-Kochanie dojechaliśmy. - Odezwała się Synthia. Jakoś tak dziwnie żebym mówiła jej mamo pomyślałam. Zobaczyłam że wjeżdżamy właśnie przez bramę na posiadłość. Jechaliśmy powoli pięknym tunelem drzew. Gdy z niego wyjechaliśmy samochód zaparkował przed pięknym dworem. Otworzyłam drzwi i wysiadłam z samochodu, byłam urzeczona tym widokiem. Jeśli dom tak zachwycał z zewnątrz byłam jeszcze bardziej ciekawa jak wygląda od środka. Bałam się tylko jednego. Tam jest Blaise, Calum i Meredith. Oraz bardzo możliwe że w najbliższych dniach zjawi się Draco i Markus. Oraz możliwe że zjawią się ich siostry Trudy i Perrie. Oni mnie przecież nienawidzą. A teraz co? Mam z nimi zamieszkać pod jednym dachem oraz z ich przyjaciółmi w wakacje. To będzie straszne. To będą moje najgorsze wakacje, a miały być najlepszymi. Miałam je spędzić z Ginny, Ronem, Harry'm, Seamusem, Luną, Nevilem i Fredem i George'm. A tymczasem muszę je spędzić ze swoimi wrogami. W jednej chwili mój zachwyt i podniecenie zamieniły się w strach co zauważył Urlich.
-Nie bój się moje dziecko. Niema czego. - Spojrzałam na niego lekko zszokowana.
-Niema czego? Przecież Blaise i reszta mnie nienawidzi. Jestem nic nie wartą mugolaczką, szlamą.
-Nie, nie jesteś. Przez te trzy lata owszem byłaś za takową uważana. Ale teraz ty jak i inni poznali prawdę. Jesteś pełnoprawną, czysto krwistą, czarownicą arystokratką wywodzącą się z jednej z najstarszych rodzin czarodziejskich.
-A czy to znaczy ... - Nie dane mi było dokończyć, ponieważ Synthia postanowiła mi przerwać.
-To znaczy, że twoim życiem żądzą teraz takie same prawa jak Blaise'a, Calum'a, Meredith a nawet Dracona, Trudy, Markusa i Perrie i innych dzieci arystokrackich rodzin.
-Już nikt niema prawa Cię wyzywać, bo jesteś taka sama jak inni. - Dopowiedział tata.
-Zostaje tylko sprawa nowych kolegów i koleżanek. - Powiedziała moja mama.
-Co?
-No, wiesz od zarania dziejów cała nasza rodzina trafia zawsze do Slytherinu. Załatwimy ci to. Prawdopodobnie Dumbeldore będzie kazał ci drugi raz Tiarę Przydziału założyć, ta wiedząc jakie zmiany zaszły w twoim życiu zmieni ci dom.
-Ale tam mnie wszyscy nienawidzą. - Powiedziałam lekko podłamana tą nowiną.
-Już o to się nie martw. Tym załatwi się twoje rodzeństwo by cię tam dobrze przyjęli i traktowali. - Nie powiem to co mi matka powiedziała trochę mną wstrząsnęło. Ale może naprawdę nie mam się czego obawiać w końcu jestem czystej krwi. Jestem arystokratką wywodzącą się jak to powiedział ojciec z jednej z najstarszej rodziny czarodziejskiej.
-Będzie dobrze.- Powiedział tata.
-Miejmy nadzieję. - Odpowiedziałam cicho. Ale oni i tak to usłyszeli. Uśmiechnęli się do mnie. Matka stanęła po mojej prawej, a ojciec po lewej stronie. I w trójkę zmierzaliśmy do wejścia. Urlich otworzył je i przepuścił swoją żonę i mnie a sam wszedł ostatni. Czyli arystokraci jednak mają trochę kultury. Dobrze wiedzieć. Jak tylko weszliśmy na holu pojawiły się domowe skrzaty.
- To jest Lux, Lulu, Lotin, Błyskawica, Płomyk, Piorun i Perełka. Nasze skrzaty. Zrobią wszystko co im karzesz. Płomyk jest do twojej dyspozycji.
-Dobrze, dziękuję.
-Dzieci w domu? - Spytał tata Lotina.
- Tak, wszyscy. Cała czwórka. - Zdziwiłam się na odpowiedź Lotina
-Czwórka?
-Pewnie Lenka już przybyła.
-Niech się wszyscy zjawią w salonie jak najszybciej.
-Tak Panie. - Odpowiedzieli równo Lux, Piorun, Perełka i Lotin.
-Chodźmy. - Powiedział tata.Zaczął iść prosto od wyjścia w głąb domu ruszyłam za nim a zaraz za mną Synthia, znaczy mama. Po chwili skręciliśmy w lewo a następnie ojciec zniknął za drzwiami po prawej stronie.
-Poczekaj tutaj na odpowiedni moment. Najpierw my z nimi porozmawiamy a potem ty wejdziesz. Jak będziesz tu stać to wszystko będziesz słyszała.. - Powiedziała matka po czym również weszła do pomieszczenia. Ja stanęłam pod ścianą zaraz obok drzwi opierając się o nią. I czekałam Słuchałam i czekałam.
*********
Lux nagle zjawiła się w moim pokoju. Co znaczyło że pewnie rodzice wrócili. Spojrzałem na zegar była 23:20.
-Lux przeprasza że Paniczowi przerywa. Ale Pan domu przysyła Lux by powiadomiła Panicza że prosi Ciebie on do salonu.
-Dziękuję Lux. - Powiedziałem i teleportowałem się na kanapę w salonie, nie fatygując się schodzeniem po schodach. Po chwili zjawili się Calum Meredith i Lena. A po krótkiej chwili do salonu wszedł ojciec, a po chwili matka. Było słychać jakby z kimś rozmawiała, ale nie zagłębiałem się w to, ponieważ jak tylko matka weszła do salonu ojciec zaczął mówić.
-Dzisiaj rano dostaliście listy od nas prawda? Pisaliśmy że szukamy naszej zaginionej przed laty córki, bliźniaczki Blaise'a. Otóż dzisiaj ją odnaleźliśmy, wszystko się zgadza. Chcielibyśmy byście dobrze ją przyjęli. I nie patrzcie na jej przeszłość bo żyła ona całe życie w kłamstwie. Jest taka sama jak wy i oczekujemy z matką że nie będziecie taktować jej gorzej i pomożecie odnaleźć się w jej nowym życiu. A oto ona. - Powiedział ojciec i wskazał drzwi. Wszyscy spojrzeliśmy w ich kierunku. Przez dłuższy czas nic się nie działo. Nie dziwie się jej sam bym się bał. A już po chwili dało się słychać hałas. Jakby ktoś odpychał się od ściany, ciężko wzdychał i chwycił za klamkę. I znów nic. Cisza. Po jakiejś minucie drzwi zaczęły się lekko i powoli otwierać. W końcu zostały otwarte na oścież a w nich stała dziewczyna. Nie było by to dziwne, ale stała tam Granger. Co ona tu robi? Dopiero po chwili zrozumiałem.Więc to moja siostra. Ale to szlama, nie, nie, czekaj, wróć. Nie jest szlamą. Jest czystej krwi. Jest arystokratką. Jest Zabini. Moją siostrą. Moją bliźniaczką. Wstałem z kanapy i podszedłem do niej. Widziałem jak się lekko przestraszyła i spięła ale próbowała tego nie okazać. Jak szedłem usłyszałem ciche "Blaise" z lewej strony z ust matki. Podszedłem do niej i zrobiłem coś czego nikt w życiu by się po mnie nie spodziewał. Ale czułem że tak trzeba. W końcu od wielu lat rodzice nam mówili że szukaja mojej bliźniaczki. Że wiedzą że gdzieś tam jest i kiedyś w końcu sprowadzą ją do domu.
-Witaj w domu siostra. - Powiedziałem i ją przytuliłem. Była w niemałym szoku ale po chwili odwzajemniła uścisk. Gdy się od niej odsuwałem zauważyłem uśmiech na jej ustach. Nie spodziewała się tego po mnie. Myślała że zacznę ją przezywać. Ale jak bym mógł skoro to nie była prawda.
-Cześć Blaise - odpowiedziała gdy już ją wypuściłem z uścisku. Widziałem że moje rodzeństwo i kuzynka są w takim szoku że nie ruszą się, ani nie odezwą, więc sam postanowiłem ich sobie przedstawić.
-Hermiono - Pierwszy raz powiedziałem jej imię na głos. - To jest Meredith i Calum nasz starsze rodzeństwo. A to jest Lena nasza kuzynka z Hiszpanii. - Powiedziałem.
-Cześć - Powiedziała nieśmiało. Bała się, wciąż się bała że ją zaatakujemy. Nie dziwię się jej naprawdę.
-Cześć.
-Witaj w naszym domu.
-Super że w końcu jesteś. - Lena była najbardziej uradowana.
Dało się słyszeć trzy różne zdania w tym samym czasie. Było to śmieszne i całą siódemką wybuchnęliśmy śmiechem. Zauważyłem nawet jak Lulu i Płomyk potajemnie się śmieją.
-Jedliście kolację? - spytała matka.
-Nie - odpowiedzieliśmy w czwórkę.
-Dobrze więc chodźmy do kuchni.
*********
Naprawdę nie spodziewałam się takiej reakcji ze strony Blaise'a jak gdyby nigdy nic wstał i podszedł do mnie i mnie przytulił i ładnie powitał. Nazwał siostrą i pierwszy raz w życiu wypowiedział moje imię. A myślałam że wstał by powiedzieć mi że nigdy nie będzie widział we mnie swojej siostry. Jak bardzo się myliłam. Jego rodzeństwo, nie wróć, nasze rodzeństwo i kuzynka również miło mnie powitali. Wyszliśmy właśnie z salonu i weszliśmy do pomieszczenia znajdującego się na przeciwko salonu. Kuchnia była równie ogromna jak i salon w którym przed chwilą byłam, aczkolwiek salon był i tak znacznie większy. Usiedliśmy do stołu. Z mojej prawej strony usiadła Lena a z lewej Blaise, na przeciwko nas usiadła Meredith, Calum i rodzice. Do stołu podeszła Błyskawica, Lotin i Płomyk którzy na stole wyczarowali nam piękną kolację.
-Płomyku mógłbyś zanieść rzeczy Hermiony do jej pokoju?
-Tak Pani.
-Błyskawico pomóż mu.
-Tak Panie.
-Dobrze. A teraz jedzmy. Smacznego. I - Tata wzniósł do góry kieliszek wina. - wznieśmy toast za naszą Hermionę. Cudownie jest mieć cię znowu w domu. Po tylu latach.
-Za Hermionę. - Usłyszałam pięć głosów jednocześnie po czym cała szóstka upiła łyka z kieliszków. Ja się uśmiechnęłam i również napiłam. Kolacja minęła na wspólnych rozmowach. Calum mówił że szybo zleciało mu te pięć lat nauki. Teraz czeka go szósta klasa podobno najgorsza. Meredith natomiast uważa że jej te cztery lata się dłużyły i że to piąta klasa jest najgorszą. Kłócili się dobre 15 minut. Po czym równo stwierdzili że tak samo piąta jak i szósta klasa są najcięższe.Później każdy po kolei opowiadał jak mu ten rok nauki minął. Najpierw wypowiadała się Meredith która swoją wypowiedź przeciągnęła do 45 minut. Calum opowiedział w 20 minut może trochę dłużej. Blaise streścił się w 10 minutach bo nie chciał opowiadać jak to przez cały rok mi dokuczał z kolegami. Ja również uwinęłam się w 10 minut z tego samego powodu.Po co rozdrapywać stare rany. Co było minęło. Już tego nie cofniemy ani nie naprawimy. Nic nie da się zmienić jeśli o to chodzi. Lena rozgadała się na półtorej godziny. Dowiedziałam się że chodzi do Beauxbatons. I że jest w naszym wieku. Nie dziwię się że tyle czasu opowiadała ostatni raz widzieli się w zeszłe wakacje. Gdy skończyliśmy nasze pogaduszki okazało się że skrzaty już dawno posprzątały po kolacji i tylko dolewali nam to herbaty, to wina to soku z dyni. Było miło naprawdę miło. Nie spodziewałam się tego. Gdy spojrzałam na zegarek z wielkim szokiem stwierdziłam że jest 2:38. W moim dawnym życiu nie wyobrażałam sobie nawet żeby o tej godzinie nie spać a w najlepsze rozmawiać z rodziną.
-Dobra dzieciaki pora spać. - Powiedziała mama. - Hermiono chodź oprowadzę cię jeszcze.
-Nie ja to zrobię. - Usłyszałam Blaise'a.
-Dobrze. O Merlinie już 2:40. Urlichu pamiętasz że jutro, a raczej dzisiaj mamy spotkanie o 8?
-Tak.
-Lepiej poproś Lotina żeby nas obudził. Ja idę wziąć prysznic. - Jak powiedziała tak zrobiła. A tata przysłał do siebie Lotina i powiedział zepewne to co mu powiedziała żona. Niestety ja już tego nie słyszałam bo razem z Blaise'm wyszliśmy z kuchni. Udaliśmy się w stronę z której szłam tu z rodzicami minęliśmy wyjście i poszliśmy dalej. - Tu jest pokój rodziców. - Wskazał na jedne z drzwi. Po czym po kolei wskazywał następne które mijaliśmy. - Gdy przychodzą do nas w odwiedziny to Państwo Malfoy'owie śpią tu, Higginsowie tutaj, ciotka z wujem czyli rodzice Leny tutaj. A tutaj są jeszcze trzy dodatkowe sypialnie. - Wskazał i wróciliśmy się do wyjścia frontowego gdzie skręciliśmy w prawo. Czyli drzwi frontowe mieliśmy za sobą. - Tu jest piwnica, a tu gabinet ojca. A teraz na górę. - Weszliśmy po schodach na górę a Blaise wskazywał po kolei pokoje . - Tu jest pokój Meredith, Calum'a ,tu są cztery wolne pokoje jakbyśmy chcieli kogoś zaprosić oprócz tych którzy już od dawna regularnie nas odwiedzają i mają przypisane sobie pokoje. Z drugiej strony jest pokój Markusa, mój, Dracona, Leny, twój, Trudy i Nikolasa. - Powiedział uśmiechając się
-Nikolasa? Kto to?
-Kuzyn Draco i Trudy.
-Aha.
-Merry i Cal już pewnie śpią. Do Leny lepiej też już nie wchodźmy. Chcesz zobaczyć mój pokój?
-Z chęcią. - Powiedziałam z uśmiechem. Weszliśmy do jego pokoju był dopasowany typowo do Ślizgona. W barwie zielonej, czarnej, srebrnej, złotej i białej. Nie mogło oczywiście zabraknąć Herbu Slytherinu. Duże dwuosobowe łóżko, dwie szafki nocne, na jednej lampka, kominek a wokół niego cztery fotele i dwie kanapy w czarnych kolorach a na nich poduszki zielone i białe w środku tego kręgu stał okrągły stół. Zaraz obok kominka był barek i regał z książkami. Pod oknem stało biurko i komoda. Na przeciwko łóżka na ścianie wisiał telewizor a pod nim stał mały stoliczek z jak przypuszczałam typowo mugolskimi urządzeniami typu dvd, x-box, playstation i jeszcze parę innych oraz radio. Zauważyłam także dwie pary drzwi jedne zaraz za regałem z książkami a drugie na sąsiadującej ścianie. Podejrzewam że za jednymi znajduje się garderoba a za drugimi łazienka.
-Teraz twój. Sam jestem ciekaw jak wygląda. Rodzice sami ci go urządzili. - Wyszliśmy z jego pokoju i weszliśmy do mojego. Był taki sam. Identyczny. Bliźniaczy. Tak jak my. - No proszę. Zaskoczyli mnie tym. - Pierwszy z szoku wyrwał się Blaise. - Nasze pokoje są identyczne.
-Bliźniacze. - Powiedziałam.
-Tak jak my. - Uśmiechnął się
-Tak jak my. - Powtórzyłam i również się uśmiechnęłam.
-Dobra to ja cię zostawiam. Do jutra siostra. - Powiedział i mnie przytulił.
-Do jutra. - Powiedziałam i cicho dodając. - Brat. - Ale usłyszał bo się uśmiechnął. Podeszłam do jednych z drzwi i znalazłam się w mojej garderobie była ogromna i po brzegi upchana w ciuchy, zauważyłam również że moje torby i kufry stoją puste, a moje ubrania wiszą wśród tych nowych. Zastanawiałam się chwilkę po czym stwierdziłam że już nigdy nie założę nic co mam z tam tego życia i jutro się tego pozbędę. Wzięłam nową pidżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i położyłam do łóżka zanim jednak zasnęłam spojrzałam na zegarek. Wskazywał 3:32. Uśmiechnęłam się i poszłam spać.
----------------------------------------------------------------------------------------
Jest drugi rozdział. Mam nadzieję że się wam podoba.
I mam prośbę. Przeczytałaś lub przeczytałeś t o skomentuj. Zostaw po sobie ślad. :-)
Fajny rozdział :D
OdpowiedzUsuń