***
Zaczął się listopad. A dzień rozpoczęcia pierwszego zadania był blisko. Najlepsze było to że nic nadzwyczajnego się nie działo. Żadnych szemranych akcji. Ta szkoła jest całkiem inna jak Hogwart. Pobyt tu traktowaliśmy jak przygodę. W końcu rzadko kiedy zdarza się żeby spędzić cały rok szkolny w innej szkole niż tej do której uczęszczasz. Snape był dla wszystkich bardzo miły. Nawet dla Gryfonów!! To było dziwne. Ale może dlatego że nie było tu Ronalda Weasleya i Harry'ego Pottera. W końcu Snape tej dwójki najbardziej nienawidzi. W ogóle wczoraj na balu pierwszy raz widziałam Snape'a tak szczęśliwego. Bawił się w najlepsze razem z Dyrektor Maxim, Dyrektorem Karkarovem i całym gronem pedagogicznym Durmstrangu.
***
-Nie! - Krzyknęłam ale to nie był mój głos! Jestem w ciele Dracona! O Boże.
-To chyba jakieś żarty. - Warknął Draco? Chyba można mówić że to on jest Draco. O Boże jakie to zamotane.
-No to się doprawiliście. Macie szczęście że pierwsze zadanie jest za dziewięć dni, a nie wcześniej. Tydzień się chyba przemęczycie. - Powiedział Snape i po raz pierwszy w życiu na jego ustach widniał uśmiech. Szczery uśmiech. Promienisty.
***
To był najgorszy tydzień w moim życiu. Męczyłem się w jej ciele. A w dodatku wszyscy dookoła się śmiali kiedy będąc w jej ciele mówiłem jako chłopak. Oni widzieli dziewczynę mówiącą jakby była chłopakiem. A prawda jest taka że w ciele tej dziewczyny jest dusza chłopaka. Nie mogłem mówić jako dziewczyna przez długi czas, w końcu tak i tak gadałem jak chłopak. Zachowywałem się według samego siebie. A trudne było udawać dziewczynę będąc chłopakiem. Gesty, ruchy, uważać żeby spódniczka się nie podwinęła, buty na koturnach. Masakra. Ale dałem radę. Ona też wygląda na szczęśliwą znów będąc we własnym ciele.
***
To był koszmar! Co dzień rano ten sam problem, przez siedem dni. I nie tylko rano były problemy by ogarnąć to ciało. Miało swoje instynkty i reagowało. Ja nie potrafiłam nad nim zapanować. Było dużo śmiechu bo Draco Malfoy gadał jak baba, jak to niektórzy uważali. No cóż. Mieli racje. Ale siedem dni wreszcie minęło i efekt uboczny zniknął. Cieszę się ogromnie. Zostały mi dwa dni do rozpoczęcia pierwszego zadania. Ciekawe co to będzie?
***
Oto nadszedł siedemnasty listopad dzień rozpoczęcia pierwszego zadania turnieju Trójmagicznego.
Zawodnicy zostali pokierowani do namiotu dla zawodników. Blaise,Ginny, Trudy, Draco, Perrie i Markus właśnie weszli do tegoż namiotu życzyć powodzenia Hermionie, oraz pozostałym zawodnikom. Porozmawiali jeszcze chwile i wyszli. Kilka minut później do namiotu wszedł Minister Knot który nadzorował tego roczny Turniej. Zaraz za nim wszedł Snape oraz pozostali opiekunowie swoich szkół.
-Stańcie tu w kole. Panny Zabini Hermiona i Lena, następnie panna Lomessa, dalej pan Mins, pan Irwin i pan Korin. - Ustawili się tak jak ich poprosił. - Losujemy. - Wyciągnął w stronę Miony błękitny worek. Zanurzyła rękę, chwyciła coś i wyciągnęła. Rozsunęła palce a Knot powiedział - Biały Kieł. - Następnie Lena losowała. - Lew Morski. - Skomentował Minister. - Pingwin Abewerejski. - Powiedział patrząc na Camil, następnie rękę do worka wsadził Ryan. - Albinos Wiedeński. - Nikolas z lekką niepewnością wsadził rękę do worka i wyciągnął. - Tryton Pospolity. I ostatni - Tayler wyciągnął ostatnią figurkę znajdującą się w worku i powiedział. - Czerwonooki Niedźwiedź Fess. - To co on nazwał niedźwiedziem wcale nie wyglądało na niedźwiedzia. -Figurki te przedstawiają stwory z którymi musicie się zmierzyć i zdobyć Złotą Skrzynkę. Panno Zabini. - Położył swoją rękę na ramionach Hermiony. - Jeśli jest pani gotowa, może pani zaczynać. - Powiedział i wyszli z namiotu, a po chwili dało się słyszeć dźwięk jaki towarzyszy przy teleportacji.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno, ale wena mnie opuściła.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz