Wojowniczka Slytherinu

Kocham na zabój. Żyję chwilą. Szanuje przyjaźnię. Ufam tylko sobie. Szczycę się niesamowitym sprytem. Żyję tak by inni mi zazdrościli. Korzystam z życia. Jestem niewinna, a zarazem niegrzeczna. Namiętna ale czuła. Jestem dzika a jednocześnie spokojna. Delikatna i krucha niczym róży kwiat. Tajemnicza jak mgła. Wolna jak wiatr. Niespokojna i niepokonana jak ocean bez dna. Jestem w stanie oddać życie w imię przyjaźni lub miłości. Niebezpieczeństwo. Adrenalina. Ryzyko. To zaczyna mnie przyciągać. Zaczynam odnajdywać w tym przyjemność. Oto nowa ja. Wojowniczka ze Slytherinu. Hermiona Zabini.

wtorek, 18 listopada 2014

I

Było piękne, słoneczne popołudnie kiedy wielkimi korytarzami do Wielkiej Sali zbliżała się trójka przyjaciół. Zmierzali właśnie na kolację ostatnią w tym roku szkolnym. Trzeci rok nauki zleciał im bardzo szybko. Byli szczęśliwi że kończyli kolejny rok szkolny. Nagle zza rogu wpadła na nich grupka Ślizgonów.
-Patrz jak łazisz Bliznowaty! - Odezwał się Draco Malfoy.
-Nie rób takiej miny Wieprzlej wszyscy wiemy jaka z ciebie niezdara!
-Zamknij się Higs. - Odparł Ron na słowa Marcusa Higginsa.
-Uuuu jaki niemiły. - Tym razem odezwała się Pensy Parkinson, kładąc palec wskazujący na jego klatce piersiowej i przejeżdżając nim w stronę jego prawego ramienia, po czym położyła całą dłoń na jego ramieniu stając za nim dodała - Matka cię kultury nie nauczyła? A przepraszam, nie interesuję się tobą tak jak pozostałymi dziećmi. Najmniej kochany przez matkę, nienawidzony w szkole, i wyśmiewany wśród czarodziei na caaałym świecie. - Zakończyła uwodzicielsko śmiejąc się lekko po wypowiedzianych słowach i odeszła. A zaraz za nią ruszyli Markus, Draco i Blaise.
-Co tak stoisz Granger?! Nie wiesz gdzie twoje miejsce? - Odezwał się chłodno Draco na odchodnym. A Blais nie byłby sobą gdyby czegoś nie dodał.
-Gdzie zgubiliście Wiewiórę co? Myślałem że bez niej się nigdzie nie ruszacie? - Odezwał się Blaise. - Hahaha już wiem. Znalazła lepsze towarzystwo od was. Wie że nie warto się z wami zadawać. - Trójka Gryfonów nic na to nie odpowiedziała, bo nie zdążyła gdyż czwórka Ślizgonów odeszła w wesołej atmosferze.
-Jak ja ich nienawidzę. - Powiedziała Hermiona.
-Nie tylko ty. - Odparł Harry. - Nie tylko ty.
-Uwierzcie mi. Nie jesteście sami. Wiecie co ... - Nie dokończył gdyż przerwała mu jego siostra.
-Hej! Tu jesteście a my was z Seamusem szukamy. - Zawołała wesoło Ginny.
-Ale my się wcale nie chowamy. Jesteśmy tutaj. - Odparł niezadowolony Harry.
-Potter! - Zawołała Ginny - Nie zachowuj się tak. Było minęło. Minął rok. Daj spokój.
-To nie jest takie łatwe Gin jakby ci się wydawało.
-A właśnie że jest.
-Może dla ciebie. Ale nie dla mnie. - Zmierzył ja i Seamusa wzrokiem po czym odszedł nie mając ochoty przebywać w towarzystwie tej dwójki.
-A temu co się stało? - Spytał Neville który właśnie do nich dołączył.
-Wciąż się gniewa o to że Ginny go olała. - Powiedziała smutno Hermiona. - Dobra chodźmy na kolacje. Nie wypada się spóźnić, tym bardziej że to ostatni wieczór w zamku. Już jutro są wakacje i wracamy do domu! - Powiedziała Hermiona ciesząc się z faktu iż wkońcu nadeszły upragnione wakacje.

Kolacja minęła w spokoju Dumbeldore dał mowę porzegnalną dla najstarszych uczniów a zarazem już absolwentów Hogwartu. Następnie wszystkim życzył miłych i udanych wakacji.

************

O ósmej rano w szkole Magii i Czarodziejstwa zapadła cisza, przerywana od czasu do czasu rozmowami duchów, bądź obrazów oraz hałasem zamiatanej podłogi miotłą którą Filch zamiatał puste już korytarze.

W tym samym czasie uczniowie szkoły wsiadali do pociągu którym po chwili ruszyli do domu.
W całym pociągu dało się słychać wesołe rozmowy, każdy się cieszył z nadejścia kolejnych wakacji a zarazezm ukończenia kolejnego roku nauki. Lecz nie wszyscy byli w tak wspaniałych nastrojach.
W pewnym prywatnym przedziale siedziała trójka przyjaciół. Od rana ich przyjaciel był dziwnie cichy co było nienaturalne, gdyż on zawsze tryska energią.
-Powiesz w końcu co się stało? - spytał brunet, lecz nie uzyskał odpowiedzi.Gdy chciał ponowić pytanie ten nagle się odezwał.
-To nie jest takie łatwe. - westchnął ciężko. - Bo widzicie dzisiaj rano dostałem list od matki. Napisała że gdy wrócę do domu to ich nie będzie, gdyż udają się załatwić pewną sprawę nad którą trudzą się od paru lat. Napisała że są już blisko rozwiązania i odnalezienia mojej zaginionej siostry. Bliźniaczki - Dodał po chwili. A w przedziale zapanowała cisza.
-Chwila chwila. Chcesz nam powiedzieć Blaise że masz siostrę?
-No chyba na to wygląda. I o ile rodzicom się uda to zamieszka u nas już niedługo. Ciekawe tylko kto to jest? Może ją znamy?
-Taaa a może to Ashly Green. - Odezwał się Draco.
-To nie jest śmieszne Smoku. Nigdy w życiu nie przyjąłbym do wiadomości że to moja siostra.
-Spokojnie Diable. Tylko żartuję. Ale swoją drogą, to naprawdę ciekaw jestem kto to jest?
-A zapomniałbym. Draco rodzice napisali również żebyś narazie wstrzymał się z przybyciem do nas na wakacje, tak samo ty Markus.
-Rozumiem. - Odpowiedział Markus
-Ja również rozumiem, najpierw muszą sami się oswoić z tą sytuacją. To nie będzie ciężkie tylko dla was wiesz o tym Diable prawda? To zmieni życie wielu osobą.
-Wiem.

Dalszą drogę spędzili na przyjemniejszych rozmowach.

***********

Po ośmiogodzinnej podróży Hogwart Express zatrzymał się na peronie 9 i 3/4. Uczniowie zaczęli wychodzić z wagonów. Zabrali swoje bagaże z przedziału bagażowego i przechodząc przez ścianę znaleźli się na Stacji King Kross w Londynie.

Pewna Gryfonka pożegnała się z dwójką swoich przyjaciół i  z wielkim uśmiechem na ustach przebiegła przez ścianę znajdując się na Londyńskim peronie zaczęła szukać swoich rodziców którzy jak co roku odkąd zaczęła uczęszczać do Hogwartu zawsze na nią tu czekają. Ale tym razem ich nie było. Pomyślała że pewnie stanęli w korku co często się zdarza. Postanowiła na nich zaczekać minęła godzina później następna a ich nadal nie było. W końcu postanowiła że wróci sama. Udała się w miejsce gdzie byłaby niewidoczna dla mugoli po czym teleportowała się do swojego domu. W domu było dziwnie cicho, udała się do salonu ale tam nikogo nie zastała, następnie weszła do kuchnia, tam też nikogo nie widziała, chciała właśnie wyjść z pomieszczenia ale zauważyła kartkę przyklejoną na lodówce. Szybko podeszła i przeczytała. 

Droga Hermiono!
Wybacz że nie przyszliśmy po Ciebie, ale razem z ojcem dostaliśmy ważne zadanie z firmy i wyjechaliśmy w delegację . Była to nagła sprawa. Naprawdę nam przykro.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Przepraszamy że w taki sposób się to odbędzie i bez nas, ale nie ma innego wyjścia. O 19:30 przyjdą do Ciebie goście. Wszystko Ci wyjaśnią.
Nie wiemy kiedy wrócimy ale mamy nadzieję że szybko. Wyjechaliśmy 3 dni przed Twoim powrotem.
Twoi kochający rodzice.

Po przeczytaniu listu Hermiona spojrzała na zegar który wskazywał że jest 19:15. Więc miała 15 minut. Postanowiła że wykorzysta ten czas na szybki posiłek. Zdążyła właśnie posprzątać po swojej kolacji kiedy zegar wskazał 19:30 a po chwili usłyszała dzwonek do drzwi.

Zdziwiła się gdy w drzwiach ujrzała państwa Zabinich.

-Państwo napewno do mnie? - Zapytała zdziwiona wpuszczając ich do środka.
-Tak. Napewno. - Odparła pani Zabini. Zaprowadziła ich do salonu. Ona usiadła na fotelu, a państwo Zabini na kanapie.
-O co chodzi? - Spytała niepewnie. W odpowiedzi otrzymała koperte. Zdziwiona spojrzała najpierw na nią a później po kolei na swoich gości.
-Otwórz. - powiedział Urlich. Hermiona niepewnie otworzyła kopertę i zaczęła czytać dokument który wyjęła z koperty. Dowiedziała się z niego że Grangerowie nie są jej biologicznymi rodzicami, a są nimi państwo Zabini. Gdy przeczytała wszystkie wyniki badań które zostały przeprowadzone bez jej zgody by zapobiec pochopnym działaniom dziewczyny była w wielkim szoku. Nie wiedziała co ma zrobić ani powiedzieć. Była jak sparaliżowana. Zapadła długa cisza, którą w końcu odważył się przerwać pan Zabini.
-Hermiono masz wybór. Możesz zostać tu lub udać się z nami. My cię do niczego nie zmuszamy. Tylko uświadamiamy ciebie kim jesteś naprawdę i dajemy wybór i jakbyś chciała to możesz udać się z nami. Jeśli tylko tego chcesz. - W chwili w której Urlich wypowiedział to zdanie, drzwi frontowe otworzyły się a w nich stanęli pan i pani Granger. Spojrzeli na dziewczynę, następnie na list trzymany w jej rękach i w końcu na parę siedzącą na kanapie, by po chwili znów spojrzeć na nastolatke.
-Już wiesz prawda? - Spytała Anna. Hermiona niebyła w stanie się odezwać pokiwała tylko potwierdzająco głową. - I co zamierzasz? - Spytała łamiącym się głosem. Nie chciała stracić swojej jedynej córki. Hermiona nagle wstała i wykrzyczała.
-Nienawidzę was! Jak mogliście ukrywać to przede mną! Zniosłabym prawdę!Ale wy! Wy! Ughh! Wy woleliście ukrywać prawdę przede mną! - Zaszlochała - Woleliście kłamać!
-Hermiona - Odezwał się Olivier.
-Nie! Nie chce was słuchać! Nie! - Krzyknęła na niego po czym zwróciła się do państwa Zabinich i powiedziała. - Tak, udam się z wami. Chce żyć ze swoją prawdziwą biologiczną rodziną.
-Dobrze. - Powiedziała uradowana Synthia, a po policzkach zaczęły ciec jej łzy szczęścia. Jej mąż objął ją ramieniem.
-Ja idę się spakować - Powiedziała i pobiegła na górę. Jak tylko wbiegła do pokoju usiadła na podłodze, oparła się o łóżko i zaczęła płakać. -Jak to możliwe że wcześniej nic nie zauważyłam? - Pytała samą siebie. - Jak? Przecież, takie coś zauważa się od razu. Tym bardziej że znam siebie. - Wstała i podeszła do lustra które miała w pokoju, przyglądając się sobie przypomniała sobie słowa które niedawno przeczytała.
Gdy byłaś małą dziewczynką, zostałaś porwana, szukano Cię długo, ale nie można było znaleźć. Zorientowaliśmy się że musiał zostać ci podany eliksir zmieniający wygląd na parę lat w zależności od tego jaka jesteś i ile masz w sobie siły. Eliksir trzymał się w twoim organizmie 11 lat, to długo, naprawdę bardzo długo. Wykonaliśmy wszystkie możliwe badania, jednoznacznie wykazały że jest pani córką Synthii i Urlicha Zabini. Już wkrótce działanie eliksiru przestanie działaś, o ile już nie przestało i będzie pani zupełnie inną osobą jak i z wyglądu jak i z charakteru.
Gdy przyjrzała się sobie w lustrze zauważyła że naprawdę nie przypomina tej dziewczyny którą była.
- Kiedy to się stało? Czemu nie zauważyłam tego wcześniej? - Otarła łzy, machnęła kilka razy różdżką i wszystkie jej rzeczy jakie posiadała znalazły się w jej kufrach i torbach. Omiotła spojrzeniem ostatni raz pokój po czym z niego wyszła, rzucając zaklęcie lewitujące na swoje bagaże zeszła na dół, weszła do salonu i powiedziała
-Jestem gotowa. Możemy ruszać.
-Dobrze. - Odpowiedział Urlich. Obejmując swoją żonę skierował się do wyjścia, przy drzwiach czekając na Hermionę. Ta odwróciła się i wyszła bez pożegnania. Rzucając po drodze.
-Brzydzę się wami. Nie wiem jak mogłam z wami tyle wytrzymać pod  jednym dachem. -  Pan Zabini rzucił krótkie.
-Żegnam. - I razem z żoną wyszli za dziewczyną z domu. - Już dobrze moje dziecko. Teraz będzie już tylko lepiej. - Pogłaskał ją pocieszająco po plecach. - Wsiadaj. - Wskazał na samochód. Wsiadła na tylnie siedzenie, a jej ojciec zajął miejsce kierowcy, a matka pasażera obok.

************

Po trzygodzinnej jeździe samochodem w końcu dotarli do posiadłości państwa Zabinich. Hermiona na ten widok oniemiała.

-------------------------------------------------------------------------------------

Witajcie. Mam nadzieję że moje opowiadanie się wam spodoba.
Tak właśnie zaczyna się ta historia. I niech trwa, póki mnie wena nie opuści, a jeżeli tak się stanie, to bądźcie cierpliwi.

2 komentarze:

  1. już mi się podoba będę codziennie sprawdzać czy jest jakaś nowa notka. Hermiona na nie dziwię się jej że tak zareagowała. Ciekawi mnie reakcja innych jak to się dalej potoczy. Pokazuje juz charakterek nowa panna Zabini :D

    OdpowiedzUsuń

Daj komentarz

Daj komentarz
Przeczytałeś rozdział? Super cieszę się. Zostaw komentarz a Draco i Hermiona też się ucieszą :)