Powiedziała głośniej. Objąłem ją ramieniem. Przez chwilę panowała cisza.
-Ale jak? Czemu? Co? Nie rozumiem.
-Draconie, Hermiono musielibyście przejść i walczyć, podróżować, odkrywać, podbijać, odzyskiwać różne rzeczy, miejsca. My nie możemy. Bo nie potrafimy się zgodzić kto miałby się udać. Dlatego istnieje wasza dwunastka. I będziecie mogli wybrać pomocników z naszych Krain. Dostaniecie całe wyposażenie. Ile wam to zajmie? Nie wiem. To zależy od was. Nie macie wyboru. Z przeznaczeniem nie należy igrać.
-Przeznaczenie można zmienić.
-Hermiono. W naszym świecie jest inaczej. Tą Krainą rządzą inne zasady. Nasz świat jest inny. Musicie nam pomóc. Musicie nam służyć. Nie macie wyjścia.
-Ja... My ... To ... - Miona nie wiedziała co ma powiedzieć. Spojrzała na mnie szukając pomocy, odpowiedzi. Wiedziałem o co jej chodzi niemo powiedziałem do niej nie mamy wyjścia. - Bo to ... To jest ...
-Jesteście w szoku. Odpocznijcie. Kseofil zaprowadzi was do waszej komnaty. Oswójcie się z tymi wiadomościami. Tak musi być. Urodziliście się by nam służyć. Wkrótce znajdą się tu pozostali. - Powiedział Eliadżak. Odprowadził do drzwi otworzył je i wskazała na Elfa. Ten zaprowadził nas do komnaty do której weszliśmy. Po zamknięciu drzwi zostaliśmy zakluczeni. Więc nie uciekniemy.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak wam się podoba taki obrót historii? Pamiętajcie o komentowaniu.

:D

piątek, 5 grudnia 2014

XVIII

Wstaliśmy w południe, wyszykowaliśmy się, zeszliśmy na dół do restauracji, zjedliśmy obiad, a następnie wyszliśmy z hotelu. Spacerowaliśmy pięknymi Rzymskimi uliczkami. Czas nam się dłużył. Było dużo śmiechu, romantycznych i słodkich gestów. Rozmów nasączonych czułością, pożądaniem i namiętnością. Dużo pocałunków. Jak i tych krótkich i szybkich całusów, jak i tych ciągnących się w nieskończoność pocałunków, dzikich, namiętnych, ale i tak wszystkie były szczere. Zanim wróciliśmy późnym wieczorem do hotelu, Draco zaśpiewał mi piękną serenadę po włosku przy fontannie w wielkim tłumie. Ludzie zatrzymywali się. Patrzyli tylko na nas. Cieszyli się naszym szczęściem. Gdy wstał pocałowałam go czule. Pieśń była cudowna. On jest cudowny. Kolację zjedliśmy z całą moją rodziną, gdy weszliśmy do restauracji akurat schodzili po schodach. Po posiłku udaliśmy się do apartamentu, wykąpaliśmy i poszliśmy spać.
Dracon obudził mnie o świcie. Rzucił zaklęcia i nasze plecaki były już spakowane. Podał mi piękną suknię którą  mam ubrać.
Również sobie przygotował podobny książęcy strój
Nie chciał powiedzieć dokąd mnie zabiera. Weszłam do łazienki i się uszykowałam.
-Draco dokąd mnie zabierasz?
-Nie powiem Kochanie.
-Draco,proszę.
-Nie. - Powiedział i dał słodkiego całusa.
-Ale ty jesteś.
-To niespodzianka.
-Nienawidzę niespodzianek.
-Czemu?
-Bo są niespodziewane.
-Ale argument.
-Lepszy taki niż żaden. To gdzie idziemy?
-Daleko. - Powiedział cicho i uwodzicielko.
-Jesteś ...
-No jaki? Przystojny? Wspaniały?
-Denerwujący.
-O ty mała jędzo.
-No co?
-Idziemy.
-Dokąd?
-Nie odpuścisz prawda?
-Nie odpuszczę.
-Mam się posunąć do czegoś nieprzyjemniejszego? - Wskazał na swoją różdżkę.
-Jesteś okropny.
-Ale właśnie za to mnie kochasz.
-Nie.
-Coś ty powiedziała?
-Słyszałeś. - Powiedziałam obojętnie.
-To ty tak zamierzasz pogrywać?
-Niby jak? - Spytałam udając że nie wiem o czym mówi.
-Już dobrze wiesz jak.
-Nie wiem.
-Nienawidzę cię.
-Też cię kocham Draco.
-Jędza.
-Idiota.
-Ale twój.
-Mój?
-Twój kochający cię idiota. - Powiedział i pocałował mnie namiętnie.
-Jesteś słodki.
-Nie. Nie jestem słodki.
-Słodki i uroczy. - Powiedziałam uwodzicielsko. - No to co? Idziemy? Czy zostajemy?
-Pewnie że idziemy.
Pod hotelem stała mała piękna dorożka zaprzężona w cztery białe konie. Zauważyłam że w środku znajdują się nasze rzeczy.
-Księżniczko. - Ukłonił się lekko i podał mi rękę bym usiadła. Zaśmiałam się lekko na jego gest. Zajął miejsce obok mnie i zaczął powozić bryczką.
Jechaliśmy już dobre 6 godziny. A humor nas nie opuszczał. Opowiadał mi różne śmieszne historie i dowcipy. Ja nie byłam mu dłużna i też opowiadałam to co znam.
-Tu się na chwilę zatrzymamy o Pani.
-Dobrze. - Powiedziałam. Zatrzymał nasz powóz i zszedł z niego, zaczął odchodzić, ale zatrzymał się gdy usłyszał moje znaczące chrząknięcie. - Nie pomożesz swojej Księżniczce zejść?
-Wybacz Pani zapomniałem.
-Idiota.
-Książe.
-Książe idiota.
-Też tak może być. Pani wybaczy. - Powiedział i podał mi rękę. Zeszłam z powozu na ziemie.
-Gdzie jesteśmy mój Książe? - Rozejrzałam się dookoła. Drzewa, strumyk, więcej drzew, skały, jeszcze więcej drzew.
-W lesie.
-Tyle Sherlocku to ja sama zauważyłam.
-A czy to ważne gdzie? Ważne że razem. -Powiedział i pocałował czule i namiętnie. Po chwili nasz pocałunek stał się bardziej dziki. Gdy się od siebie odsunęliśmy na naszych twarzach gościły przepiękne uśmiechy. Przez jakiś czas Draco wtulał się w moje plecy a brodę opierał na moim ramieniu. Staliśmy tak zapatrzeni w gładką taflę strumyka, który wolno płynął.
-Czas ruszać dalej.  - Powiedział i oboje spowrotem wsiedliśmy. 
-Która godzina?
-Nie mam pojęcia. Powiem więcej. Nie obchodzi mnie to.
-Szczęśliwi czasu nie liczą.
-To też. Ale choć przez chwile chce się poczuć jak to było za dawnych czasów. W średniowieczu.
-Oh uważaj na złodziei i rabusiów. Słyszałam że Robin Hood mieszka w tych lasach. -Oboje się zaśmialiśmy.
Po jakiś dwóch może trzech godzinach dojechaliśmy do starej gospody. Draco zapłacił właścicielowi za przypilnowanie i przechowanie bryczki z dwoma końmi. Pozostałe dwa przyszykował do jazdy.
-Nigdy nie jeździłam konno.
-Nie pożałujesz. Pomogę ci. - Jak powiedział tak zrobił i już po chwili siedziałam na koniu. On dosiadł drugiego. I wyjechaliśmy ze stajni.
Pędziliśmy pod wiatr. Wzdłuż urwisk i klifów. Widoki były przepiękne. Zatrzymałam się nad przepaścią i spojrzałam w dół. Pustka. Ciemność. Nicość.
-Co ty robisz?!
-Nic.
-Jesteś szalona wiesz?
-Wiem. Oszalałam na punkcie wielu rzeczy.
-Wiem o tym. Jedziemy dalej.
-Powiesz w końcu dokąd jedziemy?
-Spójrz a się dowiesz.
-O boże.
-Witaj w Alpach Julijskich. Jedne z najpiękniejszych gór na świecie. Według mnie.
-Tu jest pięknie. - Patrzyłam z zachwytem na widok przede mną. Zapierał dech w piersiach. Draco podjechał do mnie z wielkim uśmiechem na ustach.
-Zabieram Moją Księżniczkę na przejażdżkę po moim Królestwie. - Zaśmiałam się lekko wesoło.
-Z moim Księciem na przejażdżkę? Z chęcią. - Powiedziałam z zachwytem wciąż z uśmiechem na ustach. Musnął lekko swoimi ustami o moje, dając lekkiego całusa. Powoli ruszyliśmy przed siebie ku tym przepięknym przesmykom.
-Jak ci się podoba moja niespodzianka.
-Jest wspaniała. Naprawdę. Spodziewałam się wszystkiego. Ale nie tego. Serio. To. To jest przecudowny widok. Najlepsza niespodzianka jaką kiedykolwiek mi zrobiono.
-Cieszę się. - Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. - Tam. - Wskazał dolinę. - Rozbijemy obóz.
-Tam? W tej pięknej dolinie?
-Tak. - Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Kto ostatni na dole robi kolacje i rozbija obóz! - Krzyknęłam i popędziłam na swoim koniu w dół zbocza góry.
-Hej! - Krzyknął i popędził za mną.
Po 10 minutach byliśmy na dole. Byłam pierwsza. Więc Draco zajął się naszym małym obozowiskiem. A ja przechadzałam się dolinką, podziwiając jej piękno i piękno tych gór. Draco obóz rozłożył bardzo szybko. I zabrał się za przyrządzenie naszej kolacji. Posiłek zjedzony w górach na świeżym powietrzu smakował inaczej niż normalnie. Ten klimat... Po prostu.
-Jak ci się podobał ten dzień?
-Był cudowny. Taki nietypowy. Inny niż wszystkie.
-Taki miał być.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Jest kolejny rozdział. Podoba się? Co myślicie?

wtorek, 2 grudnia 2014

XVII

Wszyscy zostaliśmy zbudzeni o 6 rano. Wyszykowaliśmy się zjedliśmy śniadanie i wsiedliśmy do aut. Ja jechałam razem z Draconem, Meredith i Colinem. Nareszcie wszyscy go poznaliśmy. Colin ma zajebisty samochód
Luksusowy, sportowy, wygodny. Po prostu marzenie.
Ginny i Blaise jechali z Calumem jego autem oraz z Fleur.
A rodzice pojechali swoim.

Ja z Draconem całą drogę się wygłupialiśmy. A Colin mknął ulicami niczym błyskawica. A następnie wzbił się w powietrze by szybować i dolecieć do celu. Byliśmy niezauważalni dla mugoli. Po parunastu godzinnej podróży dojechaliśmy na miejsce. Zameldowaliśmy się w jednym z mugolskich hoteli. Resztę tego dnia spędziliśmy w pokojach, dzieliliśmy je parami. Rodzice uznali że nie warto meldować każdego z nas w osobnym.

************

Obudziły mnie promienie słońca padające na moją twarz. Skrzywiłem się, a po chwili poczułem czyjeś usta na swoich.
-Dzień dobry Kochanie. - Przywitał mnie łagodny głos mojej dziewczyny.
-Dzień dobry Księżniczko.- Uśmiechnąłem się i w końcu otworzyłem oczy. - Gotowa na dzień pełen przygód?
-A masz coś w planach?
-A mam.
-A pamiętasz że to miały być wspólne wakacje z moją rodziną?
-Pamiętam.
-Gadałeś z nimi.
-Gadałem. I zabieram cię na wspaniałą wycieczkę, niekoniecznie jedno dniowa. Ale najpierw śniadanie. Idź się szykuj. Prysznic, makijaż, ubierz się wygodnie. Zważ na to że jest gorąco. Ja idę do drugiej łazienki. Widzimy się za chwilkę. - Powiedziałem wchodząc do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Wróciłem do pokoju, z torby wyjąłem krótkie czarne spodenki i koszule z krótkim rękawem w czarno białą kratę. Na nogi wsunąłem moje czarne adidasy. I ubrałem moją skórzaną kurtkę Do kieszeni wsunąłem różdżkę i portfel. Chwilę później Miona wyszła z łazienki ubrana w zieloną krótką spódniczkę i koszulę z krótkim rękawem w czarno zieloną kratę. Założyła czarne tenisówki wzięła czarną kurtkę skórzaną. Różdżkę, aparat i portfel schowała do małego plecaczka i była już gotowa. Zeszliśmy na dół na śniadanie. Podali nam przepyszne omlety jajeczne. Gdy wychodziliśmy z restauracji zauważyłem że Diabeł i Ruda schodzą po schodach. Chyba nie tylko my mamy inne plany.

Spacerowaliśmy po pięknym Rzymskim parku już dobre 40 minut.
-Co ty na to by troszkę pozwiedzać?
-Z chęcią. - Udaliśmy się w dobrze mi znanym kierunku.
-Miona oto Rzymskie Koloseum. - Wskazałem jej budynek.
-Piękny. - Podeszliśmy bliżej.
-Dzisiaj zamknięte. - odezwał się gwardzista. Odeszliśmy od niego.
-Nie dla nas. - Powiedziałem. Schowaliśmy się tak by mugole nas nie widzieli i deportowałem do środka.

W Koloseum spędziliśmy 6 godzin. Zwiedzając wszystko. Następnie pokazałem jej fontannę szczęścia.
-Jeśli wrzucisz monetę znaczy że kiedyś na pewno tu wrócisz. Ja wrzuciłem i jestem. - Powiedziałem z uśmiechem. Miona wyjęła monetę i rzuciła ją do fontanny przez ramię. Ja zrobiłem to samo. Ucałowałem ją. I skierowaliśmy do restauracji na kolację. Zjedliśmy Sałatkę Cezara. Po kolacji deportowałem nas na wybrzeże Włoch. Na plaży spędziliśmy piękny wieczór. Zachód słońca. Noc była ciepła a Miona w blasku księżyca wyglądała przecudownie. Jak Bogini. O północy wykąpaliśmy się w oceanie. Calutką noc leżeliśmy na piasku i rozmawialiśmy tak długo aż przywitał nas wschód słońca. Był przepiękny. Następnie deportowaliśmy się do parku blisko naszego hotelu i udaliśmy się do naszego pokoju i poszliśmy spać.
Ten dzień był niezapomniany zrobiliśmy mnóstwo zdjęć.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
KOMENTARZE MILE WIDZIANE

poniedziałek, 1 grudnia 2014

XVI

Następnego dnia śniadanie odbyło się bez grona nauczycieli.  O 12 w całej szkole rozbrzmiał głos Dyrektora by wszyscy stawili się na Wielkiej Sali. Gdy wszyscy już znaleźli się na Sali i siedzieli w ławkach Dumbeldore zabrał głos.
-Dzisiaj przeżywamy okrutną stratę. Cedrik Diggory był jak wszyscy wiecie wyjątkowo pracowity, nieskończenie prawy i co najważniejsze był prawdziwym przyjacielem. Trzecie zadanie Turnieju Trójmagicznego przerosło Cedrika, niestety. Labirynt go pokonał. Zniszczył go. Ból który wszyscy teraz odczuwamy, przypomina mi, przypomina nam, że choć pochodzimy z różnych stron i mówimy różnymi językami, nasze serca biją jednym rytmem. W świetle ostatnich wydarzeń więzy przyjaźni między nami okażą się ważniejsze niż kiedykolwiek. Pamiętajcie to, a śmierć Cedrika Diggory'ego nie pójdzie na marne. Pamiętajcie o tym, a uczcicie pamięć chłopca, który był dobry i uczciwy, dzielny, szczery i prawy do samego końca. Walczył uczciwie o zwycięstwo niestety został pokonany.

************

O godzinie 10 następnego dnia nadszedł czas by nasi goście zaczęli zbierać się i żegnać by powrócić do siebie. Wszyscy pożegnaliśmy się z naszymi nowymi przyjaciółmi. Obiecaliśmy sobie że będziemy do siebie pisać. I nie zapomnimy o sobie. Usłyszeliśmy wystrzał z armaty, już ostatni. A uczennice z Akademii Magii Beauxbatons w swoich błękitnych mundurkach zaczęły podążać korytarzem by wejść do swojego powozu, a uczniowie z Instytutu Magii Durmstrang w swych brązowych szatach szli na swój okręt. Żegnani wiwatami, oklaskami i innymi miłymi słowami i gestami. Zakończyli swój pobyt w Hogwarcie i będą miło wspominać czas spędzony tutaj. Zdarzenia z tego roku odmieniły wszystkich bez wyjątku. Dla uczniów z Hogwartu również były to ostatnie chwile w tym zamku.
-Wszystko się teraz zmieni. Nic nie będzie już takie same. Ty wygrałeś Turniej, jest o tobie głośno a będzie jeszcze głośniej. - Powiedziałam wesoło. Po chwili dodając smutniejszym głosem. - Cedrik nie żyje, zginął podczas Turnieju.
-Tak Miona. Wszystko się zmieni. Nasze więzi się pogłębiły. Nasza przyjaźń się umocniła. Zawarliśmy nowe przyjaźnie. - Powiedziała Trudy.
-Oby więcej takich akcji w Hogwarcie. Byłoby weselej.
-I niebezpieczniej Ruda. - Powiedział Blaise.
-Może troszkę. Ale co to za życie bez niebezpieczeństwa. Bez choćby najmniejszej dawki adrenaliny.
-Jesteś szalona Kochanie.
-My wszyscy jesteśmy. - Powiedziałam. - Czas zabrać kufry i udać się na  pociąg.
-Masz rację Skarbie. Idziemy.
Wszyscy udaliśmy się do swoich komnat. Przebrałam się z szat w spódniczkę w czarno białą kratkę, białą bluzkę na ramiączkach, czarną skórzaną kurtkę i czarne botki na ośmio centymetrowym obcasie. Zabrałam swoje kufry i razem z przyjaciółmi wyszłam z zamku, powozami udaliśmy do Hogsmeade, a następnie na peron. O 12 pociąg odjechał z peronu w stronę Londynu.

************

Siedziałam w jednym przedziale z Trudy, Draconem, Blaisem i Markusem. Był to dla nas wspaniały rok. Wiele się zdarzyło. Ten rok szkolny dłużył nam się niesamowicie, ale cieszyliśmy się z tego powodu. Ten rok był naprawdę wyjątkowy. Całą podróż spędziliśmy na przypominaniu sobie najpiękniejszych chwil. Oraz na przeróżnych miłych rozmowach. Trudy przyznała się że wpadł jej w oko Ryan. Chłopacy powiedzieli że on coś również o niej wspominał. Kto wie? Może im wyjdzie. Jeśli znajdą dla siebie więcej czasu. Markus przyznał się przed nami że całował się z Elizabeth i że się w niej zakochał, Ośmiogodzinna podróż minęła nam nadzwyczaj szybko. Wysiadając z pociągu czekaliśmy aż Perrie i Ginny do nas dołączą, bo siedziały w przedziale z przyjaciółmi ze swojej klasy. Gdy już do nas dołączyły. Wszyscy odebraliśmy swoje bagaże, przebiegliśmy przez ścianę na King Cross pożegnaliśmy się ze sobą i udaliśmy w swoje strony.
-Widzimy się za 3 dni! - Krzyknął Draco.
-Spoko Smoku! Będziemy czekać.
-My z Perire będziemy za jakieś 2 tygodnie rodzice nas gdzieś zabierają.
-Okej. Do zobaczenia. - Powiedziałam. Razem z Gin i Blaise'm poszliśmy do samochodu naszego ojca. Półtorej godziny później byliśmy już w domu. W progu powitały nas skrzaty.
-Witamy w domu.
-Witajcie. - Powiedzieliśmy równo.
-Płomyk zabierz moje rzeczy do pokoju.
-Tak Panienko.
-Lulu, bagaże.
-Lulu już służy paniczowi.
-Perełko, weź moje kufry na górę.
-Perełka już się za nie zabiera.
-Lotin przekaż reszcie jak wróci że będziemy w kuchni.
-Tak Panie.
-Błyskawico, przygotuj kolację.
-Błyskawica już się bierze do pracy Panie.
-Idziemy. - Powiedział Urlich i wszyscy ruszyliśmy do kuchni. Po 10 minutach dołączyli do nas mama, Meredith i Calum. A 5 minut później Błyskawica podawała kolację. Gdy zaczęliśmy jeść również rozpoczęła się rodzinna rozmowa.
-Dzieci jak wam minął ten rok?
-Wspaniale. Wyjątkowo. Po prostu pięknie mamo. Mam chłopaka. Mam nowych przyjaciół z Beauxbatons i Durmstrangu. Turniej był czarujący ale i niebezpieczny. Draco był jednym z uczestników. Mieliśmy Bal Maskowy w Halloween było cudownie. A Bal Bożonarodzeniowy, po prostu nie do opisania. Jako że Draco pierwsze zadanie ukończył jako pierwszy, to pierwszy rozpoczynał Bal a ja mu towarzyszyłam. Był również konkurs na Króla i Królową Balu. Ja z Draconem wygrałam. Bal Noworoczny również był przepiękny. Drugie zadanie było straszne. Zostałam wciągnięta pod wodę. Byłam skarbem Dracona który musiał go odnaleźć i wyciągnąć z wody nim minie godzina. Również najszybciej ukończył zadanie. Trzecie zadanie Odnalezienie Pucharu w Labiryncie. Draco się spisał i Zwyciężył. - Rodzice zadawali wiele dodatkowych pytań przez co moja opowieść trwała coś ponad 2 godziny. Reszta niemiała już zbytnio co opowiadać. Ale dopowiedzieli to o czym ja nie mówiłam i opowiedzieli swoje przygody, które i tak nie pobiły moich. Wszyscy spać poszliśmy o 3 w nocy.

************

-Dzieciaki wstawajcie! -Głos matki przedzierał się przez mój wciąż śpiący umysł. - Zejdźcie na dół jak najszybciej!
-Chwila! - Krzyknąłem i w tej samej chwili zdałem sobie sprawę że nie tylko mnie chciano obudzić a dziewczyny też, bo również złe na matkę krzyknęły. Milczał tylko brat.
-Calum ty też!
-Już! Zaraz! - Wziąłem szybki prysznic i udałem się do salonu.
Po chwili zeszły również dziewczyny, na końcu przyszedł brat.
-Dzieciaki mamy dla was niespodziankę. Jedziemy na wakacje. Do Włoch.
-Ale ja jestem umówiona z Colinem.
-Meredith chyba nic się nie stanie jak trochę czasu spędzisz z rodziną. Do Colina pojedziesz jak wrócimy.
-Ale mamo ...
-Żadnych ale.
-Dobrze. Napisze do niego że będę u niego później. A na ile jedziemy?
-Na 2-3 tygodnie.
-Napisze do Draco. - Powiedziała Hermiona
-A ja do Markusa. - Powiedziałem
-A kiedy wyjeżdżamy? - Spytała Miona
-Jutro.
-A może z ...
-Tak Miona Draco może jechać z nami.
-Dziękuję! - Rzuciła się matce na szyje i pobiegła do pokoju. Ja również udałem się do siebie.

Markus, wraz z rodziną wyjeżdżam na wakacje. Nie wiem kiedy konkretnie wrócimy. Więc napiszę do was, jak już będziemy w domu. Życzę miłych wakacji.
Blaise.

Zacząłem pakować swoje kufry.

************

Wpadłam jak tornado do swojego pokoju. Szybko spakowałam kufer i deportowałam do Dworu Malfoy'ów. Weszłam do środka domu. Pojawił się skrzat.
-Gdzie Draco?
-U siebie Panienko.
Dziękuję. - Powiedziałam i pobiegłam do niego. Wbiegłam do jego pokoju.
-Miona?
-Draco jadę do Włoch z rodziną na wakacje chcesz jechać z nami, ze mną?
-Jasne, a twoi ...
-Rodzice się zgodzili.
-Kiedy?
-Jutro.
-Jutro?
-Tak.
-Na ile?
-2-3 tygodnie. Pakuj się. - Powiedziałam kładąc się na jego łóżku. Spakował się. Zeszliśmy na dół powiadomił swojego skrzata by przekazał jego rodzicom że wyjechał razem z nami na wczasy.
Popołudnie miło spędziłam w ogrodzie z Draconem. Ginny i Blaise zamknęli się u niego w pokoju. Nie chcieliśmy im przeszkadzać. Ginny dobrze zrobiła, nie słuchając Seamusa. Chciał ją odzyskać nie dziwie mu się, ale niech nie niszczy innym życia. Gin Wiedziała że tak nie można. Zrozumiała że nie wyszło by jej z nim. Zrozumiała że naprawdę kocha Blaise'a. Tylko szkoda że ciągnęła najpierw grę Seamusa przez prawie 2 miesiące. Nie wiedziała co robi. Drań rzucił na nią Imperius. Nie mogłam uwierzyć że był zdolny posunąć się do czegoś takiego w imię miłości. A ja go uważałam za przyjaciela. Ma szczęście że Ruda na niego nie doniosła. Nie chciała mu spaprać życia. Czternastolatek skazany na dożywocie w Azkabanie za rzucenie zaklęcia Imperius. Chłopak byłby skończony. Blaise się dowiedział o tym że Ginny go zdradzała i w pierwszej chwili się wkurzył, ale gdy się dowiedział że robiła to nieświadomie, bo była pod wpływem Imperiusa rzuconego przez Finegana miał ochotę go zabić. Na szczęście razem z Rudą i Draco go powstrzymaliśmy.
-Miona! - Ktoś mną potrząsnął.
-Co?
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Mówię do ciebie od 15 minut.
-Przepraszam. Zamyśliłam się. Wracajmy do środka. I powtórz mi co mówiłeś.
-Zastanowię się. - Powiedział z zadziornym uśmieszkiem. - Kocham cię Miona.
-Kocham cię Draco. - Złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. - Która jest?
-Dochodzi 20.
-To idziemy coś zjeść, a potem spać. Nie mam zamiaru zaspać.
-Przecież twoi rodzice nie zostawiliby cię samą w domu. - Po chwili ciszy dodał. - Zostawiliby?
-Tak. Zostawiliby.
-Niemożliwe.
-A jednak.
-Znam ich od 14 lat. Nie zrobiliby tego.
-A chcesz się założyć? Chociaż nie. Lepiej nie. Chcę jechać do Włoch z rodziną, nie chcę zaspać.

------------------------------------------------------------------------------------------------------

I mamy kolejny rozdział co myślicie?
Przeczytałeś to skomentuj.

:D

XV

Wracałam właśnie z biblioteki gdy usłyszałam rozmowę nauczycieli która mnie zainteresowała.
-Już jutro drugie zadanie.
-Wiem. Wszystko gotowe?
-Jeszcze nie.
-Jak to jeszcze nie?
-Zostało tylko jedno. Zabrać najdroższe skarby naszym zawodnikom.
-Wiesz już jakie osoby zabierzesz?
-Tak.
Drugie zadanie. Najdroższe skarby. Osoby. Wszystko zaczęło układać się w całość. Szybko pobiegłam do lochów. Wpadłam do dormitorium Dracona jak tornado.
-Draco już wiem!
-Co?
-Zadanie!
-Rozwiązała dalszą część zagadki. - Ucieszył się Markus - Ale ja już nie pamiętam jak brzmiała w całość.
-Oj Markus. Masz szczęście że ją spisaliśmy. Czytaj Miona i tłumacz. - Powiedziała Trudy podając pergamin.
Szukaj nas tam tylko, gdzie słyszysz nasz głos.
Nad wodą nie śpiewamy, taki już nasz los.
A kiedy będziesz szukał, zaśpiewamy tak:
To my mamy to, czego tobie tak brak.

Aby to odzyskać masz tylko godzinę
Której nie przedłużymy choćby i o krztynę.
Po godzinie nadzieję przyjdzie ci porzucić.
A to, czego tak szukasz, nigdy już nie wróci.
A teraz tłumacząc to: Jak usłyszysz ich głos to idziesz w stronę z której dobiegają.
Zadanie jest pod wodą.
Trzeba coś odnaleźć
A odnajdziesz to blisko nich
Godzina czasu na zadanie
Choćby chciały więcej czasu dać nie mogą
Gdy czas dobiegnie końca skończy się zadanie
i już nigdy nie odzyskasz najdroższej, najcenniejszej ci osoby.
-Ty.
-Tak Draco ja.
-Ale jak?
-Nie mam pojęcia. Słyszałam rozmowę nauczycieli. Mówili o drugim zadaniu. Czy wszystko już gotowe? Odpowiedź mnie zamurowała. Trzeba zabrać tylko jeszcze najdroższe osoby zawodników. Ich skarby. - Zapadła cisza.
-Myślisz że inni wiedzą?
-Myślę że nie. Masz  tę przewagę że wiesz jaka jest stawka.
-Nie mogę cię stracić. - Podszedł do mnie i pocałował mnie.
-I nie stracisz. Znajdź mnie. Po prostu odzyskaj.
-Panna Hermiona Zabini, panna Aleksis Odel i pan Markus Higgins! Udacie się ze mną. - Pocałowałam jeszcze raz Dracona i wyszliśmy.
-O co chodzi Profesorze?
-Dyrektor was wzywa. - Nikt już się słowem nie odezwał. Weszliśmy do gabinetu Dyrektora. W środku byli już inni. Był Ron Weasley, Ryan Mins. Była Cho Chang, Katerina Sophie, Gabriel Delacour. Więc my byliśmy ostatni.
-Panie Dryrektorze po co nas pan tu sprowadził o tak późnej porze?
-Jesteście potrzebni do drugiego zadanie.
-Słucham?! -Katherina wrzasnęła.
-Tak panno Sophie. A teraz słuchajcie. - Powiedział Dumbeldore i głos zabrał Minister.
-Słuchaj dzieciaki. W drugim zadaniu zawodnicy Turnieju Trójmagicznego mają za zadanie odnaleźć swój największy skarb, którym jesteście wy. Na to zadanie mają godzinę czasu. Jeśli im się uda wrócicie. A jeśli się nie uda Trytony przemienią was w sobie podobnych. - Głos znowu zabrał Dyrektor.
-Skarbem panicza Malfoy'a jest panna Zabini. Pana Smith'a jest panna Odel. Pana Krum'a jest panna Sophie. Pana Ivanowa jest pan Mins. Panny Fig jest pan Higgins. Panny Delacour jest młodsza panna Delacour. Pana Diggory jest Pani Chang. A Pana Pottera jest Pan Weasley. Która jest godzina panie Filch?
-22:30 Dyrektorze.
-Doskonale. Wypijcie to. - Każdemu z nas podał fiolkę z eliksirem a my od razu wypiliśmy ich zawartość. - To wywar snu pod wodą. Jest niegroźny. Obudzicie się  dopiero gdy zostaniecie wyciągnięci z wody. Eliksir działa 12 godzin. Jeśli czas minie obudzicie się pod wodą. Macie małe szanse by przeżyć.
-Pocieszające, - Powiedział Ron.
-A teraz nad jezioro szybko, póki eliksir jeszcze nie zaczął działać i pod wodę. - Ruszyliśmy wszyscy szybko w stronę jeziora. Gdy tylko tam dotarliśmy do każdej osoby została przywiązana lina, której drugi koniec przywiązany był do dużego kamienia. Czułam że eliksir zaczyna działać. Oczy mi się kleiły. Nim jednak zasnęłam zostałam podniesiona do góry, a po chwili czułam że coś ciągnie mnie na dno jeziora. Po chwili już byłam nieprzytomna.

************

Dzisiaj na śniadaniu panował harmider. Każdy był podekscytowany że już dzisiaj odbywa się drugie zadanie. Po śniadaniu wszyscy udali się do łodzi i popłynęli na  trybuny. Zawodnicy stanęli na wyznaczonych miejscach. O 9:25 Dyrektor zabrał głos.
-Witam na drugim etapie Turnieju. Poprzedniej nocy każdemu z zawodników coś ukradziono. Coś bardzo cennego. Te drogie ich sercu rzeczy spoczywają teraz na dnie jeziora. Każdy z zawodników musi odzyskać swój skarb i bezpiecznie powrócić na powierzchnię. Pamiętajcie o jednym. Zawodnicy mają na to zadanie godzinę. Nie więcej. Po upływie tego czasu skarb przepadnie. Po usłyszeniu wystrzału możecie zaczynać. - Filch odpalił armatę a zawodnicy wskoczyli do jeziora.

************

Gdy usłyszałem wystrzał wskoczyłem do wody rzucając zaklęcie Bąblogłowy, by móc oddychać pod wodą. Ruszyłem od razu do przodu, a później w dół skarpy na dno jeziora. W pewnym momencie usłyszałem śpiew taki sam który wydobył się z jaja. Szybko popłynąłem w stronę z której ten śpiew dochodził. Wpłynąłem między glony gdzie widziałem Druzgodki. Przegoniłem je ratując siebie i Fleur która była gdzieś obok mnie. Skinęła mi głową w podziękowaniu. Ja się tylko uśmiechnąłem. Płynąłem dalej aż wypłynąłem z tamtego miejsca w pewnym momencie usłyszałem wielkie poruszenie w tych glonach, znaczyło to że Fleur jednak dopadły Druzgotki. Po chwili wielkim echem, ale przytłumionym głosem dało się słyszeć Dyrektora. Że Fleur musiała przerwać zadanie a kontynuacja go nie wchodzi w grę. W oddali zauważyłem 8 postaci, 6 w czarnych szatach, 1 w niebieskim mundurku i 1 w brązowej szacie swojej szkoły. Widziałem również że w okolicy pływa pełno Trytonów. Podpłynąłem szybko do mojej ukochanej. Przerwałem linę zaklęciem już chciałem płynąc, ale rozejrzałem się dookoła. W tej chwili żadnych Trytonów nie widziałem. Nie zważając na nic szybko rozwiązałem siostrę Fleur i z obiema dziewczynami wypłynąłem na powierzchnie. Na szczęście nie zostałem złapany ani przez Trytony ani przez Druzgotki. Gdy tylko je wynurzyłem z  pod wody obie złapały oddech i zaczęliśmy w trójkę płynąć w stronę podestu. Fleur podbiegła szybko do nas gdy tylko zauważyła swoją młodszą siostrę. Gdy ja już stanąłem na podeście Fleur podeszła do mnie.
-Dziękuję Draco. Pierw uratowałeś mnie, a później moją młodszą siostrzyczkę mimo że wcale nie musiałeś. Dziękuję.
-Niema sprawy Fleur. Zrobiłabyś pewnie to samo. - Powiedziałem uśmiechając się. Ona również się uśmiechnęła.
-Jeszcze raz dziękuję. - Powiedziała i ucałowała mnie w policzek. W tym momencie podbiegli do nas nasi przyjaciele.
-Brat nic ci nie jest?! - Trudy rzuciła mi się na szyję
-Nie, ale za chwile mnie udusisz.
-Przepraszam. Martwiłam się.
-Uratowałeś dwie osoby. Jakie poświęceni.
-Nie nabijaj się Blaise. - Upomniała go Ginny.
-Prawda. Było wielkie ryzyko że złapią mnie Trytony. Jaki czas?
-35 minut. Wykonałeś to zadanie w 35 minut. - W 45 minucie wynurzył się Ian. W 48 Elizabeth. w 52 Kain. W 54 Cedrik. W 57 Potter. W 59 Krum.
-Więc tak przedstawia się tabela wyników. Pan Malfoy pierwsze miejsce. Pan Smith drugie miejsce. Panna Fig trzecie miejsce. Pan Ivanow czwarte miejsce. Piąte miejsce pan Diggory. Szóste miejsce pan Potter. Siódme miejsce pan Krum. I ósme miejsce panna Delacour. A teraz wszyscy wracamy do zamku.

************

Gdy tylko znaleźliśmy się w Salonie Wspólnym wszyscy Ślizgoni zaczęli wiwatować na moją cześć i Iana. Znowu jako pierwsi.
-Przyszły Mistrz Turnieju Trójmagicznego jest wśród nas. Albo wygra Draco albo Ian.
-Masz rację Kris. Jeden z nas będzie zwycięzcom.
-Niech wygra lepszy. - Powiedziałem.
-Niech wygra lepszy.
-Wasze zdrowie chłopaki! - Cody mówiąc to podał nam szklanki z Ognistą. I tak rozpoczęła się kolejna impreza w domu węża.

************

Następnego dnia przy śniadaniu Dyrektor Hogwartu ogłosił że zeszłej nocy Bartemiusza Croucha umarł, a jego miejsce zajmie Korneliusz Knot. Uczniowie nie zastanawiali się nad okolicznościami śmierci. Wszyscy uznali że zmarł ze starości lub za bardzo przeżywał Turniej i jego serce nie wytrzymało. Uważali tak wszyscy, prócz dwóch wścibskich Gryfonów. Harry i Ron twierdzili że został zamordowany. Lecz nikt nie chciał w to wierzyć. Czemu ktoś miałby zabijać Ministra na terenie Hogwartu. Nikt z tu obecnych nie miał przeciwko niemu nic do zarzucenia. Był sprawiedliwym sędzią i dobrym nadzorcom by Turniej przebiegał zgodnie z zasadami.

************

Dni mijały spokojnie. Uczniowie uczyli się. Spędzali dużo czasu z uczniami z innych szkół. Było miło i przyjemnie. Pogoda zaczęła się zmieniać. Zima się kończyła. Znikał mróz. Zaczynała się wiosna. Uczniowie więcej czasu spędzali na błoniach Hogwartu, oraz na dziedzińcu. Słonce znowu grzało i można było pożegnać się z szalikami, czapkami i ciepłymi zimowymi ciuchami. Dni były coraz dłuższe. Noce stawały się krótsze. Aż w końcu nadszedł czerwiec. I czas na ostatnie zadanie zbliżał się szybko. Kolejny Rok Szkolny w Hogwarcie dobiegł końca uroczyste zakończenie odbyło się 23 czerwca, ale uczniowie jeszcze nie wybierali się do domu. Dzisiaj 24 czerwca nie byli na peronie w Hogsmeade. Ani nie siedzieli w pociągu. Siedzieli na trybunach przed ogromnym i niebezpiecznym Labiryntem w którym to odbyć ma się ostatnie zadanie. Właśnie zaczęła grać orkiestra a uczestnicy wyszli przed trybuny.
-Cisza! - Dumbeldore zabrał głos. Wszyscy ucichli i zajęli swoje miejsca.

************

-Dzisiaj Profesor Moody ukrył Puchar w samym środku labiryntu. I tylko on wie gdzie go znaleźć. Jako że Pan Malfoy, Pan Smith, Panna Fig i Pan Ivanow drugie zadanie wykonali najszybciej, oni jako pierwsi wejdą do labiryntu. Następnie Pan Diggory, Pan Potter, Pan Krum i Panna Delacour. Kto pierwszy dotknie Pucharu będzie zwycięzcą! Personel szkoły będzie patrolował obrzeża labiryntu. Więc jeżeli któryś z zawodników będzie chciał się wycofać w trakcie, wystarczy że zasygnalizują to za pomocą różdżki. Zawodnicy do mnie! Szybko! - Wszyscy podeszliśmy do Dyrektora, a ten zaczął mówić przyciszonym głosem tak by tylko nasza ósemka mogła go usłyszeć. - W labiryncie nie będzie smoków, ani morskich stworzeń. Ale jest tam coś jeszcze bardziej groźniejszego. Labirynt odmienia ludzką duszę. Postarajcie się odnaleźć Puchar, lecz zważcie przy tym by nie zatracić tam samych siebie. Zawodnicy przygotować się! - Odszedł od nas, a my zajęliśmy swoje miejsca. Uczniowie na trybunach wstali i zaczęli bić brawo, a orkiestra znowu zaczęła grać w chwili gdy woźny odpalił armatę. Powoli wchodziłem w głąb labiryntu. Ten zamknął się za mną, a wokół mnie zapanowała ciemność.
-Lumos. -Powiedziałem a z mojej różdżki zaczęło wydobywać się światło. Krążyłem po labiryncie. Słyszałem krzyki i rzucane zaklęcia. Ktoś chciał za wszelką cenę wygrać, na siłę uśmiercając inną osobę. Puchar widziałem już kilka razy, ale na drodze pokazywały się przeszkody. To labirynt przede mną zaczął się zamykać zmuszając mnie do ucieczki. Innym razem na drodze pokazała mi się mgła, zatrzymująca, więc musiałem wybrać inną ścieżkę. W pewnym momencie mignęły  mi dwie postacie próbujące przegonić się wzajemnie. Jedną z nich był Potter. Drugą chyba Cedrik. Ruszyłem ostrożnie za nimi. Zauważyłem w oddali Puchar, a blisko siebie Cedrika oplątanego diabelnymi sidłami i Pottera ratującego go z nich. Gdy Cedrik wyplątał się już z sideł oboje ruszyli w stronę Pucharu, a ja zaraz za nimi. Nie zauważyli mnie lepiej dla mnie. Zatrzymali się właśnie przed nim.
-Bierz go uratowałeś mnie! No już!
-Razem! Raz! Dwa! Trzy! - Obaj złapali Puchar i zniknęli, lecz Puchar został. Przypomniałem sobie słowa ojca. Szybko podbiegłem do Pucharu łapiąc go w ostatniej chwili za nim ściany labiryntu zamknęły by mnie w pułapce. A w następnej słyszałem już wiwatowanie i orkiestrę grającą wesoło na moją cześć. Na ławie zawodników siedzieli Fleur, Kain i Viktor, którzy odpadli podczas gonitwy za Pucharem.
-Gratulację Panie Malfoy. Jest Pan Zwycięzcą Turnieju Trójmagicznego. - Korneliusz Knot złapał moją rękę i uniósł do góry. Zawodnicy podeszli do mnie i zaczęli gratulować. Po chwili publiczność zeszła z Trybun ciesząc się że Zwyciężyłem. Podnieśli mnie do góry i wynieśli z miejsca trzeciego zadania. Usłyszałem jeszcze jak Dumbeldore powiedział.
-W labiryncie zostało jeszcze dwoje uczestników trzeba ich odnaleźć.

************

W TYM SAMYM CZASIE NA CMENTARZU W LITTLE HANGLETON

Harry Potter i Cedrik Diggory po złapaniu Pucharu znaleźli się na cmentarzu. Harry dobrze znał ten cmentarz ze snów.
-Gdzie jest Puchar? - Spytał Cedrik. - Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-Daleko od domu. - Odpowiedział ktoś za ich plecami. Z pewnej krypty zaczął wychodzić Peter Pettigrew niosąc coś na rękach.
-Kim jesteś? - Spytał Cedrik.
-To Peter Pettigrew. - Powiedział ze złością Harry.
-Jak? Przecież on nie żyje zamordował go 13 lat temu Syriusz Black.
-Syriusz nikogo nie zabił! Prawda jest zupełnie inna. Syriusz był przyjacielem moich rodziców. A on! - Wskazał palcem na Glizdogona. - On wydał moich rodziców Voldemortowi! To przez niego nie żyją! Jest zwykłym tchórzem! Odciął sobie palec by wszyscy myśleli że nie żyje. A następnie zmienił się w szczura. Przez wiele lat mieszkał u rodziny Weasley'ów jako szczur domowy. Ale w zeszłym roku dowiedziałem się prawdy. Że Syriusz był niewinny. Przesiedział 12 lat w Azkabanie za nic! A prawdziwym winowajcą jest on!
-Masz rację Harry. To nie Syriusz mi wydał twoich rodziców a Peter. - Odezwał się głos dochodzący z zawiniętego koca trzymającego przez Glizdogona.
-Cedrik, uciekaj.
-Co?
-No już!
-Nie zostawię cię samego!
-Musisz uciekaj!
-Nie, Harry!
-Pozbądź się nie potrzebnego! - Odezwał się znowu ten głos.
-Avada Kedavra - rzucił Peter
-Nie Cedrik! - Harry podbiegł szybko odpychając go na bok. Na szczęście oboje uniknęli zaklęcia uśmiercającego.
-Tak bardzo chcesz Harry, by twój przyjaciel to oglądał niema sprawy. Glizdogon!
-Petrificus totalus! - Cedrik znieruchomiał. Następnie Pettigrew za pomocą Imperio przesunął Pottera na pomnik Toma Riddla. Anioł Śmierci zdobiący również ten pomnik ożył i przytrzymał Pottera.
-Prędko! Teraz! - zawołał znów ten głos. Glizdogon rozwinął koc nad kotłem a do środka wpadło coś okropnie wyglądającego. Potter podejrzewał kto to jest.
-Kości twego Ojca, dane nieświadomie. - Powiedział Glizdogon przywołując kość z grobu Thomasa Riddla. Następnie przesunął ją nad kocioł. Ta się podpaliła i wpadła do niego. - Ręka sługi z chęcią poświęcona. - Powiedział i odciął sobie prawą dłoń. - I krew twego wroga brutalnie odebrana. - Powiedział rozcinając rękaw Pottera i rozcinając nadgarstek. Następnie kilka kropel krwi z noża przelał do kotła. - Czarny Pan odrodzi się na nowo. - Powiedziawszy to oddalił się. a kocioł wraz z zawartością zaczął przeobrażać się, by przyjąć kształt Lorda Voldemorta. Podszedł on do Petera i powiedział.
-Moja różdżka Glizdogonie. - Ten podał mu jego różdżkę. - Wyciągnij rękę.
-Panine. Dziękuję ci... - zaczął podnosić rękę której pozbawił się dłoni.
-Drugą rękę Glizdogonie. - Podniósł on drugą rękę a Czarny Pan, przyłożył różdżkę do jego znaku Śmierciożercy znajdującego się nad nadgarstkiem lewej ręki. Po chwili na cmentarzu pojawili się inni Śmierciożercy.
-Witajcie przyjaciele. Minęło 13 lat. A mimo to stoicie tu przede mną, jakby to było zaledwie wczoraj. Przyznaję jednak że jestem rozczarowany. Żaden z was nie próbował mnie odnaleźć. Crabbe! Macnair! Goyle! Nott! A nawet ty Lucjuszu.
-Panie czekałem na twoje skinienie, szept lub znak. Ale jednak pomogłem. Doprowadziłem ci bezpiecznie chłopaka. - Szepnął tak by tylko Czarny Pan mógł go usłyszeć.
-Ah tak. Ale to nie zmienia faktu że, mnie nie szukałeś, a były znaki i nawet więcej niż szepty.
-Panie nigdy nie zszedłem z dawne drogi. To oblicze musiałem prezentować każdego dnia podczas twojej nieobecności. Lecz to tylko maska. - Lucjusz Malfoy zakończył swoją wypowiedź.
-Ja wróciłem. - Powiedział Glizdogon. A Voldemort podszedł do niego.
-Ze strachu, nie z lojalności. A jednak okazałeś się przydatny w ostatnich miesiącach Glizdogonie. - Powiedział i wyczarował mu sztuczną prawą dłoń.
-Dziękuję Panie. Dziękuję.
-Co by tu z tobą zrobić chłopcze? - Stanął nad Cedrikiem.
-Nie dotykaj go!
-Ah Harry prawie zapomniałem że tu z nami jesteś. Stoisz na prochach mego ojca. Przedstawiłbym cię, ale podobno jesteś tak sławny jak ja kiedyś. Chłopiec który przeżył. Kłamstwa owiały twoją legendę. Chcesz wiedzieć co tak naprawdę miało miejsce 13 lat temu? Mam wyjawić w jaki sposób straciłem moc? Przez miłość. Kiedy miła, słodka Lily Potter oddała życie by ratować swojego jedynego syna, zapewniła mu tarczę ochronną, której nie mogłem przebić. To była prastara magia. Powinienem był to przewidzieć. Ale nieważne, nieważne. Wiele się pozmieniało. Dzisiaj mogę cię dotknąć. - Powiedział przykładając palec do blizny Pottera a ten zaczął zwijać się z bólu. - Zawdzięczam to paru kroplom twojej krwi. Weź różdżkę Potter! - Krzyknął a posąg wypuścił Pottera z uwięzi, a ten upadł na ziemie. Nagle Cedrik zaczął odzyskiwać przytomność. Voldemort nie zwracając uwagi na Pottera rzucił zaklęcie w jego przyjaciela. - Avada Kedavra! - Cedrik padł martwy na ziemie - Powiedziałem weź ją! No już! - Harry sięgnął po swoją różdżkę. - Uczyli cię pojedynków prawda? Najpierw trzeba się ukłonić. - Powiedział samemu się kłaniając. - Gdzie twoje maniery. Dumbeldore by ci tego nigdy nie wybaczył. Powiedziałem ukłoń się! - Powiedział rzucając w niego Imperio. - Tak lepiej Harry. A teraz Crucio! -Potter zaczął zwijać się z bólu. - Crucio! - Odwołał zaklęcie. - Dobry chłopczyk Harry. Rodzice byliby z ciebie dumni. Zwłaszcza twoja szlamowata matka.
-Expeliar... - Potter nie zdążył rzucić zaklęcia gdyż został poczęstowany kolejnymi torturami przez Czarnego Pana.
-Zabiję cię Harry Potterze. Zniszczę cię. Po tym nikt nie podda w wątpliwość mojej mocy. Po tobie zaś zostanie tylko wspomnienie o tym, jak błagałeś mnie o śmierć. A ja jako miłościwy Pan zlitowałem się nad tobą i zabiłem cię. Wstawaj! - Powiedział i za pomocą magii podciągnął go do góry. Harry schował się za jakimś większym nagrobkiem. - Nie odwracaj się do mnie plecami Harry! Chcę żebyś patrzył na mnie kiedy będę cię zabijać. Chcę widzieć jak gasną twoje oczy!
-Jak sobie życzysz. Expelliarmus!
-Avada Kedavra! - Dwa promienie zaklęć połączyły się i walczyły o dominację by pokonać tego drugiego. - Nie ruszać się! Sam go wykończę! Jest mój! - Nagle z różdżki Czarnego Pana zaczęły wydobywać się jego ostatnie ofiary. Cedrik, mugolski dozorca i jego rodzice. Tak zwane Priori Incantatem zjawisko występujące, gdy dwie różdżki o bliźniaczych rdzeniach zmuszone do zabicia właściciela "siostry" odmawiają posłuszeństwa.
-Harry kiedy połączenie zostanie zerwane schowaj się i deportuj. - Powiedział jego ojciec. - Damy ci trochę czasu, ale tylko chwile. Rozumiesz?
-Harry zabierz proszę moje ciało. Oddaj je mojemu ojcu. - Powiedział Cedrik.
-Puść. Kochanie jesteś gotowy. Puść! - Harry zerwał połączenie, podbiegł do martwego ciała przyjaciela i deportował się. Nie wiedział jednak że z tego cmentarza nie można się deportować z taką łatwością, gdyż jest on przeklęty. Harry teleportując się deportował się w sam środek labiryntu zapominając całkowicie i nieodwracalnie o zdarzeniach z tamtego cmentarza. Będzie pamiętał tylko jak razem z Cedrikiem biegli i nagle pustka, ciemność. Zemdlał. A gdy się ocknął Cedrik był martwy a on rzucił zaklęcie Periculum, by nauczyciele ich stamtąd zabrali.

************

Siedzieliśmy wszyscy na Wielkiej Sali i bawiliśmy w najlepsze. Po 10 minutach dołączył do nas Ian, a po kolejnych 5 minutach Elizabeth. Wszyscy świętowaliśmy. Piliśmy i tańczyliśmy. Na zamku w tej chwili nie było żadnego belfra. Wszyscy byli koło labiryntu i czekali aż Potter i Diggory wyjdą z labiryntu. Nie wiem co im się stało. Nie wiem o co chodziło ojcu. O północy wszyscy opuszczaliśmy Salę. Razem z przyjaciółmi przeszliśmy się korytarzem z wystawą. Tam na półce już znajdowała się miniaturka mojego Pucharu Turnieju Trójmagicznego z wyrytym moim nazwiskiem i rokiem zwycięstwa. Obok widniało moje zdjęcie z Pucharem oraz drugie przedstawiające mnie z przyjaciółmi. Na tej samej półce również widniały 3 zdjęcia z pierwszego zadania i 3 zdjęcia z drugiego zadania. Stało również zdjęcie moje z Hermioną z Balu Maskowego. Stały też 4 zdjęcia moje i Miony z Balu Bożonarodzeniowego. Miniaturka Pucharu Króla Balu i zdjęcie mnie jako Króla i Miony jako Królowej. Oraz 2 zdjęcia mnie z moją dziewczyną z Balu Noworocznego. Były to wspaniałe pamiątki dla tej szkoły. Następnie wszyscy udaliśmy się do lochów.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

*Peter Pettigrew i Glizdogon to ta sama osoba. Czarny Pan i wszyscy inni wołają na niego Glizdogon. Mało kto wie jakie jest jego prawdziwe imię i nazwisko.


I jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba taki rozwój wydarzeń?

Daj komentarz

Daj komentarz
Przeczytałeś rozdział? Super cieszę się. Zostaw komentarz a Draco i Hermiona też się ucieszą :)