Wojowniczka Slytherinu

Kocham na zabój. Żyję chwilą. Szanuje przyjaźnię. Ufam tylko sobie. Szczycę się niesamowitym sprytem. Żyję tak by inni mi zazdrościli. Korzystam z życia. Jestem niewinna, a zarazem niegrzeczna. Namiętna ale czuła. Jestem dzika a jednocześnie spokojna. Delikatna i krucha niczym róży kwiat. Tajemnicza jak mgła. Wolna jak wiatr. Niespokojna i niepokonana jak ocean bez dna. Jestem w stanie oddać życie w imię przyjaźni lub miłości. Niebezpieczeństwo. Adrenalina. Ryzyko. To zaczyna mnie przyciągać. Zaczynam odnajdywać w tym przyjemność. Oto nowa ja. Wojowniczka ze Slytherinu. Hermiona Zabini.

piątek, 5 grudnia 2014

XVIII

Wstaliśmy w południe, wyszykowaliśmy się, zeszliśmy na dół do restauracji, zjedliśmy obiad, a następnie wyszliśmy z hotelu. Spacerowaliśmy pięknymi Rzymskimi uliczkami. Czas nam się dłużył. Było dużo śmiechu, romantycznych i słodkich gestów. Rozmów nasączonych czułością, pożądaniem i namiętnością. Dużo pocałunków. Jak i tych krótkich i szybkich całusów, jak i tych ciągnących się w nieskończoność pocałunków, dzikich, namiętnych, ale i tak wszystkie były szczere. Zanim wróciliśmy późnym wieczorem do hotelu, Draco zaśpiewał mi piękną serenadę po włosku przy fontannie w wielkim tłumie. Ludzie zatrzymywali się. Patrzyli tylko na nas. Cieszyli się naszym szczęściem. Gdy wstał pocałowałam go czule. Pieśń była cudowna. On jest cudowny. Kolację zjedliśmy z całą moją rodziną, gdy weszliśmy do restauracji akurat schodzili po schodach. Po posiłku udaliśmy się do apartamentu, wykąpaliśmy i poszliśmy spać.
Dracon obudził mnie o świcie. Rzucił zaklęcia i nasze plecaki były już spakowane. Podał mi piękną suknię którą  mam ubrać.
Również sobie przygotował podobny książęcy strój
Nie chciał powiedzieć dokąd mnie zabiera. Weszłam do łazienki i się uszykowałam.
-Draco dokąd mnie zabierasz?
-Nie powiem Kochanie.
-Draco,proszę.
-Nie. - Powiedział i dał słodkiego całusa.
-Ale ty jesteś.
-To niespodzianka.
-Nienawidzę niespodzianek.
-Czemu?
-Bo są niespodziewane.
-Ale argument.
-Lepszy taki niż żaden. To gdzie idziemy?
-Daleko. - Powiedział cicho i uwodzicielko.
-Jesteś ...
-No jaki? Przystojny? Wspaniały?
-Denerwujący.
-O ty mała jędzo.
-No co?
-Idziemy.
-Dokąd?
-Nie odpuścisz prawda?
-Nie odpuszczę.
-Mam się posunąć do czegoś nieprzyjemniejszego? - Wskazał na swoją różdżkę.
-Jesteś okropny.
-Ale właśnie za to mnie kochasz.
-Nie.
-Coś ty powiedziała?
-Słyszałeś. - Powiedziałam obojętnie.
-To ty tak zamierzasz pogrywać?
-Niby jak? - Spytałam udając że nie wiem o czym mówi.
-Już dobrze wiesz jak.
-Nie wiem.
-Nienawidzę cię.
-Też cię kocham Draco.
-Jędza.
-Idiota.
-Ale twój.
-Mój?
-Twój kochający cię idiota. - Powiedział i pocałował mnie namiętnie.
-Jesteś słodki.
-Nie. Nie jestem słodki.
-Słodki i uroczy. - Powiedziałam uwodzicielsko. - No to co? Idziemy? Czy zostajemy?
-Pewnie że idziemy.
Pod hotelem stała mała piękna dorożka zaprzężona w cztery białe konie. Zauważyłam że w środku znajdują się nasze rzeczy.
-Księżniczko. - Ukłonił się lekko i podał mi rękę bym usiadła. Zaśmiałam się lekko na jego gest. Zajął miejsce obok mnie i zaczął powozić bryczką.
Jechaliśmy już dobre 6 godziny. A humor nas nie opuszczał. Opowiadał mi różne śmieszne historie i dowcipy. Ja nie byłam mu dłużna i też opowiadałam to co znam.
-Tu się na chwilę zatrzymamy o Pani.
-Dobrze. - Powiedziałam. Zatrzymał nasz powóz i zszedł z niego, zaczął odchodzić, ale zatrzymał się gdy usłyszał moje znaczące chrząknięcie. - Nie pomożesz swojej Księżniczce zejść?
-Wybacz Pani zapomniałem.
-Idiota.
-Książe.
-Książe idiota.
-Też tak może być. Pani wybaczy. - Powiedział i podał mi rękę. Zeszłam z powozu na ziemie.
-Gdzie jesteśmy mój Książe? - Rozejrzałam się dookoła. Drzewa, strumyk, więcej drzew, skały, jeszcze więcej drzew.
-W lesie.
-Tyle Sherlocku to ja sama zauważyłam.
-A czy to ważne gdzie? Ważne że razem. -Powiedział i pocałował czule i namiętnie. Po chwili nasz pocałunek stał się bardziej dziki. Gdy się od siebie odsunęliśmy na naszych twarzach gościły przepiękne uśmiechy. Przez jakiś czas Draco wtulał się w moje plecy a brodę opierał na moim ramieniu. Staliśmy tak zapatrzeni w gładką taflę strumyka, który wolno płynął.
-Czas ruszać dalej.  - Powiedział i oboje spowrotem wsiedliśmy. 
-Która godzina?
-Nie mam pojęcia. Powiem więcej. Nie obchodzi mnie to.
-Szczęśliwi czasu nie liczą.
-To też. Ale choć przez chwile chce się poczuć jak to było za dawnych czasów. W średniowieczu.
-Oh uważaj na złodziei i rabusiów. Słyszałam że Robin Hood mieszka w tych lasach. -Oboje się zaśmialiśmy.
Po jakiś dwóch może trzech godzinach dojechaliśmy do starej gospody. Draco zapłacił właścicielowi za przypilnowanie i przechowanie bryczki z dwoma końmi. Pozostałe dwa przyszykował do jazdy.
-Nigdy nie jeździłam konno.
-Nie pożałujesz. Pomogę ci. - Jak powiedział tak zrobił i już po chwili siedziałam na koniu. On dosiadł drugiego. I wyjechaliśmy ze stajni.
Pędziliśmy pod wiatr. Wzdłuż urwisk i klifów. Widoki były przepiękne. Zatrzymałam się nad przepaścią i spojrzałam w dół. Pustka. Ciemność. Nicość.
-Co ty robisz?!
-Nic.
-Jesteś szalona wiesz?
-Wiem. Oszalałam na punkcie wielu rzeczy.
-Wiem o tym. Jedziemy dalej.
-Powiesz w końcu dokąd jedziemy?
-Spójrz a się dowiesz.
-O boże.
-Witaj w Alpach Julijskich. Jedne z najpiękniejszych gór na świecie. Według mnie.
-Tu jest pięknie. - Patrzyłam z zachwytem na widok przede mną. Zapierał dech w piersiach. Draco podjechał do mnie z wielkim uśmiechem na ustach.
-Zabieram Moją Księżniczkę na przejażdżkę po moim Królestwie. - Zaśmiałam się lekko wesoło.
-Z moim Księciem na przejażdżkę? Z chęcią. - Powiedziałam z zachwytem wciąż z uśmiechem na ustach. Musnął lekko swoimi ustami o moje, dając lekkiego całusa. Powoli ruszyliśmy przed siebie ku tym przepięknym przesmykom.
-Jak ci się podoba moja niespodzianka.
-Jest wspaniała. Naprawdę. Spodziewałam się wszystkiego. Ale nie tego. Serio. To. To jest przecudowny widok. Najlepsza niespodzianka jaką kiedykolwiek mi zrobiono.
-Cieszę się. - Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. - Tam. - Wskazał dolinę. - Rozbijemy obóz.
-Tam? W tej pięknej dolinie?
-Tak. - Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Kto ostatni na dole robi kolacje i rozbija obóz! - Krzyknęłam i popędziłam na swoim koniu w dół zbocza góry.
-Hej! - Krzyknął i popędził za mną.
Po 10 minutach byliśmy na dole. Byłam pierwsza. Więc Draco zajął się naszym małym obozowiskiem. A ja przechadzałam się dolinką, podziwiając jej piękno i piękno tych gór. Draco obóz rozłożył bardzo szybko. I zabrał się za przyrządzenie naszej kolacji. Posiłek zjedzony w górach na świeżym powietrzu smakował inaczej niż normalnie. Ten klimat... Po prostu.
-Jak ci się podobał ten dzień?
-Był cudowny. Taki nietypowy. Inny niż wszystkie.
-Taki miał być.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Jest kolejny rozdział. Podoba się? Co myślicie?

1 komentarz:

  1. Bardzo się podoba. Ta ich dyskusja na początku rozbawiła mnie :-D No a fragment o Robinie.... Hood'ie :-D Hehe, jest taki chłopak o imieniu Robin i wiesz... :-D Heheh, piękny widok. Draco zrobił naprawdę piękną niespodziankę :-) Czekam na next ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Daj komentarz

Daj komentarz
Przeczytałeś rozdział? Super cieszę się. Zostaw komentarz a Draco i Hermiona też się ucieszą :)