Wojowniczka Slytherinu

Kocham na zabój. Żyję chwilą. Szanuje przyjaźnię. Ufam tylko sobie. Szczycę się niesamowitym sprytem. Żyję tak by inni mi zazdrościli. Korzystam z życia. Jestem niewinna, a zarazem niegrzeczna. Namiętna ale czuła. Jestem dzika a jednocześnie spokojna. Delikatna i krucha niczym róży kwiat. Tajemnicza jak mgła. Wolna jak wiatr. Niespokojna i niepokonana jak ocean bez dna. Jestem w stanie oddać życie w imię przyjaźni lub miłości. Niebezpieczeństwo. Adrenalina. Ryzyko. To zaczyna mnie przyciągać. Zaczynam odnajdywać w tym przyjemność. Oto nowa ja. Wojowniczka ze Slytherinu. Hermiona Zabini.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

XXI

Ja i Draco staliśmy pierwsi i jako pierwsi przeszliśmy przez portal, a za nami reszta. Znaleźliśmy się w lesie, gęstym lesie. Odwróciłam się razem z koniem do pozostałych. Nikt nie wyglądał na szczęśliwego ani odważnego.
-Więc ruszajmy w drogę.
-A wiesz gdzie iść? - Spytał Kol.
-Nie. Ale w jakąkolwiek stronę byśmy nie poszli i tak gdzieś dojdziemy. Gdzie przeznaczone nam jest trafić. Do jakiejś osady. Czy coś.
-Albo prędzej oni nas znajdą niż my ich. - Dopowiedział Draco.
-Mówisz tak samo jak oni. Wydaje się jakbyś się z tym pogodziła. - Powiedziała Georgia
-Bo pogodziłam. I wy też powinniście. Taki los był nam pisany od narodzin. Mówi się trudno i żyje się dalej.
-Łatwo ci mówić! Miałaś piękne życie!
-Nie miałam! Nic o mnie nie wiesz Georgia. Moje życie wcale nie było takie kolorowe jak myślicie. Jako małe dziecko zostałam porwana. Umieszczono mnie w mugolskiej rodzinie. Przez 11 lat żyłam myśląc że jestem zwykłą dziewczynką. A w swoje jedenaste urodziny dostałam list z Hogwartu. Tam trafiłam do Gryffindoru. Przez większość czarodziei byłam wyzywana i poniżana. Przez te 3 pieprzone lata byłam uważana za szlamę, znosiłam obelgi które w ogóle nie powinny być rzucane w moją stronę. Gdy skończyłam trzecią klasę dowiedziałam się prawdy. Jestem czysto krwistą czarownicą. Jestem arystokratką. Moi przyjaciele mnie znienawidzili. Przyjaciele stali się moimi wrogami. A moi wrogowie stali się rodziną i przyjaciółmi. Na początku czwartego roku zostałam przeniesiona do Slytherinu. Tam gdzie od wieków cała moja rodzina trafia. Nie mogłam być wyjątkiem. Czwarta klasa była ciężka. Wiele się działo. Nadeszły wakacje i co? Trafiłam tu. Pogodziłam się z tym tak samo szybko jak z wcześniejszymi sytuacjami. Bo nie warto zamartwiać się tym czego nie możemy zmienić. Nie warto tracić czasu na rozmyślaniu nad tym. - Zapadła cisza. -Więc możemy ruszać?
-Tak.- Odpowiedzieli wszyscy.
Odwróciłam się z koniem i ruszyłam przed siebie. Draco mnie dogonił.
-Masz zdolności przywódcze. Teraz pójdą za tobą wszędzie.
-Nie muszą.
-Ale to zrobią. Po tym co usłyszeli. Wiedzą że jesteś silną osobą i poradzisz sobie ze wszystkim. Czy tego chcesz czy nie uznali cię za Przywódce.
-Ja? Przywódczyni? Nie.
-Tak. Przywódczyni Drużyny Dwunastu. - Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem. -No co? - Pokręciłam tylko głową. - No co mów?
-Nie masz talentu do nazewnictwa.
-A jednak chcesz być tym Przywódcą.
-Jak widać muszę. Sami mnie wybraliście. Czy mam inne wyjście?
-Nie.
-Więc wymyśl inną nazwę.
-Czemu? Co ci się w tej nie podoba.
-Draco proszę nie załamuj mnie. Drużyna Dwunastu? Nie stać cię na nic lepszego?
-Hmm a co powiesz na ... Dwunastka z klasą? - Prychnęłam.
-Hahaha serio?
-A Drużyna z klasą?
-Nie.
-Drużyna Marzeń?
-I co jeszcze?
-Drużyna Gwiazd?
-A co my jacyś sławni jesteśmy?
-Nie ale możemy być.
-Jasne.
-Zasłyniemy z ocalenia tej Krainy, czy po co my tu jesteśmy.
-Aha. Myśl dalej.
-Mroczniaki?
-Tsaaa.
-Drużyna Cienia?
-Nie.
-Cienista Drużyna?
-Nie.
-Drużyna skryta w Cieniu.?
-Nie.
-Cień kryjący Drużynę z Klasą?
-No może wymyśl nazwę na 5 stron. - zakpiłam z niego.
-Ej! W tej chwili mnie uraziłaś. - Złapał się w miejsce gdzie ma serce.
-Ojoj wybacz. - Powiedziałam obojętnie.
-A Cień Drużyny?
-Nie.
-To może ... - Zamyślił się.
I w tym momencie wjechaliśmy na pagórek, wyjeżdżając tym samym z lasu. Na środku polany stał posąg anioła i diabła.
-Grzeszne Anioły. - Powiedziałam.
-Co?
-Pasuje do nas. W każdym z nas jest coś z diabła i z anioła. Grzeszne Anioły? Upadłe Anioły? Co lepsze? Czy jeszcze jakąś inną nazwę wymyślimy co? - Spytałam odwracając się do drużyny.
-Upadłe Anioły. - Dominic, Brian, Irina, Alice, Elena i Draco powiedzieli równo.
-Więc postanowione. Chodźcie.- Powiedziałam i ruszyłam pędem na koniu w stronę posągów.
-Wspaniałe. - Zachwycała się Alice.
-Ale wielkie. - Elenę również urzekł ten widok tak jak i mnie i Irinę. W czwórkę stałyśmy tak i przyglądałyśmy się posągom. Zeszłyśmy z koni by podejść bliżej.
-Co wy robicie? - Spytał Nathan. -Ej! - Krzyknął za nami. A my weszłyśmy pomiędzy obie postacie. Były tam cztery tunele. Dwa prowadziły do wnętrza diabła i dwa do wnętrza anioła.
-Nie rozdzielajmy się. - Powiedziała Alice.
-Z ust mi to wyjęłaś. Którędy? -Spytałam.
-Tędy. - Powiedziała Irina.
-Też tak uważam, że powinnyśmy iść tędy. - Powiedziała Elena.
-Tak w ogóle dlaczego tu idziemy? - Spytała Alice.
-Nie wiem. - Powiedziała Elena.
-Coś nas wzywa, przyciąga. - Powiedziałam.
-Coś chce byśmy tu się znalazły. - Powiedziała Irina.
-Tylko po co? - Zastanawiałam się.
Szłyśmy dalej krętymi korytarzami. Nie wiedząc dokąd zmierzamy. Nie wiedząc czemu tam w ogóle idziemy. Nie mogłyśmy się zatrzymać ani zawrócić. Coś nas prowadziło to w górę to w dół. To schodami, to po drabinie. Skok na linie nad przepaścią by przedostać się na drugą stronę

************

-Gdzie one poszły? - Spytałem.
-Nie wiem. Wołałem je ale zdawały się jakby mnie w ogóle nie słyszały. - Powiedział Nathan.
-Dobra Dominic idziesz ze mną reszta zostańcie tu i nie wchodźcie nigdzie. Trzymajcie się razem. - Powiedziałem i weszliśmy do środka.
Rozglądaliśmy się ostrożnie wszędzie dookoła. To był labirynt. Istny piekielny labirynt. Schodami do góry, później po linie zeszliśmy w dół. Kolejnymi schodami w dół i drabiną w górę. Skok nad przepaścią na linie by przedostać się na drugi brzeg. I drabiną w górę, Znów krążyliśmy korytarzami a następnie wspięliśmy się po drabinie do góry. I szliśmy dalej.
-Słyszałeś to? - Spytał Don.
-Co?
-Nie wiem. Ale dobiegało stamtąd.
-Przygotuj łuk.
-Ale ja nie mam.
-A mówiłem że ci się przyda.
-Wiem ale wolałem topór i tarczę.
-Masz szczęście że wziąłem przypadkowo dwa. A jeszcze nie miałem komu go dać. Bierz. I trzymaj strzały. - Powiedziałem podając mu łuk i drugi kołczan. Założył go w pasie i przygotował łuk. Zrobiłem to samo. Szliśmy powoli w stronę z której Dominic coś usłyszał.

************

-Co to? - Elena spytała
-Złoto. - Alce jej odpowiedziała.
-Biżuteria. - Powiedziała Irina.
-Suknie. - Elena powiedziała z zachwytem
-Skarb. - Powiedziałam. - To skarbiec. - Podeszłam do obrazu. Przedstawiał on Człowieka, Elfa, Krasnoluda i Hobbita. Na obrazie widniał również napis.
Książe Ludzi, Książe Elfów, Książe Krasnoludów i Książe Hobbitów. Czworo silnych młodych mężczyzn. Wzywają oni młode damy by im towarzyszyły. Twój czas nadchodzi.
-Niczego nie dotykajcie. - Powiedziałam to trochę za późno w tym momencie Elena otworzyła skrzynię. W obu wejściach do komnaty zapadły kraty. Więc nie było wyjścia. W tym momencie do jednego wejścia podszedł Draco i Dominic. - Draco!
-Miona! Czemu tu weszłyście?
-Coś nas wzywało.
-Co?
-Oni. - Wskazałam obraz.
-Nie powinnam tego ruszać. Przepraszam to moja wina.
W tym momencie podłoga pod nami się otworzyła a my wpadłyśmy w podziemia.

************

-Nie! Miona! Irina! Alice! Elena! - Krzyczałem w pustkę bo podłoga znów wróciła na swoje miejsce. Po chwili kraty znikły a my wbiegliśmy do środka.
-Miona wskazała ten obraz. O co chodzi? - Spytał Dominic.
-Tu jest jakiś napis.
Książe Ludzi, Książe Elfów, Książe Krasnoludów i Książe Hobbitów. Czworo silnych młodych mężczyzn. Wzywają oni młode damy by im towarzyszyły. Twój czas nadchodzi. Ostatnie chwilę tutaj uczynią cię lepszą Moja Księżniczko. Wy jeszcze nie wiecie, ale jesteście nasze.
-Nie. - Powiedziałem zakrywając ręka buzię.
-Zrobimy to samo co one.
-Co?
-Elena otworzyła skrzynie i spadły kraty. Więc. - Don otworzył skrzynię a kraty spadły. Po chwili i my znaleźliśmy się w podziemiach.
-Były tu patrz. - Powiedziałem wskazując na ślady odciśnięte na piasku.
-Tak były. Dziewczyny! Hej!
-Idziemy. Miona! Irina!
-Elena! Alice!
-Draco! - W oddali dało się słyszeć słaby głos Hermiony.
-Miona. - Wyszeptałem. Spojrzeliśmy na siebie i oboje ruszyliśmy w stronę z której dobiegł nas głos Hermiony. Wpadliśmy do komnaty. Dziewczyny wisiały związane na linach pod sufitem. A na dole 4 zakapturzone postacie w różnym wzroście.
-To pewnie ci goście z obrazu. Najniższy Hobbit, później Krasnolud, Człowiek i Elf najwyższy. Rozpoczęła się bitwa. Nie wiem jakim cudem, ale razem z Donem ich pokonaliśmy. Uwolniliśmy dziewczyny. Miona podbiegła do nich i z każdemu z nich zabrała naszyjnik, bransoletę i pierścień. Z ich torb powyciągała również mapy. Zabraliśmy ich bronie. I zabraliśmy za wydostanie się stąd. Po godzinie krzątaniny w pośpiechu wybiegliśmy z labiryntu. Miona zapakowała wszystko do swojej torby przypasanej do konia i ruszyliśmy.

---------------------------------------------------------------

Jak wam się podoba rozdział?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Daj komentarz

Daj komentarz
Przeczytałeś rozdział? Super cieszę się. Zostaw komentarz a Draco i Hermiona też się ucieszą :)